Miłość

Tytuł oryginalny: Amour
Gatunek: Melodramat
Produkcja: Austria, Francja, Niemcy
Premiera: 2 listopada 2012 (Polska), 20 maja 2012 (świat)
Scenariusz i reżyseria: Micheal Haneke


Są takie filmy, których nie sposób zapomnieć i które wpływają na nas w jakiś niewytłumaczalny sposób. Poruszają nas swoją prostotą wykonania i bogactwem treściowym. Oglądanie takich filmów, bez zbędnych efektów, bez znanych aktorów itd. to na pewno bywa trudniejsze, przywykliśmy bowiem do kina wzbogaconego o efekty specjalne i inne cuda techniki. Czasem jednak trzeba obejrzeć taki film. I właśnie dziś chciałabym opowiedzieć o takim filmie, o którym było głośno w zeszłym roku, gdyż otrzymał on Oscara w kategorii: „Najlepszy film nieanglojęzyczny”, mówię o filmie Miłość Michela Haneke. 


O czym jest Miłość? Opowiada on historię starszego małżeństwa, które z pewnością przeżyło ze sobą wiele dobrych i gorszych chwil. Poznajemy ich jednak, kiedy są w podeszłym wieku, ich córka jest dorosła i ma własne życie. Anne dostaje udaru, który paraliżuje jedną stronę jej ciała, od tej chwili porusza się na wózku inwalidzkim, a jej mąż Georges samodzielnie się nią opiekuje. Ze stoickim spokojem znosi jej kaprysy i humory, które są częste u osób, które na coś chorują. Gdy dochodzi do kolejnego udaru, który całkowicie już uniemożliwia Anne dalsze funkcjonowanie, jej mąż w dalszym ciągu z miłością się nią opiekuje.

Film przepełniony jest symboliką, akcja filmu dzieje się tylko w jednym miejscu. W mieszkaniu Georges i Anne. W tej produkcji, praktycznie nie ma żadnej muzyki, ale to niczemu nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie nadaje klimatu i sprawia, że łatwiej zrozumieć pewne rzeczy. Jestem skłonna powiedzieć, że przeszkadzałaby ona w odbiorze tego filmu. Miłość to filmu takiego pokroju, który może być uważany za arcydzieło, albo wręcz przeciwnie jako totalną porażkę. W tej produkcji nie zobaczymy niczego co nas zaskoczy, wszystko jest proste i klarowne, choć jak powiedziałam przewija się tutaj spora symbolika.

Po obejrzeniu tej produkcji postanowiłam sobie pytanie: „Czy ja byłabym zdolna do takiego poświęcenia?”. Do Miłości trzeba podejść bez emocji, bo jeśli zdołamy przez niego przebrnąć, on te emocje wzbudzi.


Moja ocena 9/10

Film obejrzany w ramach wyzwania:

Dracula (1992)

Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Premiera: 31 grudnia 1992 (Polska), 13 listopada 1992 (świat)
Reżyseria: Francis Ford Cappola
Scenariusz: James V. Hart
Muzyka: Wojciech Kilar
Na podstawie: Bram Stoker Dracula

Już tak mam, że lubię na świeżo po przeczytaniu książki obejrzeć jej ekranizację. Szczególnie wtedy, gdy ten film jest w moich planach od bardzo dawna. Taką produkcją był właśnie DraculaFrancisa Forda Cappoli . To był film, który chciałam obejrzeć długi czas. Chciałam go obejrzeć, jeszcze zanim wampiry stały się popularne – tak już wtedy miałam w planach Draculę i coś mi świta, że kiedyś z mamą chciałyśmy go oglądać. Jednak późna pora i sam Vlad Dracula tak nas przeraził, że zmieniłyśmy program. Szczególnie zachęcające jest, że to film nakręcony w roku moich urodzin i mówiłam o nim przy okazji postu z serii 5 filmów w moim wieku, nie udało mi się przeczytać książki i obejrzeć tego filmu w roku 2013, ale na początku tego owszem. Zapraszam do mojej skromnej opinii.


Dracula pragnie przenieść się do Londynu,  w tym celu do Transylwanii własny jest młody notariusz Jontahan Harker, które ma sfinalizować wszystkie formalności. Gdy przybywa on do zamku nie przypuszcza on, że jego gospodarz jest krwiopijcą. Pewnego dnia trafia w  zamku na trzy urokliwe kobiety, także wampirzyce. Pragnie on wydostać się ze straszliwego zamku, ma bowiem świadomość, że Dracula już znajduje się w jego ojczyźnie. A Książę całkiem dobrze „radzi” sobie w Anglii, przede wszystkim uwodzi on narzeczoną Harkera – Minę, która łudząco przypomina mu jego tragicznie zmarłą żonę. Kiedy z przyjaciółką Miny – Lucy zaczyna się dziać coś niepokojącego do Anglii przybywa Abraham Van Helsing, który oznajmia wszystkim z jaką bestią mają do czynienia.

Dracula Francisa Forda Cappolii to znakomity film, który pomimo upływu czasu, jaki minął wciąż jest unikalny. Spotkać tu możemy naprawdę wielu wspaniałych aktorów, którzy w swoich rolach wypadli znakomicie. Zacznę od aktora pierwszoplanowego grającego samego Draculę, czyli Gary’ego Oldmana. Ten aktor, który mi kojarzy się wyłącznie ze znakomitą rolą Syriusza Blacka w serii filmów o Harry’m Potterze, tutaj jako Dracula wypadł równie doskonale. Idealnie odegrał on przepełnionego żądzą mordu, ale także i poszukującego zrozumienia i szczęścia wampira. Mam jakaś niewyjaśnioną bliżej sympatię do tego aktora i lubię oglądać go na ekranie. W tym filmie się go bałam i mnie odpychał, ale to bardzo dobrze, gdyż pokazuje to, że idealnie wpasował się w on odtwórcę roli wampira. Kolejnym znanym i cenionym aktorem, którego zobaczyliśmy w Draculi to Anthony Hopkins w roli Abrahama Van Helsinga, może nie odpowiadał on moim wyobrażeniom profesora z Amsterdamu, ale mimo to w tej roli wypadł całkiem dobrze, jednak nie można powiedzieć, że znakomicie.  W rolę Miny Murray wcieliła się Winona Ryder, którą bardzo lubię oglądać na ekranie, ma w sobie coś co zawsze sprawia, że grane przez nią bohaterki zyskują moją sympatię.  W Draculi także spisała się bardzo dobrze i jej rola nadawała uroku całej produkcji. W filmie wystąpił również Keanu Revees znany przede wszystkim z Matrixa (ja jednak tego filmu nie oglądałam) wcielił się w rolę Jonathana Harkera, pomimo mojej sympatii do tego aktora, nie pasował mi on do roli młodego notariusza, choć nie wypadł w tym filmie źle, to jednak mnie nie zachwycił. Zastanawiała mnie jednak rola Richarda E. Granta, który wcielał się w postać doktora Johna Sewarda, zagrał on trochę szalonego doktora, w jego oczach czaił się widoczny obłęd.

Choć w Draculi było trochę odstępstw oraz zmian w fabule, w porównaniu z literackim pierwowzorem to jednak mimo to był naprawdę dobry film. Oglądałam go z przerażeniem w oczach, jednak po lekturze książki spodziewałam się co może się wydarzyć i specjalnie się nie bałam. Oglądając Draculę nudzić się nie można, bo akcja rozgrywa się naprawdę szybko, oglądamy go i nawet nie zauważamy, że minęły te dwie godziny, które on trwa. Polecam gorąco fanom wampirów, ale także i tym lubiących stare, dobre mrożące krew w żyłach kino.
Moja ocena: 7/10

Film obejrzany w ramach  wyzwania:


Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Tytuł oryginału: The Curious Case of Benjamin Button
Gatunek: Melodramat, Fantasy
Premiera:  6 lutego 2009 (Polska), 10 grudnia 2008 (świat)
Produkcja: USA
Reżyseria: David Fincher, 
Scenariusz: Eric Roth, Robert Swicord
Na podstawie: Scott Fitzegarld - Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Ten film w momencie, kiedy natrafiłam na jego opis mnie zaintrygował. Już wtedy wiedziałam, że muszę go zobaczyć, kiedy więc natrafiłam na zmiankę, iż leci w telewizji nie mogłam sobie tego odpuścić. Jest to melodramat z nutką fantasy, więc stwierdziłam, że nie będzie ckliwie i nudno podczas oglądania tego filmu. A ja miłośnik filmów dziwnych znajdę coś co mnie zadowoli.


Benjamin rodzi się w dniu zakończenia I wojny światowej, jednak rodzi się on jako dorosły człowiek – staruszek – a nie jako niemowlę. Z każdym dniem młodnieje, a nie starzeje się. Benjamin będąc „dzieckiem” poznaje uroczą dziewczynkę imieniem Daisy. Kiedy Daisy dorasta ten ma wygląd pięćdziesięciolatka. Czas płynie Daisy się starzeje, a Benjamin młodnieje. Spotykają się ponownie, gdy oboje są po czterdziestce. W między czasie Benjamin zaciąga się na statek holowniczy, gdzie spędza spory kawałek swojego życia. Tam przeżywa wiele przygód.

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona to alegoria ludzkiego życia, które nie jest przeżywane od młodości do starości, tylko właśnie na odwrót. W filmie ukazane są rozterki człowieka, które dotyczą każdego z nas. Znalezienie miłości naszego życia, znalezienie pracy, która będzie nas satysfakcjonowała, poszukiwanie swojego szczęścia. Film w ciekawy sposób pokazuje to, że nasze życie zaczyna się od pieluch i bardzo często w pieluchach kończy. To także opowieść o zmaganiu się z trudnościami, cierpieniem i szukaniem sensu życia, ale i przebaczeniem.

Niesamowita może się wydawać rola Brada Pitta, który wcielił się w postać Benjamina Buttona i potrafił on zagrać starszego pana, a później młodzieńca, a wciąż był autentyczny. Jest to oczywiście spora zasługa charakteryzacji i efektów specjalnych, ale mimo to Brad Pitt wypadł w tym filmie doskonale. Także uwagę należy zwrócić na Cate Blanchett, która wcieliła się w rolę Daisy. Odnalazła się w tej roli i nie wyobrażam sobie innej aktorki na jej miejscu.  Efekty specjalnie i charakteryzacja w tym filmie były naprawdę na wysokim poziomie i cały czas zadziwiały. W produkcji pojawiło się również parę zabawnych sytuacji, które automatycznie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Co tylko wzmocniło pozycję tego filmu i w znacznym stopniu wpłynęło na ocenę. Film momentami wydawał się absurdalny, ale przecież pochodzi z gatunku fantasy, więc nie ma czemu się dziwić.

Jeżeli chcecie obejrzeć lekki, aczkolwiek trochę inaczej podany film to polecam Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Nie można się nudzić na tym filmie. Warto go obejrzeć, gdyż jest to jak już wspomniałam prosta historia, ale ukazana wspak.

Moja ocena: 8/10


Film obejrzany w ramach wyzwania:

Hobbit: Pustkowie Smauga

Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Produkcja: Nowa Zelandia, USA
Premiera: 27 grudnia 2013 (Polska), 2 grudnia 2013 (świat)
Scenariusz: Guillermo del Toro, Peter Jackson, Fran Walsh, Philippa Boyens
Reżyseria: Peter Jackson
Muzyka: Howard Shore
Na podstawie: J.R.R. Tolkien - Hobbit, czyli tam i z powrotem

Tuż przed Sylwestrem wybrałam się do kina na Hobbita: Pustkowie Smauga, byłam bardzo ciekawa drugiej części filmu o Bilbo Bagginsie, gdyż pierwsza bardzo mi się podobała. Zanim jednak nastąpiła premiera drugiej części przeczytałam książkę i tu zaczyna się problem. Od razu zaznaczam, że w tejże opinii pojawić się mogą spoilery filmu, gdyż ocena go dla mnie jest bardzo trudna. Hobbit: Pustkowie Smauga można rozpatrywać jako film i jako ekranizację i niestety w przypadku tej produkcji będą to dwie różne opinie.



Bilbo wraz z kompanią kransoludów dalej wędruje w kierunku Samotnej Góry. Wędrówka oczywiście do najłatwiejszych nie należy, ściągają ich orki, a później gdy muszą przejść przez Mroczną Puszczę, gdzie czyha na nich wiele niebezpieczeństw, kompanię opuszcza Gandalf, który mówi, że ma do wykonania misje. Hobbit podczas wędrówki przez Mroczną Puszczę wykazał się sprytem i uratował swoich towarzyszy przed tym, co czaiło się w lesie. Docierają oni do Miasta nad jeziorem, gdzie ludność początkowo jest wrogo nastawiona, później jednak zmienia swoje podejście, gdy dowiaduje się, że przybyli oni odbić Samotną Górę z rąk Smauga. Jako pierwszy do góry wchodzi Bilbo, który to ma zadanie znaleźć Arcyklejnot. Kransoludy starają się przechytrzyć smoka, pokonać go, aby w końcu po wielu latach oczekiwania odbić Samotną Górę.

Gdyby nie to, że w październiku przeczytałam Hobbitafilm podobałby mi się, tak jak poprzednia część, którą oglądałam przed czytaniem. Jednak stało się. Oglądałam Hobbit: Pustkowie Smauga i momentami zastanawiałam się, czy ja czytałam na pewno tę książkę na podstawie której powstał ten film. Pierwsze: kto w ogóle wpadł na pomysł, aby zrobić wątek miłosny elfka – kransolud, gdyby coś takiego było w książce, cieszyłabym się, że nie zostało to pominięte, ale nie było, więc skąd ten wątek? Fakt, sprawił, że film stał się łagodniejszy. Drugie: dla mnie trochę dziwne było pojmanie przez leśne elfy i taka nie składna ta ich ucieczka.

Nie wiem naprawdę co myśleć o tej ekranizacji, z jednej strony oglądało mi się ją naprawdę dobrze. Efekty robiły wrażenie i momentami naprawdę wgniatało mnie w fotel. Z drugiej jednak strony ta drobna niezgodność z książką. Wiadomo zawsze film odbiega od książkowego oryginału. Po raz kolejny zachwyciłam się dziełem Petera Jacksona, ale coś ten mój zachwyt minimalizuje i ja wiem co to jest spartaczona ekranizacja. Może nie mocno, bo jakoś strasznie nie popsuło mi to obrazu, jednak nie jest tak jak sobie wyobrażałam czytając powieść.

Wspomniałam już, że efekty naprawdę mi się podobały i robiły wrażenie. Tak wczułam się w film, na którym tym razem byłam w wersji 3D i z napisami, a nie z dubbingiem, że niemal czułam ogień, którym zionął smok. Oglądałam go z ciekawością, bo nie był nudny, był ciekawy. Akcja toczyła się swoim, trochę pomieszanym, torem. Gdybym miała ponownie wybrać się do kina na ten film uczyniłabym to bez zawahania, jednak tylko ze względu na całą otoczkę, a nie z zgodnością z powieścią. Mam duży problem z oceną tego filmu, co prawda wystawiłam mu ocenę, ale jakoś ciężko mi się z nią zgodzić. Dla kogoś, kto nie czytał i nie ma zamiaru czytać film jak najbardziej, dla tych drugich może być lekkim zawodem. Czy dla mnie był? Nie, bo film jako film naprawdę mi się podobał. Gorzej tylko z nim jako ekranizacją.

(zdjęcia pochodzą z serwisu: filmweb.pl)


B. Stoker - Dracula


Wampiry. Sporo teraz na rynku powieści, filmów, seriali traktujących o tych istotach. Wiele starszych powieści wypłynęło pod wpływem popularności Zmierzchu, jednak współczesne opowieści o wampirach są śmieszne, praktycznie żałosne. Wampir jest w nich ukazany jako wspaniała, kochająca i to najważniejsze nieśmiertelna istota, która pomimo swojego przekleństwa zamieni nasze życie nie w tragedię, a w ogromną radość. Tak przynajmniej to widzę. Nie chcę jednak rozwijać tego tematu, gdyż wampirycznych książek przeczytałam niewiele, po prostu mnie do nich nie ciągnie. A tutaj poza tym chciałam opowiedzieć o klasyku gatunku o Draculi Brama Stokera.


Od zawsze chciałam zapoznać się jednak z historią najpopularniejszego wampira na świecie – Draculi. Książki poszukiwałam usilnie w bibliotekach i księgarniach. Gdy w końcu udało mi się zakupić Draculę Brama Stokera, nie zastanawiałam się zbyt długo nad jej przeczytaniem. Zabrałam się za nią niemal od razu i co otrzymałam?

Dracula rozpoczyna się od dziennika Jonhantana Harkera, który opisuje swoją podróż do Transylwanii, gdzie ma wykonać prawne sprawy dla Hrabi Dracula zamieszkującego okazały, ale dosyć ponury zamek ukrytych w górach. Hrabia nie od razu wydaje się być dziwny młodemu notariuszowi, dopiero z czasem odkrywa mroczną tajemnicę skrywaną przez Draculę. W zamku wraz z nim mieszkają trzy przepiękne kobiety, jak się można domyślić wampirzyce. Hrabia szykuje się do wyjazdu do Londynu. Późniejsze losy  Draculi w Anglii poznajemy poprzez relację Miny Murray – narzeczonej Harkera - , wszelkiego rodzaju listy, notatki, ale również pamiętnik doktora Sewarda. Kiedy z Lucy – przyjaciółka Miny - zaczyna się dziać coś dziwnego, czego racjonalne myślenie nie jest w stanie wyjaśnić, do akcji wkracza Abraham Van Helsing.

W książce Brama Stokera, która jest połączeniem zapisków kilku osób, które  są od siebie odrębne, ale tworzące logiczną i spójną całość, poznajemy wampira, który budzi grozę. Wampira, którego nie chciałoby się spotkać na ulicy. Prawdziwego wampira. Kiedy rozpoczęłam czytać Draculę nie potrafiłam się oderwać, byłam ciekawa co się zdarzy, jednak każda wzmianka o Draculi wyzwala na moich plecach ciarki.
Podczas lektury Draculi nie nudziłam się, akcja była wartka i cały czas coś się działo. Opisy miejsc i nie tylko sprawiały, że niemal przenosiłam się do świata przedstawionego, a to w powieściach lubię. Do tej książki zabierałam się długo, ale była ona warta. Wiem, że wcześniej nie zrozumiałabym jej fenomenu, choć nigdy nie należałam do fanów współczesnych wampirów. Dla mnie od zawsze była to postać zła, przepełniona ciemnością i nienawiścią. I choć Dracula  jest powieścią dosyć starą, to jest ona unikalna nadal. Przeraża, jest klimatyczna i jest „lekka” w odbiorze. Nie czyta się jej ciężko, nie przytłacza.


Z pewnością do Draculi kiedyś powrócę. Warto było sięgnąć po taki klasyk, który stał się kanwą dla wszystkich powieści i produkcji o tych mrocznych istotach, jakimi są wampiry. To była wspaniała książka grozy, choć należy ona do gatunku powieści gotyckich.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

S. King - Doktor Sen


Czasami jest tak, gdy czytamy jakaś powieść i dochodzimy do zakończenia, zastanawiamy się, co stało się z bohaterami później. Nie zawsze jednak możemy poznać dalsze losy postaci literackich. Często pozostaje nam jedynie wyobrazić sobie, co wydarzyło się potem, jak potoczyły się dalsze losy naszej ukochanej bohaterki czy bohatera. Niekiedy jednak zdarza się tak, ze autor funduje nam drugi tom opowieści, gdzie poznajemy dalsze życie postaci, z którą zetknęliśmy się wcześniej. Tak zrobił też Stephen King w przypadku Lśnienia, jednego z najbardziej znanych i przerażających dzieł. Muszę to przyznać, że z tą powieścią króla horroru zapoznałam się niedawno, jednak byłam ciekawa jak potoczyły się losy Danny'ego i jego matki Wendy po opuszczeniu przez nich hotelu Panorama.


Dan, bo bohater Lśnienia nie jest już małym chłopcem, a dorosłym mężczyzną. Dan ma kłopot z alkoholem, podobnie jak przed laty jego ojciec. Pewnego dnia postanawia on zacząć nowe życie. Los zsyła go do miasteczka o nazwie Frazier w stanie New Hampshire, kiedy zaczyna uczęszczać na spotkania grupy AA na jednym spotkaniu w notesie, w którym miał zapisywać dziewięćdziesiąt spotkań, zapisuje nazwę, imię - Abra. Początkowo nie wie, kim jest Abra, ale później domyśla się, że to dziewczynka, która obdarzona jest ogromną jasnością. Dostaje on pracę w hospicjum, gdzie pomaga przejść na drugą stronę umierającym ludziom. Nazywają go Doktor Sen. Z czasem, z pomocą Abry odkrywa, że na dzieci obdarzone jasnością czyha Prawdziwy Węzeł... Kim jest i jak potoczą się losy Danny'ego i Abry już nie zdradzę.

Doktor Sen od samego początku wciągał, choć były momenty, kiedy książka się dłużyła to mimo to powieść spędzała sen z powiek. Działo się dużo, czasem miało się wrażenie, że narrator powieści chce nam pokazać za dużo, opowiedzieć rzeczy, które są niepotrzebne w całej tej historii. Jednak z biegiem akcji wszystko się wyjaśniało. Choć nie nazwę Doktora Sen książką fenomenalną to jednak jest ona warta uwagi, dostajemy w niej bowiem strach, może nie tak wielki jak w Lśnieniu, ale lekko wyczuwalny. Czytając Doktora Sen sama się dziwiłam jak szybko toczy się akcja. Stephen King bardzo mnie zaskoczył tym wszystkim co zaprezentował, szczególnie zaskoczyło mnie postępowanie Danny’ego, bo jednak inaczej wyobrażałam sobie dalsze życie tego małego chłopczyka. Najbardziej bałam się w całej tej opowieści Prawdziwego Węzła, ale to chyba słuszny odruch. Bardzo polubiłam Abrę, choć jej bezmyślność czasami mnie śmieszyła. A jeśli już jestem przy śmiechu, to parokrotnie się uśmiałam.


Może i Doktor Sen nie jest najlepszą książką Stephena Kinga, może i jest napisany trochę na siłę, to przyznać trzeba, że czytając ją sami nie wierzymy w to co czytamy. Wszystko co się działo mocno mnie zaskakiwało, wielu rzeczy się nie domyślałam. Pozycja warta uwagi dla tego znajomionego z twórczością Stephena Kinga, ale również tego, który chce ją poznać, bo nieznajomość Lśnienia wcale nie zepsuje nam odbioru, może stać się jednak odwrotnie. Śmiało mogę polecić tę książkę, dostajemy grozę (minimalną, ale jednak jest), akcję i trochę humoru.

Filmowe wyzwanie "Umrę jak nie zobaczę"

Witajcie w nowym 2014 roku!
Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Wypisałam sobie te filmy, które od lat opatrzone są etykietą "muszę obejrzeć" i "umrę jak nie zobaczę" na filmweb.pl. Myślałam, że filmów na tej liście wyjdzie więcej, a jednak pozytywnie (?) się zaskoczyłam. Postanowiłam jednak dodać do tej listy filmy, które chcę obejrzeć z uwagi na grającego w nich aktora lub też reżysera  oraz te, których nie oznaczałam żadną etykietką, ale od dawna dawna chcę je zobaczyć. Założyłam sobie bowiem, że chcę obejrzeć wszystkie filmy z Hughiem Jackmanem, z uwagi, że to mój ulubiony aktor od wielu lat oraz wszystkie (bez wyjątku) filmy Woody'ego Allena i Tima Burtona. Na początek jednak zaprezentuję listę, którą pozwoliłam sobie nazwać Umrę jak nie zobaczę, choć wcale nie mam ochoty umierać z powodu kilkudziesięciu nieobejrzanych filmów, a oto i filmy, które bardzo chce zobaczyć:




  1. Nędznicy
  2. Uwiedziony
  3. Super 8
  4. Czarny łabędź
  5. Historie zagubionych dusz
  6. Dzieci śmieci
  7. Kod dostępu
  8. Foresst Gump
  9. Zielona mila
  10. Incepcja
  11. Siedem dusz
  12. Przed zachodem słońca
  13. Przed wschodem słońca
  14. Piękny umysł
  15. Stowarzyszenie umarłych poetów
  16. Milczenie owiec
  17. Wywiad z wampirem
  18. Atlas chmur
  19. Abraham Lincoln łowca wampirów
  20. Lincoln
  21. Yuma
  22. Zelig
  23. Kraina lodu
  24. X – men: Days of future past
  25. Guardians of Galaxy
  26. Sens życia wg Monty Pytona
  27. Dracula
  28. Labirynt
  29. Blue Jasmine
  30. Pod Mocnym Aniołem
  31. Donnie Darko
  32. Nosferatu wampir
  33. Underworld: Evolution
  34. Underworld: Bunt Lykanów
  35. Underworld: Przebudzenie
  36. Pulp Fiction
  37. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
  38. Mój przyjaciel Hachiko
Pojawiły się tutaj filmy starsze, jak i te, które premiery będą miały dopiero w tym roku. 38 filmów, niby niewiele, ale jednak patrząc na czas jakim dysponuje jest to trochę sporo z uwagi na to, że chcę obejrzeć jeszcze inne filmy, ale damy radę, a ta lista jest po to, abym w końcu uporządkowała swój mały filmowy światek. Pojawiły się tutaj też filmy, które już oglądałam, ale było to oglądanie tak pobieżne, że chcę obejrzeć je jeszcze raz.

Jeżeli i Ty masz filmy, które chcesz zobaczyć, a wciąż brakuje Ci na nie czasu albo wciąż obejrzenie ich przekładasz na filmy nowe, które wychodzą w kinie - dołącz! Stwórz swoją listę filmów do obejrzenia i podejmij wyzwanie!