Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umrę jak nie zobaczę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Umrę jak nie zobaczę. Pokaż wszystkie posty

X - men: Przeszłość, która nadejdzie (2014)

USA, WIELKA BRYTANIA | 2014
AKCJA, SCI - FI
REŻYSERIA: BRYAN SINGER
SCENARIUSZ: SIMON KINBERG
NA PODSTAWIE KOMIKSU MARVELA


Filmy o mutantach są jednymi z moich ulubionych. Uwielbiam seriale animowane o X – menach, komiksy, a początkowe filmy znam niemal na pamięć. „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” była filmem na, który czekałam w tym roku. Miałam wielkie oczekiwania co do niego i byłam go bardzo ciekawa. Kilka dni temu, w końcu udało mi się ową produkcję obejrzeć.


„X – men: Przeszłość, która nadejdzie” zaczyna się w czasach, kiedy światem rządzi wojna, której ofiarą padli mutanci. Stworzono w tym celu specjalne roboty, które mają zdolność wykrywania genu X, odpowiedzialnego za super moce. Ginie coraz więcej mutantów, ale i ludzi, którzy zdecydowali się im pomóc. Sytuacja jest coraz bardziej beznadziejna i  potrzeba odwrócenia biegu czasu, aby do wojny nie doszło. Do lat 70. XX wieku wysłany jest Wolverine, który jako jedyny jest w stanie przetrwać podróż w czasie. Musi on odnaleźć Charlesa Xaviera, ale i Magneto i wspólnie muszą oni powstrzymać Raven przed zabójstwem dr Bolivera Traska i złapania się w sidła pracowników Traska. Misja Wolverine’a jest bardzo trudna, bo od jego powodzenia w przeszłości zależą losy przyszłości.


Film już od samego początku wciągał i nie sposób się było od niego oderwać. Historia, która została nam przekazana w „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” jest historią mi znaną (po części), gdyż spotkałam się z takim naprawianiem przyszłości w przeszłości już w serialu „Wolverine and The X – men”. Twórcy zapewnili fanom naprawdę przyjemnie spędzone dwie godziny, bo nawet ich się nie odczuło, jednak parę elementów rzuciło mi się w oczy i trochę ubodło, ale może to fakt mojego nie zrozumienia niektórych wątków. Ubolewałam na faktem mało rozwiniętej postaci Bishopa, którego trochę polubiłam w jednej z odsłon kreskówkowych. Z kolei bardzo podobały mi sentinele, które robiły wrażenie i widać, że były one dopracowane.

Quicksilver, nie wiem mam sympatię do tego mutanta

Na uwagę w „X- men: Przeszłość, która nadejdzie” zasługują efekty specjalne, które robią wrażenie, co jest ogromnym plusem i atutem całego filmu. Warto było na tym film czekać i obejrzeć. Dla mnie mogło by się więcej dziać także w przyszłości, ale to pewnie rozłożyło by film na kolejne dwie godziny. Dla mnie fana X – menów produkcja wyszła na plus, choć z pewnością po kilkunastu obejrzeniach mój entuzjazm opadnie.

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego: UMRĘ JAK NIE ZOBACZĘ

Pod Mocnym Aniołem (2014)

POLSKA | 2014
DRAMAT
REŻYSERIA I SCENARIUSZ: WOJCIECH SMARZOWSKI
NA PODSTAWIE POWIEŚCI JERZEGO PILCHA

„Pod Mocnym Aniołem” to film, który w planach miałam od dawna, ale jakoś okazje do jego obejrzenia non stop umykały. Taka sytuacja nadarzyła się niedawno, kiedy chcieliśmy sobie obejrzeć film w miarę krótki, bez znaczenia na gatunek, więc wybór padł na leżący i zbierający kurz „Pod Mocnym Aniołem”. Mocny i poruszający, tak w dwóch słowach można skwitować najnowszą, choć już nie do końca świeżą, produkcję Wojtka Smarzowskiego.


„Pod Mocnym Aniołem” to film opowiadający o pijakach, pijaństwu. Głównym bohaterem jest Jerzy, w tej roli Robert Więckiewicz, który uzależniony jest od alkoholu, pije, bo pić musi i nie potrafi zrezygnować z alkoholu. W filmie przejawia się także postać kobieca, która niewiadomo, czy jest majakiem Jerzego czy rzeczywiście spotkaną w jego życiu towarzyszką życia, w tej roli Julia Kijowska. Jerzego poznajemy w chwili, w którym wydawać by się mogło, że wszystko zaczyna się mu układać, jednak nic bardziej mylnego, ze szpitalnego oddziału intensywnej terapii trafia na oddział deliryków. Każdy z bohaterów filmu, ma swoją historię picia, pije bo taka jest tradycja i tak dalej, a wszystko sprowadza się do jednego alkoholizmu, choroby, z której ciężko wyjść.

„Piję, bo piję. Piję, bo lubię. Piję, bo się boję. Piję, bo jestem obciążony genetycznie. Wszyscy moi przodkowie pili. Pili moi pradziadowie i dziadowie, pił mój ojciec i piła moja matka. Piję, bo mam słaby charakter. Piję, bo coś mi się przestawiło w głowie. Piję, bo jestem zbyt spokojny i chcę się ożywić. Piję, bo jestem nerwowy i chcę ukoić nerwy. Piję, bo jestem smutny i chcę rozweselić duszę…” /Jerzy Pilch „Pod Mocnym Aniołem”/

Na pewno ten film Wojtka Smarzowskiego do najłatwiejszych w odbiorze nie należy i nie jest filmem, na którym się pośmiejemy. Obejrzenie „Pod Mocnym Aniołem” zbiegło się w moim życiu z podpisaniem (tylko kandydackiej) Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, czyli mówiąc językiem prostym abstynencji od picia alkoholu, co tylko utwierdziło mnie w słuszności i celowości mojej decyzji, a przecież to tylko film. Historie przedstawione w filmie, choć pokazywane chaotycznie i szybko, pokazują jakie właśnie może być życie człowieka, który uzależnił się od czystej, piwa, likieru etc. „Pod Mocnym Aniołem”, to produkcja, która robi pranie mózgu, która zmusza do refleksji nad tym, jak jest ze mną.


W końcu „Pod Mocnym Aniołem” to nie film dla każdego, nie każdy zdoła go obejrzeć i spokojnie przetrawić. Nie mam porównania ekranizacji z jej literackim pierwowzorem i na dzisiejszy dzień nie wiem, czy chcę po nią sięgać, może tak, a może nie. To produkcja, która coś na pewno postawi w widzu, nie da się obejrzeć tego filmu i nie wynieść z niego nic.

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego: Umrę jak nie zobaczę

Abraham Lincoln: Łowca wampirów (2012)

ABRAHAM LINCOLN: VAMPIRE HUNTER
FANTASY, HORROR, AKCJA
USA
REŻYSERIA: TIMUR BEKMAMBETOW
SCENARIUSZ: SETH GRAHAM - SMITH
NA PODSTAWIE POWIEŚCI SETHA GRAHAMA - SMITHA

Do filmu „Abraham Lincoln: Łowca wampirów” przymierzałam się kilkakrotnie. Za każdym razem film wyłączałam w tym samym momencie, co poprzednim razem. A to samemu się nie chciało oglądać, a to byłam zbyt zmęczona etc., można by wymieniać do końca. Jednak w końcu produkcję tą, która niesamowicie mnie intrygowała, głównie ze względu na tytuł, obejrzałam. Jeśli dobrze liczę, było to moje szóste podejście do owego filmu i w końcu zakończone sukcesem.


Czy wyobrażamy sobie ojca Ameryki – Abrahama Lincolna – w roli łowcy wampirów? Ja też sobie nie wyobrażałam, ale trzeba powiedzieć, że gdyby tytuł nie zawierałby w sobie owego „Abraham Lincoln” ta produkcja umknęłaby mojej uwadze, a że film pojawił się w moich rękach w czasie, kiedy wszystko, co z Ameryką, wojną secesyjną było związane mnie interesowało to po prostu czekał na właściwy moment.

Młody Abe Lincoln jest świadkiem, kiedy nieznana mu istota zabije w nocy jego matkę. Chłopiec poprzysięga zemścić się na mordercy swojej rodzicielki. Nie wie, jednak, że przyjdzie mu zmierzyć się z wampirem. Na swojej drodze spotyka Henry’ego, który pomaga Abrahamowi Lincolnowi nauczyć się, jak należy walczyć z wampirami. Wkrótce później Abraham startuje w wyborach prezydenckich i zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wybucha wojna secesyjna, która ma jednak zupełnie inne oblicze, niż te, które znamy z lekcji historii.

Pewnie jeszcze długo, choć film był brany pod uwagę w moim filmowym wyzwaniu Umrę jak nie zobaczę, nie obejrzałabym „Abraham Lincoln: Łowca wampirów”, ale właśnie ten film został wybrany przez pewną osobę do wspólnego obejrzenia. Bardzo się cieszę, że w końcu udało mi się zobaczyć prezydenta USA w roli łowcy wampirów, choć film, ani specjalnie mnie nie zachwycił, ale też nie rozczarował. Dobry film na obejrzenie po dniu pracy i odsapnięcie od codzienności. Film sam w sobie nie jest zły, jest jakiś pomysł, który jednak według mnie nie został do końca wykorzystany. Niemniej jednak ową produkcję ogląda się przyjemnie, choć wydawać się może, że jest ona nudna i bez polotu. Owszem wszystko wygląda jakby było na siłę, ale podczas oglądania tego filmu parę razy zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem [raz nie związane z akcją filmu, ale posiadam bardzo interesujące głośniki – nie ma to jak podczas ciszy w filmie usłyszeć Wrecking Ball Miley Cyrus, bo mają one jakieś przebicie].

Niewątpliwie to co przyciągnęło mnie do tego filmu to nazwisko Abraham Lincoln, pewnie gdyby nie ono nie zainteresowałabym się tą produkcją. Jak powiedziałam wcześniej film ani mnie nie zachwycił, ani nie znudził. Okazał się dobrą produkcją na obejrzenie na pracowitym dniu w miłym gronie. Dla kogoś lubiącego niewymagające kino w sam raz, nie należy jednak oczekiwać od „Abraham Lincoln: Łowca wampirów”. Filmweb mówi, że to horror, a mnie film bardziej bawił, aniżeli straszył, a same wampiry dla mnie po przemianie wiały groteską. Co kto lubi, dla mnie film był niezły i kiedyś z strasznych nudów pewnie obejrzę go po raz kolejny.

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego Umrę jak nie zobaczę

Przed Zachodem Słońca (2004)

Gatunek: Dramat, Romans
Produkcja: USA
Reżyseria: Richard Linklater
Scenariusz: Richard Linklater, Julie Deply, Ethan Hawke

Po obejrzeniu Przed Wschodem Słońca tylko kwestią czasu było to, kiedy obejrzę kolejną odsłonę rozmowy Cecile i Jesse’go, która toczyła się w Przed Zachodem Słońca. Przyznać muszę już na wstępie, że produkcja ta bardzo przyjemnie mnie zaskoczyła, pomimo tego, iż znałam już co było potem.


Jesse przyjeżdża do Paryża, aby promować napisaną przez siebie książkę. Niespodziewanie na jego spotkaniu pojawia się Cecile, dziewczyna, a może już raczej kobieta, którą spotkał przed dziewięcioma laty w pociągu i z którą później spacerował rozmawiając ulicami Wiednia. Korzystając z chwili, dosłownie chwili czasu przed odlotem samolotu do Nowego Jorku, Jesse udaje się na małą przechadzkę z Cecile. Wspominają przeżyte wspólnie chwilę w Wiedniu, ale również opowiadają sobie o życiu.

Przed Zachodem Słońca pokazuje to co nad czym zastanawialiśmy się po obejrzeniu pierwszej części filmu. Choć tutaj mniej jest romantyzmu, to jednak nie oznacza, że nie ma go tutaj wcale. Od ostatniego spotkania tej dwójki mija dziewięć lat, w ich życiu wiele się od tamtego czasu wydarzyło. Po raz kolejny oglądając rozmowy Cecile i Jesse’go odniosłam wrażenie, że takie rozmowy prowadzi każdy z nas, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Film w niezwykły sposób ukazał to, że każde zauroczenie można przy odrobinie ludzkiej pomocy ponownie pobudzić do życia.

Choć Przed Zachodem Słońca był dla mnie tą częścią, która nie wniosła dla mnie nic nowego do tej historii (cóż oglądałam na samym początku Przed Północą), to jednak jest to produkcja warta uwagi, a po obejrzeniu Przed Wschodem Słońca pojawia się w naszej głowie tyle pytań bez odpowiedzi, że chce się je poznać, właśnie oglądając Przed Zachodem Słońca odpowiedzi na większość tych pytań otrzymamy. Nie jest to film łatwy, ale bardzo przyjemny w odbiorze. Niektórych może męczyć fakt, że w tejże produkcji całą akcję napędzają dialogi, a właściwie to jeden dialog. Dla mnie nic więcej nie trzeba, bo przez tą rozmowę dowiadujemy się wiele informacji z życia Jesse’go i Cecile.

Moja ocena: 8/10

Źródło zdjęć: filmweb.pl
Film obejrzany w ramach wyzwania własnego:

Przed Wschodem Słońca (1995)


Tytuł oryginalny: Before Sunrise
Gatunek: Dramat, Romans
Produkcja: Austria, Szwajcaria, USA
Reżyseria: Richard Linklater
Scenariusz: Richard Linklater, Kim Krizan


W ubiegłym roku oglądałam film pod tytułem Przed Północą nieświadoma tego, iż jest to kontynuacja dwóch produkcji: Przed Wschodem Słońca i Przed Zachodem Słońca. Postanowiłam jednak nadrobić swoje „zaległości” i zapoznać się od początku ze związkiem Jesse’go i Celine.


Jesse (Ethan Hawke) podróżuje pociągiem, aby dostać się do Wiednia, skąd ma samolot do Stanów Zjednoczonych, niespodziewanie obok niego siada Celine (Julie Deply). Jesse nawiązuje rozmowę z młodą Francuzką, oboje są sobą zafascynowani i świetne im się rozmawia. Amerykanin proponuje dziewczynie, aby wysiadła z nim w Wiedniu i spędzili razem dzień. Jak można się domyślić Celine się zgadza. Spędzają czas tak jakby nigdy mieli się już ponownie nie spotkać. Rozmawiają o relacjach damsko – męskich, ale i o życiu.

Przed Wschodem Słońca to film w całości przegadany, gdyż bohaterowie cały czas toczą ze sobą rozmowę na różne tematy. Jest to nieprawdopodobne, ale możliwe, aby dwójka zupełnie obcych dla siebie ludzi spotkała się i zaczęła toczyć takie rozmowy. Z filmu można wiele odnieść do swojego życia, bowiem produkcja ta ukazuje początek miłości wielu z nas.

Gra aktorska Ethana Hawke’a w tym filmie bardzo mnie urzekła, był naturalny, przekonujący w swojej grze i nic nie było nawet z pozoru sztuczne. Każda emocja była taka jaka byłaby w realnym życiu, także Julie Deply nie odstawała od Hawke’a, choć dla mnie pozostała w lekkim jego cieniu.

Niewątpliwie był to film wart uwagi, szkoda tylko, że poznałam Celine i Jesse’ego od końca nie od początku, choć nie ma co płakać na rozlanym mlekiem. Jeśli poszukujemy filmu z romantyczną nutą, ale nie banalnego to właśnie Przed Wschodem Słońca jest produkcją, która spełni nasze oczekiwania. Podczas oglądania tego filmu dostaniemy powody do łez, ale i do śmiechu, a przede wszystkim poznamy historię dwójki ludzi, którzy spotkali się przypadkiem i potrafili porozumieć się jak mało kto. Oglądając Przed Wschodem Słońca na pewno nie będziemy się nudzić, bowiem pomimo tego, iż bohaterzy cały czas ze sobą rozmawiają to jednak nie ma tutaj miejsca na nudę.

Moja ocena: 8/10

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego:

Dracula (1992)

Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Premiera: 31 grudnia 1992 (Polska), 13 listopada 1992 (świat)
Reżyseria: Francis Ford Cappola
Scenariusz: James V. Hart
Muzyka: Wojciech Kilar
Na podstawie: Bram Stoker Dracula

Już tak mam, że lubię na świeżo po przeczytaniu książki obejrzeć jej ekranizację. Szczególnie wtedy, gdy ten film jest w moich planach od bardzo dawna. Taką produkcją był właśnie DraculaFrancisa Forda Cappoli . To był film, który chciałam obejrzeć długi czas. Chciałam go obejrzeć, jeszcze zanim wampiry stały się popularne – tak już wtedy miałam w planach Draculę i coś mi świta, że kiedyś z mamą chciałyśmy go oglądać. Jednak późna pora i sam Vlad Dracula tak nas przeraził, że zmieniłyśmy program. Szczególnie zachęcające jest, że to film nakręcony w roku moich urodzin i mówiłam o nim przy okazji postu z serii 5 filmów w moim wieku, nie udało mi się przeczytać książki i obejrzeć tego filmu w roku 2013, ale na początku tego owszem. Zapraszam do mojej skromnej opinii.


Dracula pragnie przenieść się do Londynu,  w tym celu do Transylwanii własny jest młody notariusz Jontahan Harker, które ma sfinalizować wszystkie formalności. Gdy przybywa on do zamku nie przypuszcza on, że jego gospodarz jest krwiopijcą. Pewnego dnia trafia w  zamku na trzy urokliwe kobiety, także wampirzyce. Pragnie on wydostać się ze straszliwego zamku, ma bowiem świadomość, że Dracula już znajduje się w jego ojczyźnie. A Książę całkiem dobrze „radzi” sobie w Anglii, przede wszystkim uwodzi on narzeczoną Harkera – Minę, która łudząco przypomina mu jego tragicznie zmarłą żonę. Kiedy z przyjaciółką Miny – Lucy zaczyna się dziać coś niepokojącego do Anglii przybywa Abraham Van Helsing, który oznajmia wszystkim z jaką bestią mają do czynienia.

Dracula Francisa Forda Cappolii to znakomity film, który pomimo upływu czasu, jaki minął wciąż jest unikalny. Spotkać tu możemy naprawdę wielu wspaniałych aktorów, którzy w swoich rolach wypadli znakomicie. Zacznę od aktora pierwszoplanowego grającego samego Draculę, czyli Gary’ego Oldmana. Ten aktor, który mi kojarzy się wyłącznie ze znakomitą rolą Syriusza Blacka w serii filmów o Harry’m Potterze, tutaj jako Dracula wypadł równie doskonale. Idealnie odegrał on przepełnionego żądzą mordu, ale także i poszukującego zrozumienia i szczęścia wampira. Mam jakaś niewyjaśnioną bliżej sympatię do tego aktora i lubię oglądać go na ekranie. W tym filmie się go bałam i mnie odpychał, ale to bardzo dobrze, gdyż pokazuje to, że idealnie wpasował się w on odtwórcę roli wampira. Kolejnym znanym i cenionym aktorem, którego zobaczyliśmy w Draculi to Anthony Hopkins w roli Abrahama Van Helsinga, może nie odpowiadał on moim wyobrażeniom profesora z Amsterdamu, ale mimo to w tej roli wypadł całkiem dobrze, jednak nie można powiedzieć, że znakomicie.  W rolę Miny Murray wcieliła się Winona Ryder, którą bardzo lubię oglądać na ekranie, ma w sobie coś co zawsze sprawia, że grane przez nią bohaterki zyskują moją sympatię.  W Draculi także spisała się bardzo dobrze i jej rola nadawała uroku całej produkcji. W filmie wystąpił również Keanu Revees znany przede wszystkim z Matrixa (ja jednak tego filmu nie oglądałam) wcielił się w rolę Jonathana Harkera, pomimo mojej sympatii do tego aktora, nie pasował mi on do roli młodego notariusza, choć nie wypadł w tym filmie źle, to jednak mnie nie zachwycił. Zastanawiała mnie jednak rola Richarda E. Granta, który wcielał się w postać doktora Johna Sewarda, zagrał on trochę szalonego doktora, w jego oczach czaił się widoczny obłęd.

Choć w Draculi było trochę odstępstw oraz zmian w fabule, w porównaniu z literackim pierwowzorem to jednak mimo to był naprawdę dobry film. Oglądałam go z przerażeniem w oczach, jednak po lekturze książki spodziewałam się co może się wydarzyć i specjalnie się nie bałam. Oglądając Draculę nudzić się nie można, bo akcja rozgrywa się naprawdę szybko, oglądamy go i nawet nie zauważamy, że minęły te dwie godziny, które on trwa. Polecam gorąco fanom wampirów, ale także i tym lubiących stare, dobre mrożące krew w żyłach kino.
Moja ocena: 7/10

Film obejrzany w ramach  wyzwania:


Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Tytuł oryginału: The Curious Case of Benjamin Button
Gatunek: Melodramat, Fantasy
Premiera:  6 lutego 2009 (Polska), 10 grudnia 2008 (świat)
Produkcja: USA
Reżyseria: David Fincher, 
Scenariusz: Eric Roth, Robert Swicord
Na podstawie: Scott Fitzegarld - Ciekawy przypadek Benjamina Buttona

Ten film w momencie, kiedy natrafiłam na jego opis mnie zaintrygował. Już wtedy wiedziałam, że muszę go zobaczyć, kiedy więc natrafiłam na zmiankę, iż leci w telewizji nie mogłam sobie tego odpuścić. Jest to melodramat z nutką fantasy, więc stwierdziłam, że nie będzie ckliwie i nudno podczas oglądania tego filmu. A ja miłośnik filmów dziwnych znajdę coś co mnie zadowoli.


Benjamin rodzi się w dniu zakończenia I wojny światowej, jednak rodzi się on jako dorosły człowiek – staruszek – a nie jako niemowlę. Z każdym dniem młodnieje, a nie starzeje się. Benjamin będąc „dzieckiem” poznaje uroczą dziewczynkę imieniem Daisy. Kiedy Daisy dorasta ten ma wygląd pięćdziesięciolatka. Czas płynie Daisy się starzeje, a Benjamin młodnieje. Spotykają się ponownie, gdy oboje są po czterdziestce. W między czasie Benjamin zaciąga się na statek holowniczy, gdzie spędza spory kawałek swojego życia. Tam przeżywa wiele przygód.

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona to alegoria ludzkiego życia, które nie jest przeżywane od młodości do starości, tylko właśnie na odwrót. W filmie ukazane są rozterki człowieka, które dotyczą każdego z nas. Znalezienie miłości naszego życia, znalezienie pracy, która będzie nas satysfakcjonowała, poszukiwanie swojego szczęścia. Film w ciekawy sposób pokazuje to, że nasze życie zaczyna się od pieluch i bardzo często w pieluchach kończy. To także opowieść o zmaganiu się z trudnościami, cierpieniem i szukaniem sensu życia, ale i przebaczeniem.

Niesamowita może się wydawać rola Brada Pitta, który wcielił się w postać Benjamina Buttona i potrafił on zagrać starszego pana, a później młodzieńca, a wciąż był autentyczny. Jest to oczywiście spora zasługa charakteryzacji i efektów specjalnych, ale mimo to Brad Pitt wypadł w tym filmie doskonale. Także uwagę należy zwrócić na Cate Blanchett, która wcieliła się w rolę Daisy. Odnalazła się w tej roli i nie wyobrażam sobie innej aktorki na jej miejscu.  Efekty specjalnie i charakteryzacja w tym filmie były naprawdę na wysokim poziomie i cały czas zadziwiały. W produkcji pojawiło się również parę zabawnych sytuacji, które automatycznie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Co tylko wzmocniło pozycję tego filmu i w znacznym stopniu wpłynęło na ocenę. Film momentami wydawał się absurdalny, ale przecież pochodzi z gatunku fantasy, więc nie ma czemu się dziwić.

Jeżeli chcecie obejrzeć lekki, aczkolwiek trochę inaczej podany film to polecam Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Nie można się nudzić na tym filmie. Warto go obejrzeć, gdyż jest to jak już wspomniałam prosta historia, ale ukazana wspak.

Moja ocena: 8/10


Film obejrzany w ramach wyzwania:

Filmowe wyzwanie "Umrę jak nie zobaczę"

Witajcie w nowym 2014 roku!
Jak postanowiłam tak też zrobiłam. Wypisałam sobie te filmy, które od lat opatrzone są etykietą "muszę obejrzeć" i "umrę jak nie zobaczę" na filmweb.pl. Myślałam, że filmów na tej liście wyjdzie więcej, a jednak pozytywnie (?) się zaskoczyłam. Postanowiłam jednak dodać do tej listy filmy, które chcę obejrzeć z uwagi na grającego w nich aktora lub też reżysera  oraz te, których nie oznaczałam żadną etykietką, ale od dawna dawna chcę je zobaczyć. Założyłam sobie bowiem, że chcę obejrzeć wszystkie filmy z Hughiem Jackmanem, z uwagi, że to mój ulubiony aktor od wielu lat oraz wszystkie (bez wyjątku) filmy Woody'ego Allena i Tima Burtona. Na początek jednak zaprezentuję listę, którą pozwoliłam sobie nazwać Umrę jak nie zobaczę, choć wcale nie mam ochoty umierać z powodu kilkudziesięciu nieobejrzanych filmów, a oto i filmy, które bardzo chce zobaczyć:




  1. Nędznicy
  2. Uwiedziony
  3. Super 8
  4. Czarny łabędź
  5. Historie zagubionych dusz
  6. Dzieci śmieci
  7. Kod dostępu
  8. Foresst Gump
  9. Zielona mila
  10. Incepcja
  11. Siedem dusz
  12. Przed zachodem słońca
  13. Przed wschodem słońca
  14. Piękny umysł
  15. Stowarzyszenie umarłych poetów
  16. Milczenie owiec
  17. Wywiad z wampirem
  18. Atlas chmur
  19. Abraham Lincoln łowca wampirów
  20. Lincoln
  21. Yuma
  22. Zelig
  23. Kraina lodu
  24. X – men: Days of future past
  25. Guardians of Galaxy
  26. Sens życia wg Monty Pytona
  27. Dracula
  28. Labirynt
  29. Blue Jasmine
  30. Pod Mocnym Aniołem
  31. Donnie Darko
  32. Nosferatu wampir
  33. Underworld: Evolution
  34. Underworld: Bunt Lykanów
  35. Underworld: Przebudzenie
  36. Pulp Fiction
  37. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona
  38. Mój przyjaciel Hachiko
Pojawiły się tutaj filmy starsze, jak i te, które premiery będą miały dopiero w tym roku. 38 filmów, niby niewiele, ale jednak patrząc na czas jakim dysponuje jest to trochę sporo z uwagi na to, że chcę obejrzeć jeszcze inne filmy, ale damy radę, a ta lista jest po to, abym w końcu uporządkowała swój mały filmowy światek. Pojawiły się tutaj też filmy, które już oglądałam, ale było to oglądanie tak pobieżne, że chcę obejrzeć je jeszcze raz.

Jeżeli i Ty masz filmy, które chcesz zobaczyć, a wciąż brakuje Ci na nie czasu albo wciąż obejrzenie ich przekładasz na filmy nowe, które wychodzą w kinie - dołącz! Stwórz swoją listę filmów do obejrzenia i podejmij wyzwanie!