Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki 2013. Pokaż wszystkie posty

Alice Munro - Drogie życie


Życie potrafi zaskakiwać. Nieraz jesteśmy zdolni do namiętności, o których siebie nie podejrzewaliśmy. Czasami zdarza się tragedia, która na zawsze zmienia nasz pogląd na świat. Jedno wydarzenie obraca całe nasze wyobrażenia do góry nogami, zmienia wszystko burząc poukładane życie. „Drogie życie” to opowiadania o tym wszystkim, co przydarza się nam codziennie, ale też i „od święta”.


Alice Munro w swoim zbiorze porusza tematy namiętności, choroby, śmierci, itd., czyli mówiąc krótko szeroko pojętego życia. W „Drogie życie” mamy przed sobą czternaście opowiadań, pierwsze dziesięć są zupełnie niepowiązanymi ze sobą historiami, spośród których niektóre zapadają w pamięci, a inne nie. Ostatnie cztery, choć opowiadające zupełnie inne wydarzenia powiązane są ze sobą emocjonalnie, na co we wstępie do nich zwróciła uwagę autorka.

Krótko przytoczę te historie, które w jakiś szczególny sposób zwróciły moją uwagę. „Corrie” opowiada o zamożnej kobiecie, która to ma romans z pewnym mężczyzną, żonatym z inną kobietą. Ich związek pełen jest namiętności. Nie wiem, co mnie tak bardzo poruszyło w tej historii, która sama w sobie atrakcyjna nie jest. Tytułowa Corrie jest trochę rozpieszczonym dzieckiem, które lubi dostawać to czego chce, jej związek z Howardem ma formułę mocno fizyczną i mało w nim prawdziwej miłości. Wydaje mi się, że w tej historii poruszyło mnie to w jaki sposób autorka przedstawiła tę „miłość”.
Kolejne z opowiadań, która bardzo mnie poruszyło, chyba najbardziej ze wszystkich to „Żwir”. Historia opowiadana jest przez dziewczynę/kobietę, która wspomina nam o epizodzie w swoim życiu, kiedy mieszkała z matką, siostrą, psem i partnerem matki przy starej żwirowni w przyczepie. Matka pewnego dnia poznaje aktora teatru, z którym postanawia przeżyć życie jak artystka, wraz z córkami przenosi do przyczepy, aby żyć z dala od zgiełku miasta. Któregoś dnia wydarza się tragedia, która zmienia spostrzeżenia dziewczynki.
Ostatnie z pośród opowiadań to takie, które czytało mi się dosyć ciężko z racji podobieństwa do miejsca rzeczywistego (a dokładniej opuszczonego szpitala w Bielsku – Białej). „Amundsen” opowiada o nauczycielce, która przybywa właśnie do miasteczka z tytułu, gdzie znajduje się sanatorium dla dzieci chorych na gruźlicę. Jak można się domyślić ma uczyć te dzieci. Niespodziewanie dla niej samej pomiędzy nią, a stacjonującym tam doktorem nawiązuje się więź. Jednak co z tego wyniknie?

Nie będę tutaj opowiadać o każdym opowiadaniu zawartym w „Drogie życie”, dlatego też wyróżniłam te trzy, które w jakiś sposób na mnie wpłynęły. Uważam, że Alice Munro stworzyła historie, które urzekają głównie za swoją prostotę, ale mogą też za nią drażnić. Opowiadania te zmuszają do refleksji. Nieraz czytając je w pociągu po przeczytaniu danej historii zamykałam książkę i zastanawiałam się nad tym, co w danej chwili przeczytałam.


Na pewno warto było poświęcić czas na lekturze tego zbioru opowiadań Alice Munro, bowiem każda z historii dotyczyła aspektów życia codziennego, które każdy może doświadczyć lub już doświadczył. Myślę, że nie było to moje ostatnie spotkanie literackie z zeszłoroczną noblistką.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
Z PÓŁKI 2014

S. King - Doktor Sen


Czasami jest tak, gdy czytamy jakaś powieść i dochodzimy do zakończenia, zastanawiamy się, co stało się z bohaterami później. Nie zawsze jednak możemy poznać dalsze losy postaci literackich. Często pozostaje nam jedynie wyobrazić sobie, co wydarzyło się potem, jak potoczyły się dalsze losy naszej ukochanej bohaterki czy bohatera. Niekiedy jednak zdarza się tak, ze autor funduje nam drugi tom opowieści, gdzie poznajemy dalsze życie postaci, z którą zetknęliśmy się wcześniej. Tak zrobił też Stephen King w przypadku Lśnienia, jednego z najbardziej znanych i przerażających dzieł. Muszę to przyznać, że z tą powieścią króla horroru zapoznałam się niedawno, jednak byłam ciekawa jak potoczyły się losy Danny'ego i jego matki Wendy po opuszczeniu przez nich hotelu Panorama.


Dan, bo bohater Lśnienia nie jest już małym chłopcem, a dorosłym mężczyzną. Dan ma kłopot z alkoholem, podobnie jak przed laty jego ojciec. Pewnego dnia postanawia on zacząć nowe życie. Los zsyła go do miasteczka o nazwie Frazier w stanie New Hampshire, kiedy zaczyna uczęszczać na spotkania grupy AA na jednym spotkaniu w notesie, w którym miał zapisywać dziewięćdziesiąt spotkań, zapisuje nazwę, imię - Abra. Początkowo nie wie, kim jest Abra, ale później domyśla się, że to dziewczynka, która obdarzona jest ogromną jasnością. Dostaje on pracę w hospicjum, gdzie pomaga przejść na drugą stronę umierającym ludziom. Nazywają go Doktor Sen. Z czasem, z pomocą Abry odkrywa, że na dzieci obdarzone jasnością czyha Prawdziwy Węzeł... Kim jest i jak potoczą się losy Danny'ego i Abry już nie zdradzę.

Doktor Sen od samego początku wciągał, choć były momenty, kiedy książka się dłużyła to mimo to powieść spędzała sen z powiek. Działo się dużo, czasem miało się wrażenie, że narrator powieści chce nam pokazać za dużo, opowiedzieć rzeczy, które są niepotrzebne w całej tej historii. Jednak z biegiem akcji wszystko się wyjaśniało. Choć nie nazwę Doktora Sen książką fenomenalną to jednak jest ona warta uwagi, dostajemy w niej bowiem strach, może nie tak wielki jak w Lśnieniu, ale lekko wyczuwalny. Czytając Doktora Sen sama się dziwiłam jak szybko toczy się akcja. Stephen King bardzo mnie zaskoczył tym wszystkim co zaprezentował, szczególnie zaskoczyło mnie postępowanie Danny’ego, bo jednak inaczej wyobrażałam sobie dalsze życie tego małego chłopczyka. Najbardziej bałam się w całej tej opowieści Prawdziwego Węzła, ale to chyba słuszny odruch. Bardzo polubiłam Abrę, choć jej bezmyślność czasami mnie śmieszyła. A jeśli już jestem przy śmiechu, to parokrotnie się uśmiałam.


Może i Doktor Sen nie jest najlepszą książką Stephena Kinga, może i jest napisany trochę na siłę, to przyznać trzeba, że czytając ją sami nie wierzymy w to co czytamy. Wszystko co się działo mocno mnie zaskakiwało, wielu rzeczy się nie domyślałam. Pozycja warta uwagi dla tego znajomionego z twórczością Stephena Kinga, ale również tego, który chce ją poznać, bo nieznajomość Lśnienia wcale nie zepsuje nam odbioru, może stać się jednak odwrotnie. Śmiało mogę polecić tę książkę, dostajemy grozę (minimalną, ale jednak jest), akcję i trochę humoru.

Podsumowanie roku 2013 i plany na nadchodzący rok 2014


W zeszłym roku podsumowałam rok w trzech postach, w tym postanowiłam zrobić to w jednym. Był to dla mnie naprawdę dziwny rok, książek przeczytałam dużo, ale mogłam przecież przeczytać więcej. Filmów obejrzałam zdecydowanie za mało. Jednak ten rok w 100% mogę uznać, za udany. Wiele się wydarzyło, w każdej dziedzinie. Jaki był dla mnie rok 2013? Co udało mi się osiągnąć? Czego nie? I jakie mam plany na nowy 2014 rok?

Podsumowanie

Z czego mogę być dumna nie czytałam wyłącznie książek, ale również przeczytałam trochę komiksów. Choć osiągnęłam swoje minimum w liczbie przeczytanych książek, nie liczy się dla mnie ilość, ale jakość. Starałam się czytać książki różne gatunkowo, był czas na horror, kryminał, powieść obyczajową, z literatury kobiecej, biografię a nawet literaturę dla dzieci, a także komiksy. Jestem usatysfakcjonowana, bowiem przekroczyłam swój czytelniczy cel, może gdyby nie komiksy i książki czytane na zajęcia nie byłoby takiego wyniko, ale kto wie, ale to i tak nieważne. Czytam dla przyjemności, nie dla wyników.(do listy przeczytanych książek przeniesiecie się klikając w grafikę)
Poza tymi filmami obejrzałam także inne takie, których nie potrafiłam lub nie chciałam recenzować, a były to filmy: 
  • Siła strachu - przymierzałam się do recenzji tego filmu, jest chyba nawet jakiś zalążek, ale nie potrafię po prostu tego filmu zrecenzować.
  • Burleska - film obejrzany przez mnie po raz kolejny, recenzja być może się pojawi, ale tego nie obiecuję.
  • Księżniczka i żaba - no cóż lubię oglądać bajki, ale ciężko mi je recenzować, dlatego też opinia o tej konkretniej bajce się nie pojawi.
  • Katedra 
  • Schody
  • Pies Andulazyjski - surrealistyczne dzieło na temat którego ciężko cokolwiek napisać, dlatego oszczędziłam sobie opinii na temat tego filmu, może kiedyś kiedy obejrzę go ponownie.
  • Forest Gump - ten film, by o nim coś napisać muszę obejrzeć jeszcze raz.
  • Droga do szczęścia - jak wyżej
  • Film, że mucha nie siada
  • Zakonnica w przebraniu
  • Step Up - kiedyś na pewno coś się o tym filmie pojawi, mam z nim przemiłe wspomnienia.
  • X - men Geneza: Wolerine
  • Zielona Mila
  • Jumanji
  • Uwierz w ducha
  • Champion 3: Odkupienie
  • Hobbit: Pustkowie Smauga - recenzja się pojawi, ale już po nowym roku


Nie obejrzałam ich tak wiele jak bym chciała, sporo filmów z mojej długiej listy, wciąż nie zostało obejrzanych. Obejrzałam wiele filmów krótkometrażowych, które wiadomo nie wymagają długiego nakładu czasu. Parokrotnie byłam w kinie, co jednak cieszy. Szczególnie jestem zadowolona z tego, że wybrałam się na Wolverine'a,  Hobbita oraz Szybkich i wściekłych 6. Sądzę, że na nowy rok powinnam ustalić sobie minimalny próg filmowy, bo kiedy go mam, to przynajmniej nie marnotrawię czasu tylko oglądam filmy.
___________________________________________________________________________

W tym 2013 roku miałam ogromną motywację do pisania tego bloga, radość sprawiło mi to, że mogłam podzielić się tym co czytam, wyrazić swoje opinie. Cieszy mnie, choć wiem, że to dla niektórych niewiele, że mój blog przekroczył liczbę 10000 wyświetleń, nie przykładam do tego wagi, ale kiedy przekracza się takie liczby jakoś samoistnie cieszy.Udało mi się również wygrać (po raz kolejny zresztą) książkę, po którą nie sięgnęła bym wcześniej, co mnie bardzo cieszy. Rok 2013 stał się również rokiem, w którym skończyłam swoje Braki, powroty i inne niuanse i wysłałam je do wydawnictwa (!) i choć na odpowiedź jeszcze czekam to mimo to dla mnie sukcesem jest już moja odwaga, rozpoczęłam drugą część, ale również od nowa zaczęłam pisać coś bardzo starego i wkrótce (jak pójdzie mi dalej tak jak mi idzie, a to może być wątpliwe) mam nadzieję to skończyć. 

Byłam na jednym koncercie, na Luxtorpedzie, na który pojechałam tak spontanicznie, że sama myśl o nim wyzwala uśmiech na mojej twarzy. Rok 2013, był rokiem dobrym i na pewno nie był pechowym, ilość niespodzianek jakie mnie spotkały w nim jest zaskakująca, niektóre były miłe, inne mniej. Jednak wszystko składa się na to, że rok 2013 był rokiem dobrym, może nie najlepszym, ale dobrym.

Plany

Postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę i wyznaczyć sobie cel 60 książek, ale ponadto mam zamiar przeczytać parę klasyków literatury. Chcę również przeczytać te książki, które gdzieś ciągle mam w planach, a trudno to zrealizować. Mam zamiar wziąć udział również w kilku wyzwaniach: zgłosiłam się już do wyzwania Grunt to okładka, ale myślę, że znajdą się jeszcze jakieś. Chciałabym czytać więcej komiksów i może w końcu też jakieś kupić...

Chciałabym obejrzeć co najmniej setkę filmów, ale nic na siłę. W tym roku sporządzę listę tych wszystkich filmów, które opatrzyłam na filmwebie etykietą: "Muszę obejrzeć" i to właśnie te obejrzę w pierwszej kolejności. W między czasie oczywiście będę oglądała inne filmy, ale jakoś trzeba ruszyć z tym, żeby filmów na liście do obejrzenia było coraz mniej, a nie coraz więcej.
____________________________________________________________________________

Co do innych planów, dalej chciałabym mieć taką motywację do pisania tego bloga jaką mam. Jednak wiem, że w tym roku muszę się skupić na innych rzeczach, ale kto da radę jak nie ja? Pisać dalej, skończyć swoją starą Zamianę, którą to nazwałam (Nie)możliwe i nie poddawać się. 

Życzę sobie i Wam wszystkim, aby ten Nowy 2014 Rok był udany i jeszcze lepszy od poprzedniego!

Stosik grudniowy #12

Witajcie!
Jejku jak ten czas leci, nie tak dawno prezentowałam swój listopadowy stos, a tu już kończy się grudzień.  Jakoś tak się złożyło, że miałam mniej zapału do czytania niż w listopadzie, ale i tak nie jest źle. Grudzień to dla mnie miesiąc wyjątkowy, bowiem obchodzę urodziny, były też oczywiście święta i trochę książek na mojej półce przybyło. Odwiedziłam też bibliotekę, z której nie wyszłam z pustymi rękoma. Stosik grudniowy, ostatni stos w tym roku, kto by pomyślał, jak ten rok szybko przeleciał...
Nie przedłużając prezentuję to co pojawiło się w mojej skromnej biblioteczce w grudniu. Nie jest tego dużo, ale i tak cieszy oko, szkoda tylko, że niektóre książki pojawiły się w biblioteczce tymczasowo. 


Hedström Ingrid - Nauczycielka z Vilette (wypożyczona z biblioteki)
Książkę wzięłam spontanicznie z półki opatrzonej nazwą "Nowości" w miejskiej bibliotece mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Munro Alice - Drogie życie, Dziewczęta i kobiety (prezent bożonarodzeniowy)
Nie spodziewałam się znaleźć pod choinką dwóch książek tegorocznej noblistki, ale zostałam zaskoczona. Już wkrótce mam zamiar zabrać się za obie pozycje
.
Nesbø Jo - Karaluchy (zakup własny)
Posiadałam na półce pierwszy, trzeci i czwarty "tom" przygód Harry'ego Hole'a brakowało mi drugiej, dlatego też zdecydowałam się na zakup z pieniędzy, które dostałam na urodziny. Wiadomo do zebrania całej kolekcji brakuje mi jeszcze paru tytułów, ale przynajmniej teraz mam cztery pierwsze, a to cieszy.

Pilipiuk Andrzej - Carska manierka (prezent urodzinowy)
Ta książka to mój prezent urodzinowy od mojej siostry, kazała mi sobie wybrać książkę w księgarni, więc mój wybór padł na tę pozycję. Książka została już przez mnie przeczytana, recenzję możecie przeczytać klikając w tytuł.

Sparks Nicholas - Na ratunek (wypożyczona z biblioteki)
Zewsząd docierały do mnie opinie na temat książek Nicholasa Sparksa, tematyka jego książek nie jest tą po którą sięgam często, ale postanowiłam w końcu zapoznać się z jego z twórczością. W tym celu wypożyczyłam jedyną książkę, która była dostępna, czyli właśnie Na ratunek, została już ona przez mnie przeczytana i klikając w tytuł przeniesiecie się do mojej recenzji.

Stoker Bram - Dracula (zakup własny)
Brak na zdjęciu spowodowany nagłym zakupem na dworcu w katowickim Matrasie. Tak to jest jak ma się czas do pociągu i wejdzie się do księgarni. Błąd. Tak długo szukałam tej pozycji, że nie mogłam się oprzeć.

Tolikien John Ronald Reuel - Władca pierścieni (wypożyczona z biblioteki)
Po przeczytaniu Hobbita mój apetyt na trylogię wzrósł, dlatego też kiedy tylko zobaczyłam to wydanie w bibliotece stwierdziłam, że je wypożyczę, bo wiedziałam, że tak prędko na pewno nie kupię tej książki.

A Wy czytaliście te książki? A może wciąż czekają na waszej półce?



N. Sparks - Na ratunek


Twórczość Nicholasa Sparksa była mi jak dotąd nie znana, obejrzałam jedynie film na podstawie jego powieści – Pamiętnik – który notabene bardzo dobrze wspominam, jednak jego książki były dla mnie zagadką. Każdy zewsząd polecał mi jego powieści i w końcu musiałam przeczytać jakąś jego książkę. Na pierwszy rzut padło na powieść pod tytułem Na ratunek  był to raczej przypadek, aniżeli zamierzony wybór, bowiem ta jedna książka znalazła się w bibliotece.


Denise Holton to samotna matka, jej synek  Kyle pozornie jest jak każdy chłopiec w jego wieku, jednak ma on ogromne problemy z mową. Denise stara się dowiedzieć przyczyny zaburzeń u swojego dziecka, a także konsekwentnie z nim pracuje. Kiedy pewnego dnia wraca od kolejnego specjalisty do swojego domu w Edenton nad miastem szaleje burza. Denise nie potrafiąc opanować samochodu doznaje wypadku, nieprzytomną znajduje ją strażak Taylor McAden. W szpitalu Denise poznaje matkę Taylora – Judy, która postanawia ją odwiedzić, kiedy dowiaduje się kim jest Denise. Z biegiem czasu pomiędzy Denise a Taylorem zaczyna rodzić się uczucie, jednak McAden nie potrafi uporać się ze swoją przeszłością.

Bardzo prosta historia, można by powiedzieć romansidło, które i tak kończy się happy endem. Może i tak jest, ale historia bardzo rzeczywista, nie wydawała mi się ona także zbyt cukierkowa i przekoloryzowana. Dla mnie była w sam raz. Może nie przepadam za takimi powieściami, gdzie z góry wiemy jak się wszystko potoczy, wolę trochę pogmatwania i niekoniecznie takie, gdzie mogę przewidzieć ich koniec. Nie wiem jak z innymi powieściami Nicholasa Sparksa, ale ta była dla mnie zbyt przewidywalna. Nie mogę jednak powiedzieć, że się nudziłam, bowiem książka ta była naprawdę interesująca i idealna na tę porę. Wciągnęła mnie i czytając obiecywałam sobie, że to ostatni rozdział. Na ratunek na pewno mnie zafascynowało i urzekło, głównie za tę prostą, piękną choć trudną miłosną historię, może i czasem nudną, jednak nie jestem w stanie krytycznie spojrzeć na tę powieść. Miała w sobie coś od początku co przyciągało.

Nicholas Sparks operował prostym zrozumiałym językiem, bohaterowie byli zwyczajni, niczym się nie wyróżniali i wzbudzali sympatię od początku. Może i irytowała mnie Melissa i w później denerwowało zachowanie Taylora, to jednak byli oni autentyczni, nie przekoloryzowaniu i sztuczni. I chyba właśnie to sprawiło, że Na ratunek tak przyjemni mi się czytało.

Jak już wspomniałam wcześniej to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa, myślę, że kiedyś ponownie sięgnę po jakąś jego książkę, jednak nie sądzę by nastąpiło to szybko. Po prostu wolę, gdy w książce panuje tajemnica i nie wiem co się wydarzy, niż dostaje opowieść, która jest przewidywalna. Nie wiem jakie są inne książki, może nie wszystkie są takie same, ale ta właśnie taka była, choć bardzo się cieszę, że trafiłam na taką książkę tego autora, której nie czytał nikt z moich znajomych i nie miałam w głowie ich opinii. Na ratunek to dobra pozycja na chandrę, na długie zimowe wieczory pod kocykiem i z kubkiem czegoś przyjemnie parującego.


A. Pilipiuk - Carska manierka



„Carska manierka” to druga książka z dorobku Andrzeja Pilipiuka, którą miałam okazję przeczytać. Nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, ale to sprawiło, że mój „apetyt” na tę książkę wzrósł. W „Carskiej manierce” znajduje się 8 opowiadań, które są lepsze i gorsze, ale każde spośród nich mi się podobało i sprawiło, że w duchu się naprawdę nieźle uśmiałam, bowiem książkę tą czytałam w pracy, kiedy nie było klientów. Zacznę od tego, że bardzo spodobało mi się wydanie książki, które jest bardzo eleganckie, a zarazem proste. Już na sam widok można stwierdzić, że będzie się miało do czynienia z wyjątkowymi i niezwykłymi opowieściami.


„Manierka” to pierwsze opowiadanie, którego bohaterem jest licealista Robert Storm. Przyjeżdża on na Śląsk, gdzie pragnie odnaleźć trochę złóż złota. Jednak na Roberta czeka nieco inne zadanie. Jego wujek podarował mu carską manierkę, która miała wskazać miejsce ukrycia przez rosyjskiego żołnierza skarbu. Ukryte są na niej znaki, które Robert musi rozszyfrować, aby dotrzeć do skarbu. Powiem szczerze, że bardzo mi się od pierwszego zdania podobało to opowiadanie i tak było do końca. Trochę mnie zaskoczyło, ale bardzo pozytywnie.

„Czarne parasole” to opowiadanie bardzo mi się spodobało ze względu na swój główny wątek, a mianowicie lata 20. i aparaty. Robert pomaga swojemu koledze policjantowi w rozwiązaniu pewnej zagadki. Otóż pewien mężczyzna znalazł rolki starego filmu, który postanowił wywołać i pokazać światu, ale czy na pewno? Tego właśnie próbuje się dowiedzieć Robert i jego kolega. Muszę przyznać, że opowiadanie naprawdę mocno mnie zbiło z tropu i bardzo rozbawiło, ale też sprawiło, że zamarzyłam o czymś takim.

„Na dnie mogiły z kolei trochę mnie przestraszyło, bowiem Robert Storm zmierzył się z nie zbyt przyjaznym Domem Czarnych Liści. Musiał on odnaleźć pewną mogiłę poległych żołnierzy, aby znaleźć pewną rzecz, rzekomo należącą do przodka zleceniodawcy, ale czy tak jest rzeczywiście? Opowiadanie bardzo tajemnicze, ale i przerażające ze względu na sam Dom Czarnych Liści, jednak pomimo to bardzo ciekawe i interesujące.

„Album” spodobał mi się najmniej, ale bardzo zaintrygował. Robert dostaje polecenie od swojego starszego znajomego, aby po jego śmierci zaopiekował się pewnym bezcennym artefaktem, który ten ukrywa przed światem od wielu lat. Co kryje w sobie ten przedmiot, że musi być tak skrupulatnie chroniony? Nie zdradzam tylko odsyłam do lektury.

„Miód umarłych” i to kolejne opowiadanie, które sprawiło, że włos zjeżył mi się na głowie. Bardzo mnie urzekło ze względu na zagadkę jaka się tutaj wdarła. Autor w doskonały sposób połączył miejscowe wierzenia z życiem codziennym. Można z niego również odczytać morał, że kiedy jesteśmy zbyt chciwi i najchętniej dążylibyśmy po trupach do celu (i to nie jest przenośnia) poniesiemy srogie rozczarowanie.

„Śmierć pełna tajemnic”tutaj bohaterem nie był już Robert Storm, a pewien doktor – Paweł Skórzewski – który to postanawia uratować swojego krewniaka z bolszewickiej Rosji. Opowiadanie zaczyna się od pewnego wykładu o śmierci doradcy carskiego Grigorija Rasputina. Wydarzenie to nadaje sens całemu opowiadaniu, ale nie zdradzę niczego więcej, nie wiem po prostu jak je opisać, żeby nie popsuć czytania. To opowiadanie bardzo mi się podobało, chyba nawet najbardziej.

Przedostatnie o tytule „Tajemnica Góry Bólu”  bardzo mnie wzruszyło, tak wzruszyło. Paweł Skórzewski wraz ze swoim krewnym Aleksandrem i kilkoma innymi ludźmi wyruszają w poszukiwaniu Arki Noego. Czy uda im się dotrzeć do swojego celu? Odsyłam do opowiadania.

„Rehabilitacja Kolumba” początkowo naprawdę mi się nie podobała. Nie umiałam się w niej odnaleźć i trochę nudziłam, jednak kiedy już zrozumiałam o co chodzi naprawdę nieźle się nadziwiłam i uśmiałam. Akcja toczy się w naprawdę dawnych czasach, a Hiszpanie nie są zbyt mile widziani ze względu na występek Kolumba. Co biedny Kolumb takiego zrobił, że używanie jego nazwiska to najgorsza z możliwych obelg? Tego nie zdradzę, ale możecie być pewni będziecie zaskoczeni.

Carska manierka Andrzeja Pilipiuka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Książkę czytało się naprawdę przyjemnie, a każde opowiadanie wnosiło coś nowego i każde było dobre. Nie nudziłam się, a wręcz przeciwnie niesamowicie odprężyłam i z ciekawością rozwiązywałam ukryte zagadki. Kartki przewracałam niemal z zapartym tchem chcąc dowiedzieć się co będzie dalej, a autor wciąż i wciąż mnie zaskakiwał. Wiadomo jedne przypadły mi do gustu bardziej, inne mniej, ale na pewno była to pozycja warta uwagi. Każda historia przenosi nas w barwny i zupełnie inny świat. Sprawia, że przenosimy się w inne wymiary i zaglądamy we wnętrza naszych marzeń. Dobra pozycja na długi nudny wieczór, można przeczytać wszystkie opowiadania od razu (tak jak zrobiłam to ja) lub czytać sobie po jednym. W Carskiej manierce do każdego opowiadania dołączony był rysunek dotyczący jego treści, przyznać trzeba, że ilustracje zamieszczone w tej książce Andrzeja Pilipiuka robiły wrażenie i uzupełniały moje wyobrażenia.

Z pewnością powrócę jeszcze do twórczości pana Pilipiuka, gdyż po tej książce jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że jego pozycje do mnie trafiają. Tę książkę mogę w ciemno polecić, gdyż nie można się nudzić czytając ją.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:
(może nie do końca klasyfikuje się ona jako kryminał, ale jednak wątki lekko kryminalne się tutaj pojawiły)

WESOŁYCH ŚWIĄT!!

M. Krajewski - W otchłani mroku


Po powieść Marka Krajewskiego sięgnęłam z nieznanego mi powodu. Czy była to decyzja, która okazała się błędem? Otóż nie. Poznałam twórczość polskiego autora, która usatysfakcjonowała mój gust, jeśli chodzi o kryminały. Jak można się domyślić było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marka Krajewskiego, więc nie mam odniesienia do innych jego powieści.



W otchłani mroku to opowieść kryminalna osadzona w latach powojennych, czyli wczesnego komunizm w Polsce. Akcja rozgrywa się we Wrocławiu w roku 1946, gdzie były policjant ze Lwowa zostaje wynajęty przez dwóch profesorów tajemnej szkoły zwanej Gymnasium Subbterraneum, aby sprawdzić kto donosi UB na szkołę. Okazuje się jednak, że w mieście dochodzi do gwałtów na młodych dziewczynach. Popielski, były lwowski komisarz, rozpoczyna swoje nieoficjalne śledztwo i odkrywa piekło powojennego świata.

Może i W otchłani mroku nie mamy typowej zagadki kryminalnej, gdyż od samego początku wiemy, kto stoi za serią brutalnych gwałtów to jednak musimy odnaleźć ubeckiego szpiega i przyznać trzeba, że autor zastosował naprawdę dobrą zmyłkę. Czytając W otchłani mroku byłam naprawdę momentami zniesmaczona, a moja wyobraźnia wszystko sobie wyobrażała jak leciało, co za skutkowało tym, że powiedziałam, iż nie sięgnę już po żadną książkę Marka Krajewskiego. Jednak po lekturze całej powieści uświadomiłam sobie, że owe opisy nie były tak brutalne (i natrafiłam już kiedyś na gorsze) i autor pisze w taki sposób, że chętnie do niego powrócę. Co najbardziej podobało mi się w powieści Marka Krajewskiego to to, że połączył on ze sobą światy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego: filozofii, komunizmu i brutalnych gwałtów, a to wszystko w pięknym Wrocławiu. Po drugie autor na każdym kroku nas zaskakiwał odsłaniając karta za kartą.

Kupiłam książkę kierowana impulsem i po raz kolejny otrzymałam dobrą dawkę emocji w ciekawej oprawie. Nie zawiodłam się na W otchłani mroku i z pewnością sięgnę kiedyś po starsze powieści Marka Krajewskiego.



Recenzja bierze udział w :


J. Chmielewska - Krętka blada


Krętka blada stała na półce i czekała, aż ją przeczytam prawie dwa i pół roku. Za każdym razem, gdy się za nią zabierałam nie potrafiłam przebić się przez początek i zabierałam się za coś innego. W końcu jednak postanowiłam zacisnąć zęby i przebić się przez ten nie zbyt ciekawy początek.  Do tej książki Joanny Chmielewskiej mam bardzo mieszane uczucia, pomimo mojej sympatii do tej autorki, Krętka blada niestety mówiąc szczerze trochę mnie zawiodła. Za dużo było zamieszania, ciągła się tak jakoś bez składnie i momentami naprawdę nudziła.
„Siła nadziei jest potężna, a wrodzony optymizm dodaje jej skrzydeł…” /str.85/


W Krętce bladej dostajemy dobrą i zagmatwaną historię kryminalną. Głównych bohaterów Joannę Chmielewską i policjanta  Roberta Górskiego poznajemy w momencie, kiedy pani Chmielewska natrafia na palący się samochód, który gasi. Wraz ze swoim siostrzeńcem Witkiem natrafiają na ślady pewnego zabójstwa, które ktoś za wszelką cenę chciał zatuszować. Jednak głównym wątkiem kryminalnym było coś zupełnie innego. Joanna Chmielewska udając się w pełnej sprawie do swojego znajomego pana Teodora Buczyńskiego trafia w jego mieszkaniu na trupa. Początkowo myśli, iż jest jej znajomy, po przyjrzeniu się ofierze stwierdza, iż jest to znany polityk. Pomimo niechęci Joanna Chmielewska włącza się w śledztwo dziwnym trafem prowadzonym przez Roberta Górskiego i pomaga rozwiązać mu tę niezbyt przyjemną zagadkę.

Jak już wspomniałam na wstępie książka była dla mnie nudna, choć pomysł jaki niewątpliwie autorka na Krętkę bladą miała według mnie nie został w pełni zrealizowany. Czegoś tej Krętce bladej brakowało, tego jest niemal pewna. Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki, bowiem sam pomysł zbrodni i różnych konszachtów, które przewijały się przez fabułę powieści bardzo mi się podobał. Plusem było to, że nie wpadłam na nawet na właściwy trop, a główkowałam razem z bohaterami. Jednakże z drugiej strony podanie pozostawia wiele do życzenia. Nie będę owijała w bawełnę, akcja książki po prostu jakoś tak się ciągła, a kiedy nabrała rozpędu powieść się skończyła. Bardzo urzekli mnie bohaterowie, których sylwetki były dobrze zaprezentowane przez co łatwiej ich było sobie wyobrazić, także dokładność miejsc w których działa się akcja była na plus dla Krętki bladej.

Nie zrażam się jednak do twórczości Joanny Chmielewskiej, gdyż mam za sobą również pozytywne wspomnienia z tą autorką. Niestety przyznać to trzeba, że zawsze zdarzy się przynajmniej jedna taka książka w dorobku autora, która na tle pozostałych wybiega bardzo słabo. Tak było w tym przypadku z Krętką bladą.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:





Stosik listopadowy #11

Witajcie!
Nie tak dawno publikowałam stoisk październikowy, a tu już kończy się kolejny miesiąc. Listopad okazał się dla mnie miesiącem bardzo aktywnym pod względem czytania (choć jeszcze się nie skończył), a czas jakby się skurczył, a nie rozciągnął. Prezentuję stosik listopadowy już dziś, bo czuję, że później albo o tym zapomnę, albo nie będzie czasu (nie przypuszczam, żeby jakiekolwiek książki do mnie jeszcze dotarły, a jeśli dotrą zaprezentuję je w stosie grudniowym). Na mojej półce pojawiło się kilka nowości, niektóre są tam tymczasowo (odwiedziłam bibliotekę i to cud, że wyszłam z taką małą liczbą książek, choć pewnie wyszłabym z większą, gdybym tylko znalazła te pozycje, które chciałam), które bardzo mnie cieszą. Ze smutkiem, ale i radością stwierdzam, że moja prywatne półki (te znajdujące się w moim pokoju) zapełniają się coraz bardziej i za niedługo będę musiała pomyśleć o jakimś nowym rozwiązaniu. Na całe szczęście przed zakupem nowych książek powstrzymują mnie fundusze, które mam, moja mama i chęć zakupu lustrzanki (czyli oszczędzamy). A oto i zdobycze listopadowe:


King Stephen - Doktor Sen (zakup własny)
Nie mogłam przejść obojętnie obok tej książki Stephena Kinga, szczególnie, że udało mi się dorwać ją w cenie o prawie połowę tańszej niż cena okładkowa. Mam zamiar się za nią jak najszybciej zabrać, gdyż nie ukrywam bardzo kusi mnie kontynuacja Lśnienia, które czytałam na początku miesiąca.

Larsson Stieg - Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet (zakup własny)
Tę pozycję miałam w planach czytelniczych od bardzo dawna. Chciałam ją upolować w bibliotece, ale zawsze była wypożyczona. W końcu jednak trafiłam na ciekawą okazję i zakupiłam tę pozycję, teraz muszę tylko dokupić pozostałe dwie części

Nurowska Maria - Powrót do Lwowa , Dwie miłości (wypożyczone z biblioteki)
Te dwie książki to dwa kolejne tomy trylogii ukraińskiej, która od pierwszej części mocno mnie zaintrygowała i wciągnęła. Nie mogłam się doczekać dalszych losów Elizabeth, więc ruszyłam do biblioteki i wypożyczałam obie pozycje. Obie już zostały przez mnie przeczytane i moje recenzje możecie przeczytać klikając w tytuły.

Po tym jak w zeszłym roku wygrałam Krąg i poznałam te dziewczyny z tajemniczego i trochę na pozór nudnego miasteczka Engelsfors wiedziałam, że będę musiała zapoznać się z drugim tomem ich przygód. Tak też się stało, książka przywędrowała do mnie w miesiącu listopadzie i mogłam się z nią zapoznać.

A Wy czytaliście któraś z tych książek? Jakie są wasze wrażenia? A może wciąż macie je w planach?

Sz. Hołownia - Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie


Kto z nas nie marzył kiedyś o podróży dookoła świata? Sama należę do osób, które chciałaby zwiedzić mnóstwo krajów. Podróżować można z różnych powodów. Szymon Hołownia wybrał się w podróż po świecie, aby porozmawiać ze swoimi (naszymi) braćmi chrześcijanami.



Szymon Hołownia przemierzył niemal cały świat, był na małej wyspie Guam, w Hondurasie, gdzie helikopter pilotował kandydat na papieża kardynał Maradiaga, w Papui – Nowej Gwinei, gdzie polscy (i nie tylko) misjonarze tłumaczą Pismo Święte na miejscowe języki, rozmawiał z kobietą, nawróconą muzułmanką, która z powodu swojego wyboru wiary musi się ukrywać. Odkrywał jak funkcjonuje Kościół w Honkongu. Jednak przede wszystkim w książce Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie możemy zrozumieć, że w naszym kraju wiara nie ma się jeszcze tak źle i wciąż niezmienne należy świadczyć o Chrystusie. Polski zakonnik – Andrzej Madej posługujący na misjach w Turkmenistanie nieustannie głosi, że Chrystus Zmartwychwstał, niesamowicie urzekło mnie to, że jest on w stanie krzyknąć te pełne nadziei słowa również na pustyni, gdzie niewiele osób go usłyszy.


Czytając Last minute. 24h chrześcijaństwa na świecie próbowałam zrozumieć funkcjonowanie, wciąż żywego Kościoła. Warto zauważyć, że Szymon Hołownia nie rozmawiał wyłącznie z katolikami, ale również z przedstawicielami innych wyznań, mimo to jednak poprzez tę książkę czuło się, że jesteśmy wszyscy razem Wspólnotą. Rozmowy, które przeprowadził Szymon Hołownia są szczere i ujawniają, jak trudna może być wiara, ale równocześnie jak można cieszyć się z tego, iż jest się chrześcijaninem.  Oprócz świadectw, rozmów, a także własnych przemyśleń i obserwacji autora mamy również sporą dawkę zdjęć, które to uzupełniają obraz książki. Czytając ją zaspokoiłam (tymczasowo oczywiście) swoją ciekawość poznania świata, gdyż Szymon Hołownia zaserwował nam również trochę z różnych krajów.



Ta pozycja bardzo pozytywnie naładowała mnie do życia. Nie czytało się jej ciężko, ale bardzo lekko i z ogromną przyjemnością. Choć czasami musiałam niektóre treści przemyśleć, gdyż albo czegoś nie zrozumiałam, albo po prostu odebrało mi mowę. Do niektórych fragmentów wracałam, czytałam parę razy. Jestem pewna, że powrócę do tej książki w przyszłości.

M. Strandberg, S.B. Elfgren - Ogień


Ogień to druga tom cyklu Krąg autorstwa duetu: Matsa Strandberga i Sary B. Elfgren, po tę pierwszą sięgnęłam przed rokiem (głównie dzięki wygranej na lubimyczytać.pl) i po jej lekturze byłam bardzo ciekawa dalszych losów bohaterek, dlatego też postanowiłam po nią sięgnąć.  Ogień to powieść kierowana do nastolatków, przepełniona magią i zjawiskami paranormalnymi, jednak ja miło spędziłam czas czytając tę książkę, pomimo iż nastolatką już nie jestem.


Minoo, Anna – Karin, Vanessa, Linnea i Ida są już w drugiej klasie liceum, są też naturalnymi czarownicami – Wybrańcami, przed którymi stoi trudne zadanie pokonania zbliżającej się apokalipsy. Jednak na nastolatki czeka wiele niebezpieczeństw. W ich rodzinnym mieście Engelsfors  zaczyna działać tajemnicza organizacja kierowana przez rodziców dawnego przyjaciela Linnea’i - Eliasa, który w poprzednim roku został zamordowany przez demony, o nazwie „Poztywne Engelsfors”. Magiczna Księga jak i Matilda – czarownica z dawnych czasów, która komunikuje się z dziewczynami ostrzegają przed tą organizacją, ale również innymi niebezpieczeństwami, które czyhają na Minoo, Annę – Karin, Vanessę, Linnea’ę i Idę. Do tego jeszcze nad Anną – Karin wisi proces przed Radą za niewłaściwe używanie magii, nastolatki muszą się pomóc przyjaciółce uniknąć nieuniknionej kary. Dziewczyny jeszcze bardziej muszą sobie zaufać, a także wspierać. Pokonywać rodzące się pomiędzy nimi tajemnice.

W tej części jeszcze lepiej poznajemy bohaterki, ich rozterki i zachowania. Każda z dziewcząt reprezentuje zupełnie inny charakter, lecz autorzy nie przegapili ani jednego szczegółu.  Choć nie można tego ukryć w książce pojawia się trochę niedomówień, które mogą drażnić, jednak w końcu i tak zostają one wyjaśnione. Swoją fabułą jednak Ogień  momentami bardzo przypominał mi Krąg , chodzi mi o ten sam schemat działania: dziewczyny dowiadują się o zagrożeniu, próbują szukać winnych i jakoś się im przeciwstawić.  Pomimo tych podobieństw, które są „normalne” w powieściach dla młodzieży. Nie dostaniemy w tej książce jednak czegoś wyjątkowego, czego nie było nigdzie wcześniej, wszystko to już było, ale warto ją mimo to przeczytać.


Czytając Ogień odprężyłam się i naprawdę przyjemnie spędziłam czas. Książka jest wciągająca od pierwszej do ostatniej strony i nie można tego ukryć, jest się ciekawym co zdarzy się w kolejnej części. Mats Strandberg  i Sara Elfgren napisali dobrą powieść, która jest lekka i przyjemna w czytaniu, a to bardzo sobie cenię. Polecam tę książkę, gdyż można naprawdę dobrze się bawić szukając na przykład „winnego” całego „zamieszania”.

M. Nurowska - Dwie miłości


W zaledwie tydzień od skończenia drugiego tomu trylogii lwowskiej sięgnęłam po trzeci i zarazem ostatni tom. Byłam bardzo ciekawa, co też Maria Nurowska wymyśliła dla swoich czytelników w Dwóch miłościach. Moja ciekawość, a zarazem wyobraźnia została tak rozbudzona, że w nocy po skończeniu Powrotu do Lwowa śnił mi się dalszy ciąg historii Elizabeth i Andrew. Jednak to co dostałam w trzeciej części mną wstrząsnęło, miałam ochotę porzucić książkę gdzieś na początku i do niej nie wrócić, a byłby to srogi błąd.


Dwie miłości skupiają się bardziej na Andrew, który pragnie odszukać Elizabeth, która nie wróciła ze swojej wyprawy za Donieck, gdzie szukała swojego męża. We Lwowie zjawia się również matka Elizabeth – Julia, której przyjazd na Ukrainę odmienił życie. Przez przypadek Andrew dowiaduje się, że w tajnych więzieniach w strefie Czarnobyla znajduje się pewien więzień. Mecenas Sanicki na wzgląd na swoją miłość do Elizabeth i jej oddanie w sprawie odnalezienia męża chce to sprawdzić. Nie będę zdradzała niczego więcej, nie powiem, czy odnalazł się Jeffrey Connery, ani gdzie podziała się Elizabeth.

"Odległość dla miłości jest jak wiatr dla ognia. Małe gasi, wielkie wznieca"/str.142/

Po pierwszych kilkunastu stronach miałam przekonanie, że ta cześć nie będzie tak udana jak dwie poprzednie, jednak już paręnaście stron później byłam innego zdania. Książka wciągnęła mnie do tego stopnia, że z niedowierzaniem i momentami ze łzami w oczach czytałam to co zaoferowała nam Maria Nurowska. Dwie miłości parokrotnie mnie zaskoczyły, nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę się dzieje. Książka mną wstrząsnęła i naprawdę dostałam coś czego się nie spodziewałam.

Nie przypuszczałam, że trzecia cześć trylogii lwowskiej mnie jeszcze czymś zaskoczy, a jednak się pomyliłam. Maria Nurowska zaoferowała taką dawkę emocji i napięć jakiej nie zdołałam znaleźć w dwóch poprzednich częściach. W Dwóch miłościach znalazło się wszystko: tragedia, napięcie, tęsknota, miłość oraz namiętność, a wszystko to przekazane w subtelny, ale wyraźny sposób.


Bez zawahania polecam tę książkę, jak zresztą całą trylogię na jesienny wieczór z kubkiem gorącego napoju pod kocykiem, ale też nie tylko. Przy Dwóch miłościach jak i dwóch poprzednich częściach nie można narzekać na nudę. Maria Nurowska w doskonały sposób prezentuje bohaterów, ich rozterki i czytając jej książki każdy znajdzie coś dla siebie, a sami bohaterowie wydają się naszym sercom i myślą bardzo bliscy.

E - E. Schmitt - Intrygantki


Od czasów skończenia liceum nie miałam w rękach dramatu, aż do momentu, kiedy kupiłam Intrygantki Erica – Emmaneula Schmitta. Wiadomo dramaty czyta się inaczej, aniżeli epikę, jednak ta książka okazała się naprawdę doskonałym wyborem. Okładka może wprowadzić czytelnika w błąd, gdyż widząc ją na myśl przychodzi, że będzie to książka z literatury kobiecej, a jednak.

„Sam nie wiem, czego nienawidzę bardziej, snu czy jawy...Snu, bo się z sobą rozstaję - jawy, bo znów się z sobą spotykam.”
Intrygantki to tak naprawdę cztery sztuki. Każda traktuje o czymś innym, każda wlewa w nas wątpliwości i zmusza do refleksji. Nad życiem, nad sensem dobra i zła, nad istnieniem Boga i Szatana. Pierwsza„Noc w Valognes to historia pewnego Don Juana w trzech aktach, nad którym jego kobiety z przeszłości urządzają sąd. Do wyboru ma dwa wyjścia: oddać się w ręce policji i spędzić resztę życia w Bastylii lub zostać mężem jednej ze swoich ofiar – młodziutkiej Angelice de Chiffreville. Sąd jednak zakończy się nieco inaczej, niż wyobrażały to sobie kobiety. Druga pod tytułem „Gość” to dzieje się w Austrii po zajęciu jej przez Hitlera. Sigmund Freud waha się nad opuszczeniem swojej ojczyzny. Niespodziewanie w jego mieszkaniu pojawia się Nieznajomy, który rozmawia ze znanym lekarzem na tematy związane z życiem, jednak w ich rozmowie poruszony został także wątek wiary w Boga. Trzecia sztuka to monolog o dość nieprzyjemnym tytule Knebel to wyznania pewnego człowieka, opowiada on historię swojego życia, która przepełniona była chorobą. Jednak Dawid, bo tak ma na imię bohater nie żałuje jej. Ostatnia sztuka o tytule Szatańska filozofia to rozmowa Diabła ze swoimi sługami, a także i Doktorem, który pragnie pomóc Szatanowi w polepszeniu samopoczucia, które upadło z powodu, tego iż nie zadowolony z tego co dzieje się na świecie. Diabelscy słudzy wpadają na pewien pomysł, który sprawi, że Pan Ciemności polepszy sobie nastrój. Gość, Knebel i Szatańska filozofia są sztukami jednoaktowymi

Każda z czterech sztuk była inna, każda zastanawiała nad czymś innym. Nie jestem w stanie powiedzieć, która spośród nich podobała mi się najbardziej, gdyż każda traktowała o czymś innym. Wiem jednak, że najmniej spośród tych czterech dramatów podobał mi się Knebel. Noc w Valognes zadziwiała swoją prostotą i uknutą przez Księżną intrygą. Gość zmuszał do zastanowienia się nad życiem i znalezieniem odpowiedzi na pytanie: „Co ja bym zrobił gdyby w moim mieszkaniu zjawił się Nieznajomy? Jak bym zareagował?”. Zaś Szatańska filozofia w jakiś sposób uświadomiła mi to, co już wiedziałam, że Szatan zwycięża przez to, że ludzie w niego nie wierzą.

„Mądrość często polega na tym, żeby poddać się szaleństwu, a nie rozumowi.”

Czytając Intrygantki niemal przeniosłam się do teatru i oczami wyobraźni oglądałam wszystkie dramaty. Był to naprawdę udany powrót do tego rodzaju literatury. Podczas lektury niemal zatęskniłam za grą w teatrze i jeszcze mocniej zapragnęłam wybrać się na jakąś sztukę. Bardzo dobrze spędziłam czas czytając to co chciał nam przekazać Eric – Emmanuel Schmitt. Tę pozycję mogę tylko serdecznie polecić (pod warunkiem, że ktoś lubi czytać dramaty).

M. Nurowska - Powrót do Lwowa


Do książki Powrót do Lwowa nie trzeba było mnie długo zachęcać. Byłam tak ciekawa dalszych losów Elizabeth Conerry, Aleka oraz Andrew Sanickiego, że musiałam zapoznać się z drugim tomem trylogii ukraińskiej. Już po pierwszych stronach wiedziałam, że się nie rozczaruje. Książka była wciągająca od pierwszego zdania do ostatniego i już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za trzecią i już niestety ostatnią cześć.


Jak sam tytuł wskazuje Elizabeth powróci do Lwowa, ale zanim to nastąpi wiedzie ona swoje życie w Nowym Jorku, jednak nie jest one już takie samo jak wcześniej. Ma przy boku Aleka – syna jej męża Jeffa, który wciąż się nie odnalazł. Kocha i jest kochana, choć jej „związek” początkowo ma wymiar tylko listowny, telefoniczny. Od zaginięcie Jeffa minęło sporo lat i pomimo tego, że Elizabeth zakochana jest (z wzajemnością zresztą) w Andrew to jednak wiedziona przeczuciem chce sprawdzić, czy Jeffa tam nie ma. W życiu Elizabeth i Andrew zajdą jednak wielkie zmiany, które początkowo będzie ciężko zaakceptować jednej ze stron. Także na Ukrainie – ojczyźnie Andrew – zachodzą zmiany, na prezydenta bowiem kandyduje człowiek, który może zmienić oblicze tego kraju i ma poparcie wśród obywateli.

Po raz kolejny powieść Marii Nurowskiej mnie porwała. Nie mogłam oderwać się od Powrotu do Lwowa i czytałam kartkę za kartką jakby w amoku, nie wierząc w to co dzieje się na kanwach powieści. Fabuła drugiego tomu wstrząsnęła mną bardziej, aniżeli Imię twoje.

Choć w większym zakresie Powrót do Lwowa był raczej powieścią obyczajową to jednak cały wątek wyborów prezydenckich na Ukrainie nadawał jej lekkiego kryminalnego dreszczyku. W tym tomie tylko utwierdziłam się, że Elizabeth jest kobietą odważną, nie bojącą się wyzwań, a przede wszystkim zdecydowaną i niezmieniającą swoich decyzji pomimo ogromnego ryzyka.

Tylko mogę polecić tę książkę, gdyż na pewno czytając ją się nie zawiedziemy. A kiedy już raz się do niej usiądzie, będzie się to robiło tak długo, jak zobaczymy ostatnią stronę i uświadomimy sobie, że to koniec.

S.King - Lśnienie


Gdy rozum śpi budzą się upiory” /Goya/

Jedną z najbardziej znanych powieści Stephena Kinga jest „Lśnienie”. Czytałam już 11 książek niekoronowanego króla horroru, ale tych, który przyniosły mu rozgłos nie. Jednak zmieniło się w tej chwili. Pewnie długo by się to nie zmieniło, gdyby nie pojawienie się na rynku drugiej części pod tytułem Doktor Seni moja chęć zapoznania się z nią. Nie czekając długo sięgnęłam po Lśnienie” i naprawdę nie mam czego żałować.


Jack Torrance ma zająć się Hotelem Panorama ukrytym w Górach Skalistych na całą zimę. W tym celu przeprowadza się ze swoją żoną Wendy i swoim niespełna sześcioletnim synem Danny’m do opustoszałego hotelu. Chłopczyk posiada niezwykły dar, potrafi czytać w myślach, a także przewidywać przyszłość z nim związaną.  Hotel wydaje się mieć jakaś moc, która niekoniecznie jest dobra. Danny ze strachem odkrywa, że Panoramą rządzą duchy zmarłych w różnych okolicznościach gościach hotelu. Duchy zaczynają doprowadzać do obłędu ojca chłopczyka – Jacka.

„Można zostać ukłutym, ale samemu też można ukłuć.”/str.136/

Automatycznie po przeczytaniu tej książki pojawił mi się w głowie cytat: „homo homini lupus”. Nie potwory wychodzą za kontuary i gonią bohaterów powieści, a właśnie człowiek człowieka. Choć mamy tutaj irracjonalny przekaz, że mimo wszystko hotel był nawiedzony, to jednak nie ukaże nam się nic w co nie wierzymy. Stephen King w „Lśnieniu”w niemal mistrzowski sposób pokazał jak odosobnienie od społeczeństwa, zamknięcie w czterech ścianach bez możliwości wyjścia destrukcyjnie wpływa na człowieka, jak „pustka” potrafi wykorzystać i wyciągnąć na wierzch wszystkie słabości i wady człowieka.  Książkę mistrza horroru czytałam z zapartym tchem, przewracałam kartki z ogromną ciekawością i strachem. Nie mogłam się oderwać od lektury, a jeżeli już musiałam ją przerwać czyniłam to niechętnie. Co prawda momentów, w których włosy jeżyły mi się na głowie było mało, to jednak bałam się o bohaterów powieści. Udzielało mi się przerażenie Wendy jak i małego Danny’ego.

„Łzy uzdrawiające  to także te łzy, które parzą i smagają”/str.513/


Autor wykreował w taki sposób bohaterów, że zyskali oni moją sympatię od samego początku. W zasadzie to tak wczułam się w fabułę powieści, że odczuwałam razem z nimi to wszystko co się działo. Po przeczytaniu tej książki rozumiem jej fenomen. Czas, który na nią poświęciłam na pewno nie został zmarnowany, a każda godzina czytania Lśnienia” to była prawdziwa uczta.

C.R. Zafon - Pałac Północy


Pałac Północy to moja drugie spotkanie z twórczością Carlosa Ruiza Zafona. Swoja przygodę z tym autorem rozpoczęłam od książki Światła Września, która bardzo przypadła mi do gustu. Pałac Północy, co prawda jest bardzo zbliżony do Świateł Września, jednak od mojego spotkania z Zafonem minęło już sporo czasu. Czas poświęcony na Pałac Północy był na pewno czasem dobrze spędzonym.


Akcja Pałacu Północy rozgrywa się w Kalkucie - mieście przeklętym jak mówi o niej narrator opowieści. Wychowankowie sierocińca St.Patrick maja swój klub Chowbar Society, na miejsce swoich spotkań wybrali stary opuszczony budynek, który nazwali właśnie Pałacem Północy. Jako wpisowe do przyjęcia do klubu musieli opowiedzieć jakaś historie związaną z ich życiem lub niezwykle ciekawa. Obiecywali sobie również, ze będą pomagać sobie w każdej sytuacji. Kiedy wiec chłopcy kończą szesnaście lat, a tym samym staja się ludźmi dorosłymi przeszłość zaczyna upominać się o jednego z chłopców - Bena. Okazuje się, ze przed szesnastoma laty jego babka z obawy o jego życie rozdzieliła go od swojej siostry bliźniaczki, aby ochronić dzieci przed czyhającym na nich Jahawalem.

Czytając Pałac Północy można było spodziewać się wielu rzeczy. Książka budziła grozę, ale tez wyzwala emocje. Autor sprytnie wykorzystał ludzkie słabości do napisania tej powieści, która napisana łatwym i nieskomplikowanym językiem sprawiała, że nie sposób było się od niej oderwać. Choć praktycznie od razu domyśliłam się i rozwikłam zagadkę, którą autor nam zgotował. Nie przeszkodziło mi to jednak w odbiorze książki, a czytając ja naprawdę dobrze spędziłam czas. Bardzo się cieszę, ze od mojego pierwszego spotkania z Zafonem minęło tyle czasu, gdyż z tego, co przeczytałam owe książki są bardzo zbliżone do siebie tematycznie, a także czytając tą. Akcja Pałacu Północy była wartka i nie było momentów nudnych, książka od początku do końca wciągała, a to najważniejsze.

Podsumowując uważam, że Pałac Północy to lektura idealna na długie jesienne wieczory. Ma w sobie coś, co przyciąga, a to lubię. Jakież było moje zdziwienie, ze to już koniec. Mogę polecić te lekturę, gdyż czytając ja nie można się nudzić.


Stosik październikowy #10

Witajcie!
W tym miesiącu się nie spóźniłam, publikuję stosik październikowy na czas. 30, bo na jutro jest zaplanowany inny post. W październiku moja półka wzbogaciła się o dwie pozycje, jednak każda ilość nowych książek cieszy, a patrząc na mój rosnący stos nieprzeczytanych książek to chyba dobrze. Bardzo chciałam, aby w tym zestawieniu pojawiła się jeszcze jedna, ale się nie udało, może w przyszłym miesiącu. Prawie też zakupiłam pierwszy tom Millenium Stiega Larssona, ale koniec końców wybrałam inną.


King Stephen - Lśnienie
Mówiąc szczerze do zakupienia tej jednej z najbardziej znanych powieści Stephena Kinga zachęciło mnie pojawienie się na rynku drugiej części - Doktor Sen, którą to także chciałam zakupić, ale zwyciężył rozsądek, który nie pozwolił mi wydać takich kwot na książki. Książkę już rozpoczęłam (z nudy, gdyż jazda autobusem przez praktycznie całe Katowice bywa nudne), ale ze względu na to, że czytam inne na razie odłożyłam ją na półkę, ale wkrótce już ją dokończę.

Läckberg Camilla - Kaznodzieja
Postanowiłam sięgnąć po kolejną książkę Läckberg, gdyż Księżniczka z lodu bardzo przypadła mi do gustu. Wybierając powieść tej autorki postanowiłam wybrać kolejną z serii i już nie mogę się doczekać co w Kaznodziei zaoferowała czytelnik autorka.

Zapomniałam do fotografii dołączyć jeszcze jednej pozycji, którą otrzymałam na Studium Animatora (Ruchu Światło - Życie) w Jastrzębiu Zdroju, a była to książeczka naszego założyciela ks. Franciszka Blachnickiego o tytule Jeśli się nie odmienicie. Jest ona częścią cyklu Szkoła Modlitwy.


A Wy czytaliście któraś z tych książek? Jakie są Wasze wrażenia? 

M.Nurowska - Imię twoje...


Imię twoje… to kolejna przeczytana przez mnie książka Marii Nurowskiej. I już nie po raz pierwszy książka mnie oczarowała. Kiedy już na dobre (kiedy nikt i nic mi nie przeszkadzał) usiadłam do czytania pierwszej części trylogii ukraińskiej już nie mogłam się oderwać.


Elizabeth Connery – Amerykanka – udaje się w podróż do nieznanej sobie Ukrainy, konkretnie Lwowa, gdzie zaginął jej mąż – Jeff. Jednak w odnalezieniu męża nie wystarczy jej tylko pobyt we Lwowie. A to co spotka Elizabeth w Ukrainie na pewno będzie dla niej czasem trudnym i sporym wyzwaniem. Wracając do Nowego Jorku Elizabeth na pewno nie będzie już tą samą kobietą, którą była przed swoim pobytem na Ukrainie.

Imię twoje… to nie tylko powieść obyczajowa, mamy tutaj wątek kryminalny, którym niewątpliwie jest  cała sprawa zaginięcia Jeffa. Stykają się tutaj dwa światy za sprawą amerykańskiej kobiety, której państwo zawsze było wolne i Ukrainy przedstawionej w szarych, dosyć nieciekawych kolorach, skorumpowanej i w trudnym położeniu. To także opowieść o silnej kobiecie, która jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko odnaleźć swojego męża. Jest tu także miejsce na miłość, która pojawia się niespodziewanie i objawia się w sposób w jaki ciężko jest ją pojąć.
„Uczucia chodzą swoimi drogami i nie ma sensu z nim walczyć.”/str.211/

Czytając Imię twoje…  byłam razem z bohaterką we Lwowie (który z chęcią bym zobaczyła) i wręcz czułam jak ona. Książka wciągnęła mnie całkowicie, każdą kartkę przewracałam niemal umierając z ciekawości co będzie dalej, choć pewnych rzeczy się domyślałam, gdyż nie jest to moja pierwsza książka Marii Nurowskiej. Po raz kolejny autorka dała mi wspaniałą historię, która pomimo swojej skomplikowanej i niezbyt przyjaznej atmosferze po raz kolejny dała mi niesamowity zapał.


Maria Nurowska zawsze w swoich książkach obsadza bohaterki twarde, nie bojące się wyzwań i czekających na nią trudności. Podobnie jak i Daria/Marta (Drzwi do piekła, Dom na krawędzi), Kasia i Asia (Nakarmić wilki, Requeim dla wilka) czy Ola (Tango dla trojga) Elizabeth nie jest w stanie cofnąć się przed niczym. Czym zyskała moją sympatię. Po Imię twoje… naprawdę warto sięgnąć, gdyż czytając ją znajdujemy się w właśnie tam, gdzie nasza bohaterka.

J.R.R. Tolkien - Hobbit



Do Hobbita przymierzyłam się bardzo długi czas. Pamiętam, że kiedyś, chyba jeszcze w podstawówce miałam w rękach, ale chyba jej wtedy nie przeczytałam. Nadrobiłam swoje zaległości teraz i uważam, że warto było. A ta książka, wstęp do trylogii Władca Pierścieni, jest  unikatowa i ponadczasowa, że czytanie jej w dowolnym wieku sprawia przyjemność.



Bilbo Baggins żyje sobie spokojnie w swoim domu pod Pagórkiem w Bag End, kiedy niespodziewanie odwiedza go czarodziej Gandalf. Cały swój dzień ma skrupulatnie zaplanowany. Jest szanowanym hobbitem i wszyscy są mu życzliwi. Następnego dnia po wizycie czarodzieja w jego domu zjawia się trzynastu kransnoludów, które chcą, aby ten potowarzyszył im w ich wyprawie do Samotnej Góry, gdzie smok Smaug położył pieczę nad ich skarbami i złotem. Wyprawa do najłatwiejszych nie należała i podczas tej wędrówki na małego hobbita czeka wiele niebezpiecznych przygód.

"Thorin, zwracając się do młodszych kransoludów, powtarzał często, że aby coś znaleźć trzeba poszukać. Istotnie, zazwyczaj kiedy się szuka, w końcu się coś znajduje, nie zawsze jednak dokładnie to, o co chodziło." /str.75/

Czytając Hobbita naprawdę przyjemnie spędziłam czas i całkowicie przeniosłam w świat bohaterów. Kiedy już weszłam w świat Tolkiena ciężko było mi się od niego oderwać. Książki przygodowe i fantastyczne czytam rzadko, a kiedy już sięgam po ten gatunek (choć szczerze nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakąś książkę przygodową) to zawsze są to powieści od których nie sposób mi się oderwać.  J.R.R. Tolkien stworzył naprawdę wspaniałą historię, w której i ten duży i ten mały znajdzie coś dla siebie i będzie wspaniale bawił się podczas jej czytania.

Niewątpliwie Hobbit jest pozycją znaną na całym świecie, a moim błędem był fakt, że tak późno zabrałam się za jej czytanie. Choć może nigdy nie ma za późno i tutaj nasuwa się automatycznie przysłowie: „lepiej późno niż wcale”. Prosta narracja w powieści J.R.R. Tolkiena tylko umilała lekturę naprawdę interesującej przygody. Czytanie niewątpliwie umilały znajdujące się w książce ilustracje, czy te kolorowe czy czarnobiałe, które mogły być uzupełnieniem naszych wyobrażeń. Mi jednak w głowie krążyły postacie filmowe, gdyż oglądałam zarówno Hobbita: Niezwykła podróż jak i Władcę Pierścieni, co jednak wyjątkowo nie przeszkodziło mi w odbiorze książki, gdyż sporo z filmu zapomniałam.


Po lekturze Hobbita mam jeszcze większą ochotę na przeczytanie całej trylogii Władca Pierścieni co miałam w planach już od jakiegoś czasu.  Hobbita mogę niewątpliwie polecić każdemu, który lubi nietuzinkowe historie pełne niebezpiecznych przygód. Jak już mówiłam jest to książka dla młodszych i starszych, bowiem można się z niej wiele nauczyć.

Stosik wrześniowy #9

Wrzesień był dla mnie bardzo pracowitym miesiącem. Wiązały się na to dwie kwestie: praktyki (najpierw w przedszkolu, a później w szkole) oraz praca. W między czasie był jeszcze odpust parafialny i też sporo pracy się z tym wiązało. Moje czytanie (i pisanie też) we wrześniu trochę ucierpiało, ale czas nie pozwalał. Jednak wrzesień był miesiącem bogatym, bo dostałam pierwszą wypłatę i zaszalałam. ( ! ) Nie będę przynudzała, tylko przejdę do mojego wrześniowego stosiku.



Hołownia Szymon - Last Minute (24 h chrześcijaństwa na świecie)
Przeczytałam na razie jedną książkę Szymona Hołowni Bóg - Życie i twórczość, ale chciałam przeczytać również inne. Kiedy przeglądałam ofertę księgarni Znak, stwierdziłam, że to będzie to i postanowiłam zamówić właśnie Last Minute, które już wkrótce mam zacząć czytać.

Krajewki Marek - W Otchłani Mroku
Zainteresowały mnie opinie na temat tej książki, jak i sama jej tematyka. Kupiłam ją dosyć impulsywnie i mam nadzieję, że nie będę tego żałowała.

Pacławski M. Emil OFM - Między dynią a krzyżem
Zainteresował mnie tytuł, a jest to pozycja traktująca o Halloween względem Kościoła Katolickiego. Mam nadzieję, że będzie ciekawa i dowiem się z niej czegoś nowego.

Schmitt Eric - Emmanuel - Intrygantki
Tego autora zna chyba każdy, ja czytałam tylko jedną jego książkę - Oskara i Panią Różę, choć do innych też się przymierzałam. Intrygantki to jednak nie proza, a dramat, co będzie pewnym urozmaiceniem, bowiem od czasu skończenia liceum nie miałam w rękach tego gatunku.

Nowenny w trudnych chwilach życia codziennego
Kilka modlitw w sytuacjach trudnych zawsze się przyda.

Iron Man 3  - film
Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam trzecią cześć Iron Mana, którą bardzo chciałam zobaczyć w kinie, ale zabrakło czasu. Ten film już przez mnie został obejrzany i można przeczytać jego recenzję, klikając w tytuł.

Czytaliście którąś z tych książek? Jakie są wasze odczucia?