Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Litera Nova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Litera Nova. Pokaż wszystkie posty

Michael Breus - Potęga kiedy. Żyj w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem.


Chciałbyś nauczyć się żyć zgodnie ze swoim rytmem? Nie potrafisz dostosować się do społeczeństwa? Kiedy masz energię Twoi znajomi już dawno są bez sił? A może cierpisz na bezsenność? Każdy z nas na pewno słyszał o zegarze biologicznym, ale w dzisiejszym świecie pełnym sztucznego światła, komputerów i smartfonów trudno nam przestawić się na życie zgodnie z naszym rytmem. Z pomocą przychodzi nam Michael Breus ze swoją książką „Potęga kiedy. Żyj w zgodzie ze swoim naturalnym rytmem.”, o której dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć.


Jak wspomniałam już we wstępie dzisiaj chciałabym przedstawić książkę, która może nauczyć nas odkryć własny chronorytm i zacząć żyć zgodnie z zegarem biologicznym. Autor książki nie jest pierwszym lepszym autorem z ulicy, który postanowił zgłębić wyżej wymieniony tematy. Wręcz przeciwnie doktor Michael Breus jest chronobiologiem i psychologiem klinicznym. Dzięki pracy ze swoimi pacjentami stworzył teorię chronotypów, która okazała się być przełomowa. Stworzył on program, który pomaga nam synchronizować nasze codzienne życie z wewnętrznym zegarem biologicznym. Pewnie powiecie, że życie z zgodnie z zegarem biologicznym jest niemożliwe. Czy da się pogodzić pracę i codzienne obowiązki w taki sposób, aby żyć zgodnie ze swoim chronotypem?

Jestem osobą, która przykłada dużą wagę do tego, aby budzić się codziennie o tej samej porze, aby kolejne czynności dnia robić dokładnie o tej samej porze. Czasami bywa to trudne, ale wypracowanie własnego rytmu było dla mnie procesem żmudnym. Kiedy usłyszałam o książce „Potęga kiedy” pomyślałam o tym, że to dobry moment, aby przekonać się czy żyje zgodnie ze swoim biologicznym zegarem. Jak poznać swój chronotyp i podporządkować swoje życie naturalnemu zegarowi? Dr Michael Breus stworzył krótki psychotest, który pomoże nam określić nasz własny chronotyp, który nosi nazwę czterech zwierząt:  delfina, lwa, niedźwiedzia i wilka. Kim jesteś? Zrobienie testu nie zajmie Ci więcej niż minutę [link]. W książce „Potęga kiedy” także znajdziemy ten test, aby w trakcie lektury książki przystosowywać informację zgodnie z naszym chronotypem.

Niejednokrotnie zabieramy się za pewne sprawy na przykład wieczorem i nie potrafimy podołać zadaniu, a następnego dnia rana wpadamy na innowacyjny pomysł. Tego właśnie możemy dowiedzieć się  czytając „Potęgę kiedy”, kluczem nie jest co i jak robimy, ale kiedy zabieramy się za pracę. Książka została podzielona na trzy części. W pierwszej dowiemy się jakim chronotypem jesteśmy i jak powinien wyglądać nasz modelowy dzień z życia, w drugiej poznamy najlepsze pory m.in. na zawieranie nowych znajomości, aktywność fizyczną czy zabawę. Trzecia ukazuje potęgę „kiedy” w codziennym życiu, to znajdziemy wzorcowe zegary dobowe dla poszczególnych chronotypów. Wszystkie części książki zostały napisane krótko, ale z treści możemy naprawdę wiele wynieść. Nie znajdziemy tu trudnych medycznych terminów, wręcz przeciwnie dr Breus przedstawił wszystko językiem zrozumiałym dla zwykłego szarego człowieka. Dla ambitnych i tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej autor przedstawia źródła przytaczanych badań. To także dowód na to, że nie są to bajeczki wyssane z palca, a właśnie podparte badaniami teorie, które pomogą nam lepiej funkcjonować.

Wszystko ma swój czas! I pora to odkryć. Jeśli jeszcze się wahasz czy warto sięgnąć po książkę „Potęga kiedy” to podpowiadam Ci, że nie ma na co czekać! Bo kto z nas nie chciałby pracować z większą produktywnością? Spać wystarczającą ilość godzin i czuć się wypoczętym? Chyba nie znajdzie się osoba, która nie chce pracować efektywnie i być zawsze wyspanym.


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

Agata Czykierda - Grabowska - Jak powietrze


Czasami sytuacje jakie stawia przed nami los są tragiczne, na pierwszy rzut oka, niosą ze sobą takie skutki jakich się po nich spodziewamy. Tak było właśnie z bohaterami książki „Jak powietrze” autorstwa Agaty Czykierdy – Grabowskiej o której dzisiaj chciałabym opowiedzieć.


„Jak powietrze” to pierwsza polska powieść New Adult jak głosi napis zawarty na okładce książki, czyli literatury opisujących życie dziewczyny po przejściach i chłopaka z problemami. Szukając w pamięci momentu, czy wcześniej czytałam książkę tego typu z zaskoczeniem stwierdziłam, że powieść pani Czykierdy – Grabowskiej była moją pierwszą z tego gatunku. Jaka się okazała? O tym opowiem za chwilę.

Oliwia, to na pozór dziewczyna, która ma wszystko to czego może chcieć osoba w jej życiu, choć to tylko pozory, bowiem dziewczyna zmaga się z bólem po śmierci ukochanej mamy. Dominik z kolei musi zajmować się dwójką swojego młodszego rodzeństwa i ledwo wiąże koniec z końcem. Ich drogi spotykają się, kiedy śpiesząca się Oliwia potrąca na pasach idącego Dominika i łamie mu nogę. Dziewczyna czuje się zobowiązana do tego, aby pomóc chłopakowi w opiece jego nad jego rodzeństwem.

Książka Agaty Czykierdy – Grabowskiej wciągnęła mnie od pierwszego zdania do ostatniego, choć spodziewałam się takiego finału to jednak z zapartym tchem śledziłam losy Oliwii i Dominika. „Jak powietrze” czytało się lekko i przyjemnie, czego trochę od niej oczekiwałam. Powieść idealnie wpasowała się w moje aktualne odczucia, co tylko spotęgowało fakt, iż w stu procentach przypadła mi do gustu. W „Jak powietrze” odnalazłam siebie sprzed lat, a to kolejny plus dla tej książki.

Historia zawarta w „Jak powietrze” jest prawdopodobna, bo przecież nigdy nie wiemy co wydarzy się nam następnego dnia. Język jakim posługiwała się autorka idealnie odzwierciedlał, to jacy byli bohaterowie, nie mieliśmy do czynienia ze sztucznością. Ciekawym zabiegiem było ukazywanie akcji zarówno ze strony Oliwii, jak i Dominika, co powodowało, że wiedzieliśmy wszystkie wydarzenia pod różnymi kątami.

Ze swojej strony nie mogę powiedzieć złego słowa na temat tej książki. Przyjemnie się ją czytało i naprawdę ciężko było zamknąć ją choćby na chwilę. Naprawdę udana pozycja.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Jessica Knoll - Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie


Szczęście, każdy z nas dąży do tego, aby być szczęśliwym. Mamy rożne sposoby, różne wyznaczniki szczęścia. Dla każdego znaczy bowiem ono coś zupełnie innego. Niekiedy traumatyczne przeżycie sprzed lat zmienia nas na tyle, że pragniemy, aby reszta naszego życia była pełna sukcesów i spokoju. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć na temat książki „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie”, którą miałam okazje niedawno przeczytać.


To debiut Jessici Knoll, autorka, aby napisać tę książkę porzuciła pracę w „Cosmopolitan”. Czy słusznie? Zaraz o tym opowiem. „Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” ma naprawdę ładną i przykuwającą wzrok okładkę, która zachęca nas, aby sięgnąć po to co jest w środku.  Zaczynałam czytać ją z lekkimi obawami… ale co było potem?

Ani pracuje w jednej z nowojorskich gazet, w niedługim czasie ma wyjść za mąż, za mężczyznę swojego życia. Dobrze usytuowanego. Niby jest szczęśliwą osobą, jednak przeszłość nie daje łatwo o sobie zapomnieć. Ani w okresie szkoły średniej przeszła małe piekło. Wszystko do niej wraca, kiedy zgadza się wystąpić w filmie dokumentalnym opisującym wydarzenia z przeszłości kobiety. Czy Ani jest rzeczywiście szczęśliwa? A może tylko udaje?

„Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie” pozornie na początku wydawała mi się nudna, ale później wraz z rozwojem akcji i poznaniem „przeszłości” Ani zaczęła być ciekawa i wprost nie mogłam się od niej oderwać. Jak zaczęła trzymać w napięciu, tak nie przestała do ostatnich stron, a finał zaskoczył mnie do reszty. Czytało się lekko, choć sama historia do takich nie należała. Autorka posługuje się językiem, który trafia do czytelnika i sprawia, że akcję śledzi się z wypiekami na twarzy. Nie spodziewałam się tak wiele od tej książki, a otrzymałam ciekawie napisany thriller, który zasługuje na uwagę.

Warto sięgnąć po „Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie” choćby z powodu niebanalnej historii. Można powiedzieć, że to książka o zmaganiu się z demonami przeszłości. Jessica Knoll zaliczyła naprawdę udany debiut, powieść przypadła mi do gustu i chętnie w przyszłości przeczytam inne spod pióra autorki. Mogę tylko serdecznie polecić i życzyć przyjemnej lektury.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

Jacek Cygan - Przeznaczenie, traf, przypadek


Lubię czasem poczytać krótkie formy literackie, tutaj opowiadania. Nie robię tego często, bo trudno mi znaleźć te w sam raz dla mnie. Najczęściej zdarza się tak, iż one same na mnie trafiają przypadkiem, bo ja nie doczytam, iż mam do czynienia ze zbiorem opowiadań. Wyjątkiem stanowić może książka „Przeznaczenie, traf, przypadek” Jacka Cygana, którą wybrałam świadomie wiedziona ciekawością jak twórca wielu znakomitych piosenek poradził sobie z opowiadaniami. Ciekawi tak i ja?


Jacek Cygan polski autor tekstów piosenek, napisał słowa do takich utworów jak „Dumka na dwa serca”, „Dziewczyny lubią brąz” czy „To nie ja” . Tym razem jednak możemy go poznać poprzez zbiór opowiadań o wzbudzającym zainteresowanie tytule „Przeznaczenie, traf, przypadek”. Znajdziemy tutaj dwadzieścia sześć opowieści, w którym głównym motywem jest właśnie, któryś z tych trzech słów będącym tytułem całego zbioru.  Byłam bardzo zaciekawiona tym co mogę znaleźć w tej książce. Jakie są moje odczucia?

Nie będę rozpisywała się na temat każdego z opowiadań, gdyż opisywanie wszystkich zajęłoby sporo czasu, a niektóre są na tyle krótkie, że trudno byłoby napisać cokolwiek, aby nie psuć radości z lektury. Wszystkie opowiadania i bohaterów, jak już wspomniałam wcześniej łączy to, iż z powodu szeregu błahych i pozornie nie mających znaczenie wydarzeń ich życie diametralnie się zmienia, czy to w sposób, iż są szczęśliwi, czy wręcz przeciwnie. Wszystko odbywa się zgodnie ze stwierdzeniem, iż niezbadane są wyroki boskie, lub jak kto woli ścieżki przeznaczenia.

Na mnie najsilniej podziałały trzy spośród wszystkich, mogłoby się wydawać, że to mało, ale zważywszy na to, iż żadne z opowiadań nie wpisało się na listę „nie podoba mi się” to cud, że w ogóle wybrałam trzy najlepsze. Pierwsze z nich to „Balon”, który wzbudził moją uwagę głównie samym zakończeniem, które niemalże rozbawiło mnie do łez, choć zakończenie wcale nie należy do tych najzabawniejszych. Urzekło mnie również to, w jaki sposób autor przedstawił całą historię i doprowadził do emocjonującego finału. Następne to „Trzy listki”, które oprócz wspomnianego przypadku, czy przeznaczenia niosą w sobie nadzieję, że nigdy nie jest za późno, aby zacząć żyć. Ostatnie, które chciałabym tutaj wyróżnić to „Giulietta”, opowiadanie, które pokazuje tak naprawdę jaki świat, że ludzie oceniają tylko po tym co widzą, nie zagłębiając się w szczegóły, bo przecież po co, lepiej oceniać.

Śmiało mogę powiedzieć, że w moje ręce trafił zbiór, który zostaje w pamięci na dłużej. Choćby dlatego, iż nie raz nasze życie jest pasmem takich przypadków, które całkowicie zmieniają bardzo często poukładany świat. Każde z opowiadań czyta się lekko, jednym tchem i czasem szkoda, że to koniec i nie ma dalszej opowieści. Sądziłam, że czytanie tych historii zajmie mi więcej czasu, przecież ja każde opowiadanie muszę przetrawić, ale tym razem było inaczej. Czytałam jedno po drugim rozkoszując się lekkim piórem autora i cudownymi opowieściami.

Tak, wiecie co napiszę, że gorąco polecam lekturę „Przeznaczenia, trafu, przypadku”, ja po prostu nie mogę inaczej. Nie zawiodłam się na tej książce i na pewno do pojedynczych opowiadań będę powracać.

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova


Dorota Gąsiorowska - Primabalerina [PRZEDPREMIEROWO]


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA ! PREMIERA KSIĄŻKI 17 LUTEGO 2016!

"Każda podróż otwiera przed nami nowe możliwości. Nie opieraj się dłużej zmianom." *

Życie piszę nam nie raz niespodziewane scenariusze. W jednym dniu bowiem, cały nasz świat jest w stanie obrócić o 180 stopni. Bywa i tak, że jedna decyzja zmienia wszystko. Skąd takie przemyślenia? Bo dzisiaj chciałabym Wam przedpremierowo opowiedzieć o książce Doroty Gąsiorowskiej


„Primabalerina” to kolejna książka wspomnianej już autorki, która przed rokiem zadebiutowała powieścią „Obietnica Łucji”. Debiut autorki był ciepło przyjęty, jednak historia w tej książce jest zupełnie inna, ale czy udana? O tym dowiecie się w dalszej części tej recenzji.

Nina mieszka w Krakowie, jest sierotą, wychowywaną przez siostry. Pracuje w domu spokojnej starości, gdzie poznaje pewną staruszkę Irmę. Pomiędzy starszą panią a Niną wywiązuje się przyjaźń, która przyniesie bohaterce dużo zmian. Pewnego dnia Irma umiera i pozostawia Ninie swoją kamienicę, która znajduje się we Lwowie. Nina długo zwleka z wyjazdem na Ukrainę, ale kiedy już się decyduje – jej życie zdecydowanie się zmienia. W mieszkaniu znajduje także porcelanową primabalerinę, która jak się okazuje ma wpływ na życie Niny, jaki? Tego nie zdradzę.

Książkę Doroty Gąsiorowskiej czytało się naprawdę przyjemnie, bowiem język powieści był prosty, ale równocześnie miał w sobie coś magnetycznego, akcja toczyła się szybko, ale nie można było się w jej trakcie nudzić. „Primabalerina”  jest zupełnie inna, niż „Obietnica Łucji”  i trudno szukać pomiędzy książkami podobieństw. Jedyne możemy dostrzec podobieństwa pomiędzy stylem autorki. Historia, którą mogłam przeczytać na kartach „Primabaleriny” momentami była dla mnie nieprawdopodobna, choć w naszym życiu także zdarzają się nieoczekiwane zbiegi okoliczności, które na pierwszy rzut oka wydają się niemożliwe. „Primabalerina” to powieść typowo kobieca, która umili czas w zimowy wieczór, ale idealnie nada się na ciepłe popołudnie.

Do przeczytania nowej powieści Doroty Gąsiorowskiej podeszłam z wielkim entuzjazmem, gdyż „Obietnica Łucji” bardzo mi się spodobała i byłam ciekawa jaka będzie kolejna historia spod pióra autorki. Nie zawiodłam się, muszę to powiedzieć głośno, a nawet świetnie bawiłam się w trakcie czytania tej książki. Gwarantuję, że nie można się od niej oderwać, a czasami nawet i na naszej twarzy pojawi się szczery uśmiech. Gorąco polecam tę książkę, tak warto po nią sięgnąć.


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak LiteraNova


 * cytat z książki 


Clara Sanchez - Widok z nieba

Niekiedy sukces idzie w parze ze szczęściem, a niekiedy nie. Co zrobić, kiedy nasze pozornie poukładane i cudowne życie okazuje się takim nie być? Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o książce, która w trakcie czytania i przed nim bardzo mnie intrygowała, a jest to „Widok z nieba” Clary Sanchez.


Patrica jest modelką, dodać należy, że całkiem dobrze zarabiającą modelką. Pewnego dnia podczas lotu z New Delhi spotyka kobietę, która mówi jej, że ktoś czyha na jej życie. Jednak Patrica nie traktuje tego poważnie, bo kto chciałby ją zabić? Jednak po jakimś czasie, kiedy dochodzi do splotu nieoczekiwanych zdarzeń modelka zaczyna się zastanawiać nad swoim życiem, tym jak wygląda, z kim je dzieli i jak może wyglądać, kiedy skończy się jej umowa z agencją i co gorsza, kto pragnie jej śmierci.

Czytałam „Widok z nieba” i zastanawiałam się co w niej takie niezwykłego, nie była to książka zła, bo czytało mi się ja szybko i lekko. Na okładce otrzymujemy informację, że jest to powieść nagrodzona Premio Planet, czyli największą hiszpańską nagrodą literacką. Czy na nią zasłużyła? Dla mnie czegoś w niej brakowało, cały czas zastanawiałam się co będzie dalej i o czym tak właściwie jest ta książka. Nie to, że była nudna, ale w niektórych momentach czegoś brakowało.
Nigdy wcześniej nie czytałam żadnej książki autorki, więc byłam jej bardzo ciekawa i muszę powiedzieć, że początek bardzo mnie zachęcił do dalszej lektury. Może i „Widok z nieba” nie do końca był tym, czego szukam to jednak samo czytanie było dla mnie przyjemne i nie męczyło, choć niekiedy miałam ochotę strzelić bohaterce i bohaterom w twarz [ale czasem tak po prostu jest], ale z miłą chęcią sięgnę po inne powieści Clary Sanchez dla porównania, gdyż styl tejże autorki w pewnym sensie przypadł mi do gustu.

„Widok z nieba” to opowieść o rewizji życia, w tym wypadku bohaterką była modelka, której otworzyły się oczy jakie to jej życie było pozorne. Na pierwszy rzut zwróciłam uwagę na jej pustą relację z mężem, który nie tylko żerował na swojej żonie, ale też obciążał swoimi niepowodzeniami. Relacje z rodziną też nie są takie, jakie być powinny, nie wspominając o innych związkach bohaterki.
Podsumowując „Widok z nieba” to książka interesująca i potrafiąca wciągnąć czytelnika, jednak mi czegoś zabrakło. Można jednak w trakcie lektury nieco odpocząć, ale też i zrewidować swoje życie. Ocenę pozostawiam Wam, dla mnie mogło być lepiej.


Za książkę dziękuję Społecznemu Instytutowi Wydawniczemu Znak

A.S.A. Harrison - W cieniu


Do czego jesteśmy zdolni się posunąć, kiedy cały nasz świat wydaje się legnąć w gruzach? Czasami jedna decyzja może pociągnąć za sobą pasmo innych, czasami przeszłość skutecznie odbija się na teraźniejszości. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć kilka słów na temat „W cieniu” , thrillera psychologicznego, którego miałam okazję niedawno czytać.


Thrillery to gatunek, po który lubię sięgać, a kiedy idzie on w parze z psychologią to tym bardziej. „W cieniu” przyciągnęło moją uwagę od razu, przede wszystkim okładką: mroczną, tajemniczą, zachęcającą do sięgnięcia do środka. Na tej samej okładce wyczytać można, że powieść pani Harrison otrzymała nagrodę „Guardiana” dla najlepszego thrillera, po takiej informacji można oczekiwać dobrej lektury. Jak było naprawdę?

„W cieniu” to debiutancka powieść Susan Harrison piszącej pod pseudonimem A.S.A. Harrison, kanadyjskiej pisarki, zmarłej na raka w kwietniu 2013 roku. Przed śmiercią pisała kolejny thriller psychologiczny, którego nie zdołała skończyć.

Todd i Jodi wiodą spokojne życie. Ona jest psychoterapeutą, on przedsiębiorcą dobrze prosperującej firmy. Pewnego jednak dnia życie Jodi zaczyna się walić, bowiem Todd postanawia odejść do młodszej kobiety. Ogarnia ją zakłopotanie o to, jak będzie wyglądało jej życie, kiedy Todd przepisze wszystko na swoją nową partnerkę. Poszukuje rozwiązania, które pomoże wyjść jej bez większych strat z całej sytuacji.

Przyznać się muszę, że pani Susan Harrison już jednym wprowadzonym zabiegiem literackim wzbudziła moją ciekawość, a mianowicie tym, że całą fabułę podzieliła na widzianą tą oczami Jodi i tą widzianą Todda. Osobiście bardzo lubię to w książkach, kiedy akcja toczy się z dwóch stron. Sama fabuła toczyła się powoli i pozwalała czytelnikowi wejść w świat powieści. Jodi od razu wzbudziła u mnie sympatię, choć z pewnością nie wybrałabym się do niej na sesję terapeutyczną. Jako psycholog trochę mnie odstraszała, ale jako człowiek już mniej. Z Toddem było mi trudniej, drażniły mnie jego zachowania. „W cieniu” czytało mi się bardzo dobrze, choć jak to u mnie z książkami z tłem psychologicznym, musiałam sobie pewne rzeczy przemyśleć i poukładać. Nie potrafiłam przeczytać tej książki jednym tchem i po prostu o niej zapomnieć, nawet napisanie recenzji przychodzi mi z trudem, bo wciąż nie poukładały się moje myśli po lekturze tej powieści. Muszę przyznać, że pani Susan Harrison napisała trzymający w napięciu thriller, który swoim finałem mocno mnie zaskoczył. Nie wiedziałam, czego się po tej powieści spodziewać, nie oczekiwałam także po niej zbyt wiele. Nie zawiodłam się tego mogę być pewna, „W cieniu” niemal w 100% trafiło w mój czytelniczy gust.

Podsumowując „W cieniu” to zgrabnie i ciekawie napisany thriller psychologiczny, który w moim przypadku zapadnie mi długo w pamięci. Na pewno jest to pozycja warta uwagi. Ze swojej strony mogę śmiało polecić lekturę powieści pani Harrison, a czy dla Ciebie będzie to lektura ciekawa i przyjemna to się okaże, ja serdecznie Ci tego życzę.


Za możliwość przeczytania dziękuję Społecznemu Instytutowi Wydawniczemu „Znak”

E - E. Schmitt - Intrygantki


Od czasów skończenia liceum nie miałam w rękach dramatu, aż do momentu, kiedy kupiłam Intrygantki Erica – Emmaneula Schmitta. Wiadomo dramaty czyta się inaczej, aniżeli epikę, jednak ta książka okazała się naprawdę doskonałym wyborem. Okładka może wprowadzić czytelnika w błąd, gdyż widząc ją na myśl przychodzi, że będzie to książka z literatury kobiecej, a jednak.

„Sam nie wiem, czego nienawidzę bardziej, snu czy jawy...Snu, bo się z sobą rozstaję - jawy, bo znów się z sobą spotykam.”
Intrygantki to tak naprawdę cztery sztuki. Każda traktuje o czymś innym, każda wlewa w nas wątpliwości i zmusza do refleksji. Nad życiem, nad sensem dobra i zła, nad istnieniem Boga i Szatana. Pierwsza„Noc w Valognes to historia pewnego Don Juana w trzech aktach, nad którym jego kobiety z przeszłości urządzają sąd. Do wyboru ma dwa wyjścia: oddać się w ręce policji i spędzić resztę życia w Bastylii lub zostać mężem jednej ze swoich ofiar – młodziutkiej Angelice de Chiffreville. Sąd jednak zakończy się nieco inaczej, niż wyobrażały to sobie kobiety. Druga pod tytułem „Gość” to dzieje się w Austrii po zajęciu jej przez Hitlera. Sigmund Freud waha się nad opuszczeniem swojej ojczyzny. Niespodziewanie w jego mieszkaniu pojawia się Nieznajomy, który rozmawia ze znanym lekarzem na tematy związane z życiem, jednak w ich rozmowie poruszony został także wątek wiary w Boga. Trzecia sztuka to monolog o dość nieprzyjemnym tytule Knebel to wyznania pewnego człowieka, opowiada on historię swojego życia, która przepełniona była chorobą. Jednak Dawid, bo tak ma na imię bohater nie żałuje jej. Ostatnia sztuka o tytule Szatańska filozofia to rozmowa Diabła ze swoimi sługami, a także i Doktorem, który pragnie pomóc Szatanowi w polepszeniu samopoczucia, które upadło z powodu, tego iż nie zadowolony z tego co dzieje się na świecie. Diabelscy słudzy wpadają na pewien pomysł, który sprawi, że Pan Ciemności polepszy sobie nastrój. Gość, Knebel i Szatańska filozofia są sztukami jednoaktowymi

Każda z czterech sztuk była inna, każda zastanawiała nad czymś innym. Nie jestem w stanie powiedzieć, która spośród nich podobała mi się najbardziej, gdyż każda traktowała o czymś innym. Wiem jednak, że najmniej spośród tych czterech dramatów podobał mi się Knebel. Noc w Valognes zadziwiała swoją prostotą i uknutą przez Księżną intrygą. Gość zmuszał do zastanowienia się nad życiem i znalezieniem odpowiedzi na pytanie: „Co ja bym zrobił gdyby w moim mieszkaniu zjawił się Nieznajomy? Jak bym zareagował?”. Zaś Szatańska filozofia w jakiś sposób uświadomiła mi to, co już wiedziałam, że Szatan zwycięża przez to, że ludzie w niego nie wierzą.

„Mądrość często polega na tym, żeby poddać się szaleństwu, a nie rozumowi.”

Czytając Intrygantki niemal przeniosłam się do teatru i oczami wyobraźni oglądałam wszystkie dramaty. Był to naprawdę udany powrót do tego rodzaju literatury. Podczas lektury niemal zatęskniłam za grą w teatrze i jeszcze mocniej zapragnęłam wybrać się na jakąś sztukę. Bardzo dobrze spędziłam czas czytając to co chciał nam przekazać Eric – Emmanuel Schmitt. Tę pozycję mogę tylko serdecznie polecić (pod warunkiem, że ktoś lubi czytać dramaty).