Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tim Burton. Pokaż wszystkie posty

Dzień filmów krótkometrażowych

Jak w każdą sobotę postanowiłam obejrzeć jakiś film. W tym celu jak zwykle przeglądałam rekomendacje na filmwebie, żeby znaleźć coś interesującego, gdyż zbyt wiele filmów chcę obejrzeć i tak wpadłam w wir filmów krótkometrażowych.

Zaczęło się od polskiego filmu - etiudy w reżyserii Natalii Brożyńskiej - pod tytułem Drzące trąby, który możecie obejrzeć poniżej. Jeśli chodzi o tą animację, ciężko ją zrozumieć, ale można się pośmiać. Jak i to z karykaturalnych postaci jakimi są bohaterowie filmu Pafnucek i Kalasanty, jak i tekstów, które zapadają w pamięć np.: "ty jesteś taki, a ja myślałem, że ty jesteś owaki" lub "Przyjechałeś do mnie z siekierką, znaczy, że też nie jestem ci obojętny". Trudno cokolwiek powiedzieć na temat tego film, gdyż jest on naprawdę bardzo specyficzną produkcją.
Ocena: brak oceny


Kolejny film, który obejrzałam to Ptasie Sprawki - animacja bardzo zabawna i trwająca zaledwie trzy minuty. Możemy tutaj zaobserwować "złośliwość" ptaków, która obraca się przeciwko nim samym. Ten filmik pomimo swojego krótkiego czasu trwania potrafi wiele nauczyć.
Ocena: 7/10


Następny to kolejny polski film, tym razem surrealistyczne twór z 1971 roku pod tytułem Jak działa jamniczek. Jak już napisałam na początku jest to animacja surrealistyczna, a tym samym nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie osobiście Jak działa jamniczek bardzo się spodobał. Całego animuszu tej animacji nadawała narracja, która tylko podkreślała inność i odrębność tego filmu.
Ocena: 8/10


Going Green to kolejna krótkometrażowa animacja. Jej bohaterami są światła drogowe, które postanawiają stać się drzewem. Jednak ta pozycja na tle tych wszystkich dzisiaj obejrzanych wypada najsłabiej. Mimo to oglądając ją uśmiechnęłam się parę razy. Nie jest to film, który koniecznie warto obejrzeć. Podobała mi się grafika w tej produkcji, a także wygląd świateł drogowych, który mnie osobiście mocno zastanowił.
Ocena: 5/10

Invention of Love urzekł mnie chyba najbardziej ze wszystkich tych oglądanych po raz pierwszy. Ten krótkometrażowy film utrzymany w stylizacji steampunkowej to smutna historia o miłości. Kobieta zakochuje się w mężczyźnie, ten zabiera ją do swojego zmechanizowanego świata, w którym kobieta nie może się odnaleźć i gaśnie. Historia bardzo wzruszająca, w moim oku zakręciła się łza. Myślę, że tę pozycję mogę gorąco polecić, gdyż jest to naprawdę dobrze zrealizowany krótkometrażowy film.
Ocena: 9/10


Odbijany bardzo urzekł mnie swoim morałem z którego wynika, że w życiu nie zawsze jest łatwo. Animacja przyjemna i lekka, którą ogląda się z ogromną przyjemnością, bo można z niej naprawdę wynieść dobre treści. Idealna do puszczenia dziecku, gdyż jest ona w języku polskim i jej teksty są rymowane i zabawne. Każdy ten duży i mały znajdzie w niej coś dla siebie.
Ocena: 9/10


Na koniec zostawiłam animację krótkometrażową w reżyserii Tima Burtona o tytule Vincent, którą już oglądałam przed rokiem. Jest to historia chłopca Vincenta Malloya, który pragnie stać się taki jak jego idol - Vincent Price. Chłopiec coraz bardziej popada w samotność i mrok, że zatraca samego siebie. Całość animacji dopełnia narracja Vicenta Price'a, która idealnie oddaje dramatyzm występujący w tej animacji. Jest to również produkcja, która jest kwintesencją tego co oferuje nam Tim Burton w swoich filmach. Bardzo serdecznie polecam ten film, warto!
Ocena: 9/10

Doskonale zdaję sobie tego sprawę, że mogłam obejrzeć jeden pełnometrażowy film, ale w dniu dzisiejszym miałam ochotę obejrzeć kilka krótszych filmów. Uważam, że był to czas jak najbardziej dobrze spędzony, a każdy z tych filmów w jakiś sposób na mnie wpłynął. Zachęcam wszystkich do obejrzenia wyżej wymienionych filmów. Dodatkowo dzisiaj obejrzałam jeszcze pierwszy film w dziejach, czyli Wyjście z fabryki braci Lumiere



Edward Nożycoręki


Tytuł oryginalny: Edward Scissorhands
Gatunek: Dramat, Fantasy
Produkcja: USA
Premiera: 6 grudnia 1990 (świat)
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Tim Burton, Caroline Thompson
Muzyka: Danny Elfman

Wstyd się przyznać, ale do tej pory nie widziałam filmu tak znanego jak Edward Nożycoręki, oczywiście swój brak już naprawiłam i obejrzałam tę produkcję Tima Burtona. O tym filmie słyszałam wiele, że dobry i tak dalej, ale ja oglądając film staram się jak najbardziej obiektywnie podejść do danej produkcji, tak samo było z Edwardem Nożycorękim. Jeśli mam być szczera to zawsze jakoś inaczej wyobrażałam sobie tę historię, ale to co pokazał Burton niezwykle mi się podobało, ale do tego wątku jeszcze powrócę.
Film opowiada o stworzonym przez cudownego wynalazcę (Vincent Price) mieszkającego na uboczu w wielkim zamczysko chłopca – cyborga (Johnny Depp), który zamiast rąk ma nożyce. Chłopakowi na imię jest Edward i gdy jego „ojciec” umiera zostaje on sam. Pomimo swojego przerażającego wyglądu – nożyce zamiast rąk – jest osobą wrażliwą, posiadającą serce i zdolność kochania, która nie chce wyrządzić nikomu krzywdy. Posiada on także ogromny talent, za pomocą swoich nożyc, potrafi tworzyć niesamowite figury z drzew i żywopłotów,  a jak się później okazje także przycinać włosy. Pewnego dnia jedna z miejscowych kobiet Peg zabiera go do swojego domu i tu zaczyna się cały film.




Edwarda Nożycorękiego oglądało się z ogromną przyjemnością, choć cała historia do wesołych nie należała. Edward choć z wyglądu przerażający okazał się być postacią pełną dobra i bardziej godną zaufania, aniżeli miejscowe kobiety, które dopóki Edward robił to czego chciały były nim zachwycone, a kiedy to się skończyło stanęły przeciwko niemu. W produkcji tej nie zabrakło groteski, która w filmach Tima Burtona pojawia się niemal zawsze. Najbardziej jednak rozbawiła mnie rzeczywistość, w której działa się akcja. Wszystkie domy i samochody były identyczne, wyróżniał ich tylko od siebie kolor, choć wszystkie były w takich samych pastelowych barwach. Pomimo tego, że społeczeństwo było mocno zarysowane i momentami bardzo stereotypowe to jednak produkcję oglądało się świetnie.

Przy Edwardzie Nożycorękim warto zwrócić uwagę na wspaniałą i świetnie oddającą klimat filmu muzykę Danny’ego Elfmana, która w sposób mistrzowski wpasowywała się w nastrój panujący w produkcji. Jeśli chodzi zaś o kwestię aktorów to niezwykle urzekł mnie w roli Edwarda Johnny Depp, którego coraz bardziej doceniam jako aktora, także Winona Ryder w roli Kim według mnie wypadła doskonale.

Winona Ryder, Johnny Depp
Oglądając Edwarda Nożycorękiego nie możemy powiedzieć, że jest to film nudny, bo pomimo swojej inności każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Jak to już bywa w produkcjach Tima Burtona kończy się on morałem, który każdy z nas odczytuje na swój sposób. Może i historia nie kończy się doskonałym happy endem, w zasadzie sam film jest zaklasyfikowany jako dramat, ale Edward Nożycoręki obfituje w wiele zabawnych sytuacji. Bardzo polecam ten film tym wszystkim, którzy jeszcze go nie wiedzieli, bo jest co zobaczyć. Muszę jeszcze dodać, że pod koniec filmu łzy stały mi w oczach.


Moja ocena:  9/10

(źródło zdjęć: filmweb.pl)

Filmowe podsumowanie roku 2012


Także wypadałoby podsumować obejrzane przeze mnie filmów, tu według mnie jest o wiele lepiej, aniżeli z książkami. Obejrzałam ich dużo i to filmów różnorakich, przede wszystkim z czego jestem dumna, obejrzałam pozycję do których przymierzałam się już jakiś czas (nie dokończyłam jednak postanowienia na rok 2011). W tym roku zaczęłam oglądać aż trzy seriale (!), co dla mnie jest czymś niewiarygodnym. Wybrałam się do kina na film Woody'ego Allena, który jest niewątpliwie moim ulubionym reżyserem, a to sukces z mojej strony, bo już parę razy chciałam iść do kina na jakiś film Allena, ale zawsze było mi nie po drodze.W kinie byłam na siedmiu filmach, dla mnie to wyczyn, gdyż w ostatnim czasie rzadko bywałam w kinie.Ze swoich planów filmowych na ten rok nie obejrzałam tylko kilku filmów. Obejrzałam Amelię, do której przymierzam się w zasadzie już od zeszłego roku. Dużo filmów obejrzałam na HBO, które pojawiło się w naszym abonamencie we wrześniu, wiele obejrzałam też filmów po raz któryś, ale ja lubię wracać, szczególnie do ulubionych filmów. Tymczasem w roku 2012 obejrzałam filmy takie jak(oznaczone gwiazdką obejrzałam w kinie):
  1. Kaznodzieja z karabinem 
  2. Kobieta Kot
  3. Frankenweenie*
  4. Sucker Punch
  5. Szósty zmysł
  6. Saga Zmierzch: Przed Świtem cz.2
  7. Obcy
  8. Kłopoty z żołędziami
  9. Odlot
  10. Bestia
  11. Dystrykt 9
  12. Prometeusz
  13. Harry Potter i Insygnia Śmierci cz.2
  14. Uprowadzona 2*
  15. Postrach Nocy
  16. Spotkanie
  17. Punisher
  18. Miłość na żądanie
  19. Dorian Gray
  20. Żona na niby
  21. Przeznaczone do burdelu
  22. Nietykalni
  23. Giganci ze stali
  24. Poznasz przystojnego bruneta
  25. Zombieland
  26. Obława
  27. Mroczne cienie
  28. Smerfy
  29. Planeta 51
  30. Osmosis Jones
  31. Invictus - Niepokonany
  32. Służące
  33. Auta 2
  34. 1920: Bitwa Warszawska
  35. Muppety
  36. Miasteczko Halloween
  37. Zakochani w Rzymie*
  38. Iniemamocni
  39. Jestem numerem cztery
  40. Capitan America: Pierwsze starcie
  41. Rozmowy nocą
  42. Bandyta
  43. Turysta
  44. Odrzucone
  45. Skazani na Shawshank
  46. Król Lew
  47. Dzieci Kukurydzy
  48. Źródło
  49. Sweeney Todd: Demoniczny golibrody z Fleet Street
  50. Kołysanka
  51. Avengers*
  52. Pamiętnik
  53. Królewna Śnieżka i Łowca*
  54. Śniadanie u Tiffany'ego
  55. 1408
  56. Gorączka złota
  57. Dziewczyna z tatuażem
  58. Vincent
  59. Artysta
  60. Amityville
  61. Wzgórze nadziei
  62. Kot w butach
  63. Gabinet doktora Calligari
  64. Nosferatu Symfonia Grozy
  65. Anastazja
  66. Liga niezwykłych dżentelmenów
  67. Zakochany kundel
  68. Upiór w operze
  69. Jak wytresować smoka?
  70. Co nas kręci, co nas podnieca
  71. Jak zostać królem?
  72. Jeździec bez głowy
  73. Seksmisja
  74. Ghost Rider 2
  75. Prestiż
  76. Burleska
  77. Sok z żuka
  78. August Rush (Cudowne dziecko)
  79. Underworld
  80. Kac Vegas w Bangoku
  81. 360*
  82. Parnassus
  83. Australia
  84. Van Helsing
  85. Looper
  86. Amelia
  87. Toy Story 2
  88. Kevin sam w domu
  89. Kevin sam w Nowym Jorku
  90. Zróbmy sobie wnuka
  91. Opowieści z Narnii: Książę Kaspian
  92. Sezon na misia
  93. Odważni
  94. Ognioodporni (Próba ogniowa)
  95. Hobbit: Niezwykła podróż*
Z filmów obejrzanych w kinie najbardziej cieszę się, że udało mi się wybrać na Hobbita (dla którego poświęcę post), Avengers i na Frankenweenie.

Zaczęte i skończone seriale:
  1. Pamiętniki Wampirów (zakończyłam oglądanie)
  2. Grimm 
  3. White Collar 
  4. Moonlight
  5. The Walking Dead
A jakież mam filmowe plany na rok 2013? Znając życie filmy znajdą się w ciągu roku, bo lista filmów, które chcę obejrzeć jest dłuższa niż krótsza, ale jeśli chodzi o premiery, które będą miały miejsce w roku 2013 to chce obejrzeć: Iron Man 3 - uwielbiam ekranizacje komiksów Marvela, więc czemu miałaby tego filmu nie obejrzeć, szczególnie, że Iron Man jest dla mnie dosyć interesujący;
Intruz  - pokochałam książkę, z przyjemnością obejrzę film;
i z pewnością coś w reżyserii Woody'ego Allena czy Tima Burtona, o ile moi ulubieńcy uraczą mnie czymś nowym.

Miasteczko Halloween (Koszmar przed Gwiazdką)

Tytuł oryginalny: Nightmare Before Christmas, The
Gatunek: Fantasy, Animacja, Musical
Produkcja: USA
Premiera: 16 grudnia 1994 (Polska), 9 października 1993 (świat)
Reżyseria: Henry Selick
Scenariusz: Michael McDowell, Caroline Thompson
Muzyka: Danny Elfman
Na podstawie: Tim Burton (materiały do scenariusza, historia, postacie)

Nightmare Before Christmas to film traktujący równocześnie o Gwiazdce - świętach Bożego Narodzenia jak i również Halloween. Oba te święta ścierają się tutaj za sprawą mieszkańców miasteczka Halloween - straszydeł, truposzczaków, wampirów itd., którzy odpowiedzialni są za organizowanie co roku Halloween, ale ich największa gwiazda - Król Dyń - Jack Skellington znudzony jest byciem ciągle tym, który straszy, trafia on więc przypadkiem do Miasteczka Gwiazdki i jest oczarowany tymi światełkami, śniegiem, choinką i wszystkim co związane z Bożym Narodzeniem. Jack postanawia więc, że w tym roku to oni mieszkańcy straszliwego Halloween zorganizują Gwiazdkę. Rozpoczynają przygotowania, robią prezenty, dla Jacka szyty jest strój Świętego Mikołaja (Śniętego Mikołaja - jak nazywa go Jack), a wysłana grupa trzech dzieciaków - potworków wysłana jest do Miasteczka Gwiazdki, aby porwać i uwięzić przed Bożym Narodzeniem Mikołaja, aby to w tym roku Jack wraz z innymi mieszkańcami Halloween urządził gwiazdkę.

Animacja, która jest dosyć kontrowersyjna, bowiem może niektórych bulwersować fakt, że święta Bożego Narodzenia, które są tak wspaniałym świętem zostały na równi ukazane z Halloween, które do chrześcijańskiej tradycji nie należy. Nightmare before Christmas to film przełożony z gruntu amerykańskiego, z tego też względu niektóre zwyczaje są odmienne od tych znanych nam, ale to jest nieważne. Ja Miasteczko Halloween polubiłam głównie za ten panujący w nim czarny humor, choć bardziej wolę Beetle Juice albo Gnijącą Pannę Młodą, to jednak Nightmare before Christmas nie odstaje od innych Burtnowskich produkcji. Ma swój klimat, a przewijające się w nim wątki dwóch sprzecznych ze sobą świąt pokazują wyłącznie jak różne są oba święta i że kiedy jesteśmy stworzeni do czegoś innego nie możemy stworzyć nagle czegoś innego. Bowiem mieszkańcy miasteczka Halloween pomimo tego, że chcieli przecież dobrze, zorganizować wesołą gwiazdkę, nie potrafili stworzyć dobrych rzeczy, bo ich powołaniem jest straszenie. Animacja ta trochę różnicuje świat na czarny i biały, ale pokazuje równocześnie, że w każdym jest odrobina dobra.

Nightmare before Christmas oglądałam kilkakrotnie, pierwszy raz w sierpniu tego roku, zachciało mi się bowiem świąt i ich klimatu, wtedy obejrzałam ten film w wersji z dubbingiem, który jest naprawdę dobrze zrobiony i przyjemnie ogląda się i słucha. Dokładnie wczoraj, a w zasadzie to już dziś oglądałam ten film po raz drugi, w wersji oryginalnej po angielsku z angielskimi napisami. Obie wersje są dobre i przyjemnie się je ogląda, zdecydowanie bardziej wolę filmy z napisami (polskimi), gdyż lubię wyłapywać zwroty lub słówka w języku angielskim, ale wersja z dubbingiem w przypadku tej produkcji nie jest gorsza od oryginału i za to należy się ogromny plus. Wczoraj (dzisiaj) oglądałam ten film z angielskimi napisami, żeby wyłapać więcej zwrotów, słówek związanych ze świętami, udało mi się to najważniejsze, a poza tym wiele zrozumiałam z tego filmu (choć pewnie jest to spowodowane tym, że już go po prostu widziałam). Oceniłam ten film na 8/10 (wg oceniania na filmweb.pl), bowiem jest on warty uwagi, ale należy podejść do niego z dystansem, przede wszystkim nie jest to film, który można ze spokojem puścić dziecku.

Wesołych Świąt!




Frankenweenie (2012)

Źródło: filmweb.pl
Gatunek: Animacja, Horror, Komedia
Produkcja: USA
Premiera: 7 grudnia 2012 (Polska), 20 września 2012 (świat)
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: John August
Muzyka: Danny Elfman
Dystrybucja: Disney

Na ten film Tima Burtona chciałam się wybrać odkąd o nim usłyszałam, a było to dosyć dawno. Na Frankenweenie wybrałam się wczoraj z siostrą, która podarowała mi bilet na ten film jako prezent urodzinowy.

Frankeweenie opowiada historię chłopca - Victora Frankensteina -, który nie ma zbyt wielu przyjaciół, lubi świat fizyki, a jego jednym kompanem jest pies - Sparky. Do szkoły przybywa nowy nauczyciel fizyki, który ogłasza konkurs na eksperyment, w między czasie pies Victora zostaje potrącony przez samochód i ginie. Chłopiec nie może pogodzić się ze śmiercią swojego najlepszego i jedynego przyjaciela, więc zachęcony podczas lekcji próbuje ożywić swojego psa, za pomocą elektryczności i piorunów i udaje mu się. Musi jednak ukrywać swojego psa, przed sąsiadami, jednak gdy pies ucieka, a sprawa wychodzi na jaw. Victor musi przezwyciężyć siły zła.

Wiem jedno, pomimo tego, że jest bajka, której dystrubucją zajmuje się Disney i wybrałabym się na ten film do kina z dzieckiem, może prezentuje wartości i ma pewne przesłanie, to jednak jego formuła czarna komedia z nutką horroru, nie jest odpowiednia dla dzieci - tych młodszych, bo starsze odnalazło by się w tym filmie doskonale.

Film mi się podobał i trafił do kanonu ulubionych pośród filmów Tima Burtona. Film, a raczej animacja jest czarno - biała, co dla mnie jest ogromnym atutem tego filmu, Frankenweenie obejrzałam w wersji z napisami, gdyż nie potrzebowałam mieć dubbingu. Warto tu wspomnieć, że postacią "potwora" Frankensteina zainteresowałam się w momencie zetknięcia się z filmem Van Helsing. Frankenweenie ukazuje to wszystko w inny sposób, pokazuje jak trudne dla dziecka jest rozstanie z kochanym zwierzęciem, a także co jest pointą filmu, że kiedy wkładamy w coś serce to mogą zdarzyć się cuda, nie mam na myśli, że przez odpowiednie "zabiegi" uda się uzdrowić zmarłego, bo to raczej niemożliwe i wróżyło nic dobrego, ale to, że nieważne co się stało trzeba pamiętać, że to wszystko co było jest w naszym sercu. Tego uczy ta bajka.

Źródło: filmweb.pl
Oceniam ten film, jako miłośnik czarnego humoru, i powoli fan Tima Burtona, przypadł mi do gustu i się na nim nie zawiodłam. Cieszę się, że mogłam obejrzeć go w kinie, co jedynie mnie zdenerwowało, że leci on wyłącznie w wersji 3D, a efekty w nim nie były, aż tak porywające. Po obejrzeniu Frankenweenie co raz bardziej lubię twórczość Tima Burtona, jego animacje w szczególny sposób mnie dotykają. To już kolejna, która tak bardzo mnie poruszyła. Oceniłam ten film na 9/10, ma w sobie coś co lubię, a poza tym jest niezwykle pouczający - ma przesłanie, którego niestety w większości filmów brakuje. Gorąco go wszystkim polecam!
Zwiastun filmu

MsPikuss/Ola

10 wybranych filmów spośród ulubionych/Beetle Juice

Prezentuję kolejny film, kolejną produkcję Tima Burtona, którą po raz pierwszy oglądałam w zeszłym roku, choć jest filmem dużo starszym. Rozpoczęły mi się studia i będę teraz miała mniej czasu - to już drugi rok, ależ to przeleciało. Przechodzę do filmu.

Sok z żuka (Beetle Juice) (1988)

Gatunek: Fantasy, Czarna komedia
Premiera: 29 marca 1988
Produkcja: USA
Reżyseria: Tim Burton
Scenariusz: Michael McDowell, Warren Skaaren

Film opowiada historię małżeństwa Adama i Barbary Maitland (Alec Baldwin/Geena Davis), którzy ulegają wypadkowi i zostają duchami. Przez 350 lat mają mieszkać w swoim domu. Problem pojawia się wtedy, gdy do ich domu wprowadza się rodzina Deitz. Nowi mieszkańcy nie widzą swoich współlokatorów, oprócz trochę dziwnej Lydi (Winona Ryder), która zauważa państwo Maitland. Wzywają oni Beetlejuice (Micheal Keaton), by pomógł mi wypędzić rodzinę z domu. Sprawy jednak przyjmują zupełnie inny bieg.

Ten film, może nie bawi mnie do łez, ale potrafi rozbawić niesamowicie. Gdy oglądałam go po raz pierwszy byłam nim oczarowana i miałam wtedy dość kiepski humor, po obejrzeniu tego filmu - zły humor odszedł. Beetle Juice jest czarną komedią, a więc gatunkiem, który do mojej osoby niezwykle trafia, najczęściej jednym z niewielu, który potrafi rozbawić. 

Wiem, że nie jest to film, który spodoba się każdemu, ale jest w nim wiele dość ciekawych rozwiązań, a sama postać Beetlejuice, w którego wcielił się Micheal Keaton jest po prostu mistrzowska. Mi osobiście bardzo spodobała się rola Winony Ryder, która zagrała Lydię. Moja ocena tego filmu to 9/10 (wg sposobu oceniania na filmweb.pl)

10 filmów spośród ulubionych Pikusia - cz.2/Corpse bride

W zeszłym roku na przełomie roku 2011 i 2012 pisałam o moich 10 spośród moich ulubionych filmów, postanowiłam przedstawić kolejne 10 filmów, które należą do moich ulubionych. Posty o moich ulubionych filmach pojawiać się będą co tydzień w soboty lub w niedzielę.


Gnijąca Panna Młoda(Corpse bride) (2005)

Gatunek: Animacja, Czarna komedia
Produkcja: USA, Anglia
Reżyseria: Tim Burton, Mike Johnson
Scenariusz: John August, Pamela Pettler

O tym filmie bardzo dużo słyszałam, zanim go obejrzałam. Gnijąca Panna Młoda idealnie trafia w mój gust (czyt. mój czarny humor).

Film opowiada historię młodzieńca Victora, który ma ożenić się ze swoją narzeczoną Victorią, jednakże nie potrafi on poprawnie powtórzyć przysięgi małżeńskiej. Idzie więc do lasu i nakłada na konar drzewa obrączkę wypowiadając słowa przysięgi. Okazuje się, że był to skostniały palec Gnijącej panny młodej, która została brutalnie zamordowana oczekując na swojego ukochanego. Poznajemy świat umarłych.

Lubię wracać do tego filmu, bo jest naprawdę dobrze zrobiony i warty uwagi. Film ten zaspokaja moje wszelkie wymagania dotyczące filmów. Dobrze się bawię, oglądając go. Obejrzałam po raz pierwszy ten film w momencie, gdy zainteresowałam się filmami Tima Burtona. Jest to animacja z happy endem, w której dobro zwycięża nad złem. Można w niej znaleźć naprawdę bardzo wiele treści dla siebie.
Moja ocena: 9/10





Mroczne cienie (2012)

Źródło: filmweb.pl
Tytuł oryginalny: Dark Shadows
Gatunek: Fantasy, Horror, Komedia
Rok premiery: 2012
Produkcja: USA
Scenariusz: Seth Graham - Smith
Reżyseria: Tim Burton



Do obejrzenia Mrocznych cieni przymierzałam się odkąd zobaczyłam w telewizji zwiastun filmu. Chciałam wybrać się na niego do kina, ale zabrakło mi czasu. Wiedziałam, że po Mroczne cienie sięgnę na pewno, gdyż filmy Tima Burtona bardzo lubię, ze względu na mój czarny humor. 

Mroczne cienie były ciekawym filmem, ale po raz kolejny przeszkodziła mi w nim gra Johnny'ego Deppa, nie darzę sympatią tego aktora, a filmy w których gra oglądam zawsze z innych powodów. Obsada filmu była dobra, ba, wyśmienita. Film zaczyna się od krótkiego przedstawienia historii, którą opowiada Barnabas Collins (Johnny Depp), który w 1752 roku wraz z rodziną przybywa z Liverpoolu do Ameryki, w celu rozpoczęcia rozpoczęcia nowego życia. Budują oni miasto Collinsport, a także okazały dom Collinswood. Młody Barnabas ma słabość do kobiet, łamie serce Angelique Bouchard (Eva Green), która okazuje się być czarownicą, zabija ona ukochaną Josette (Bella Heathcote) i przemienia Barnabasa w wampira, aby całe wieki cierpiał. Za sprawą Angelique również zostaje on zamknięty w trumnie na prawie 200 lat. Gdy powraca do Collinswood wygląda zupełnie inaczej, a rodzinny biznes również podupada. W Collinswood mieszkają Elizabeth Collins (Michelle Pfeiffer) wraz ze swoją córką Carolyn (Chloë Grace Moretz), również brat Liz - Roger Collins (Jonny Lee Miller) i jego syn David (Gulliver McGrath), który widzi swoją zmarłą matkę. Wraz z Collinsami mieszka również pani doktor Julia Hoffmann (Helena Bohnam Carter), która została sprowadzona do domu, aby pomóc małemu Davidowi. Do domu Collinsów przybywa również Victoria Winters (Bella Heathcote), która przybywa, aby zostać gubernatorów Davida.
Źródło: filmweb.pl



Po obejrzeniu tego filmu mam mieszane uczucia, byłam go ciekawa, a kiedy w końcu go obejrzałam czuję, że zostałam zawiedziona. Spodziewałam się czegoś innego. Nie mam na myśli tego, że film był beznadziejny i nie warty uwagi, bo warto go obejrzeć. Po obejrzeniu szczerze nie żałuję, że nie obejrzałam go w kinie, zmarnowałabym tylko pieniądze. Nie wyczułam w tym filmie nutki burtnowskiego kunsztu, który zaobserwowałam w innych filmach, choć widać, że był pomysł. Zauważyłam, że jest to film oparty na serialu Dana Curtisa o tym samym tytule. Nigdy wcześniej nie słyszałam o serialu, więc nie mogę porównać go z filmem Burtona. 

Źródło: filmweb.pl
Czas poświęcony na obejrzenie Mrocznych cieni z pewnością mogłam poświęcić na coś innego, aczkolwiek znalazło się w nim parę naprawdę dobrych scen. Podobało mi się ukazanie duchów w filmie, gdyż wyglądały tak jak wyglądać powinny, również ciekawe było pokazanie wiedźmy, która zaczęła się kruszyć jak upuszczona porcelanowa lalka. Dobrze też ukazany był wampir, był taki jaki powinien być, aczkolwiek trochę irracjonalne było dla mnie to, że wychodził na słońce w kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych, czasem pod czarną parasolką. Wydaje mi się, że film ten przypadnie do gustu fanom wampirów oraz Johnny'ego Deppa, ja w tej w filmie nie dostałam tego co chciałam.

Trzy filmy w sobotni dzień

Muppety (2011) - reż. James Bobin

Długo zabierałam się za obejrzenie tego filmu, skorzystałam z okazji, że leciał w telewizji, a ja leżałam w łóżku z gorączką.

Po tylu opiniach spodziewałam się czegoś innego, trochę zawiodłam się na Muppety. Nie był to zły film, ale nie zachwycił mnie na tyle na ile się spodziewałam. Nie jestem jakimś szczególnym fanem Muppetów, ale niektóre filmy bardzo mi się podobały. Miałam również dwie książeczki z serii Mapęciątka, w których bohaterowie byli dziećmi.

W najnowszym filmie o Muppetach dowiadujemy się, że  Teatr Muppetów już nie działa, a każdy spośród nich zajmuje się czymś innym. Kiedy Walter - ogromny fan Muppetów podsłuchuje rozmowę Texa Richmana, który przejmie teatr, gdy Muppety nie zbiorą miliona Kermit i jego przyjaciele zbierają się, aby znów razem wystąpić. Pomagają im w tym Walter i jego brat Gary z jego dziewczyną Amy. 

Fabuła była dla mnie lekko nudnawa. Piosenki w filmie mnie dobijały, a do tego polski dubbing nie najlepszej jakości. Może jakbym obejrzała ten film w oryginale i z polskimi napisami moje odczucia byłyby inne. Jest to film dobry dla dzieci i myślę, że im się spodoba, mnie jednak nie zachwycił.

Turysta (2010/2011) - reż. Florian Henckel von Donnersmarck

Turysta, na temat tego filmu również słyszałam rok temu wiele dobrych opinii, wczoraj oglądałam go po raz drugi. Nie jest to filmy, który odgrzewany dobrze smakuje, a jednak go obejrzałam po raz drugi.

Film opowiada historię agentki Elise (Angelina Jolie), która miała doprowadzić brytyjski Interpol do Alexandra Pierce'a, który wyłudził 75 tysięcy funtów, jednakże agentka się w nim zakochuje/ Dostaje liścik od swojego ukochanego, który karze jej wsiąść do pociągu jadący do Wenecji i zaczepić mężczyznę postury podobnej do niego. W ten sposób poznaje Franka Tupelo (Johnny Depp), którego wciąga w intrygę.

Ciekawie brzmi opis tego filmu, ale okazuje się, że film jest przewidywalny. Jednakże w Turyście znajdziemy wiele akcji, ale bardzo prostej i niezbyt wyszukanej, ale jest to dobry film na odsapnięcie i obejrzenie czegoś nie wymagającego zastanawiania się nad treściami pojawiającymi się w fabule. 

Jeździec bez głowy (Sleepy Hollow) (1999) - reż. Tim Burton

Film zakwalifikowany jako horror, ale mnie słabo straszy. Podobnie jak Turystę ten film oglądałam wczoraj po raz drugi, jednak ten film ilekroć będę oglądać będzie podobał się tak samo.

Jeździec bez głowy opowiada historię małego XVIII - wiecznego miasteczka,  które poznajemy w chwili, gdy dochodzi w nim do zabójstwa. W ciągu dwóch tygodni zginęły cztery osoby. Wtedy też z Nowego Jorku zostaje wysłany Ichabod Crane (Johnny Depp), intelektualista i racjonalista, który w Sleepy Hollow spotyka się z czarami i magią. Próbuje on rozwiązać zagadkę morderstw, których ofiarą pada coraz większa liczba ofiar, a Ichabod odkrywa również co łączy ofiary. W Sleepy Hollow spotyka Katerinę Van Tassel (Christina Ricci), którą obdarza uczuciem, a ona stara się go wspomóc w rozwikłaniu zagadki Jeźdźca bez głowy.

Ten film ma w sobie praktycznie wszystko co lubię, trochę akcji, trochę irracjonalności, która wyjaśniana jest racjonalnością oraz tajemnicę. Nie jest to film trudny, a dostarcza wiele rozrywki. Można również spróbować rozwiązać zagadkę, która targa Sleepy Hollow. Jeźdźca bez głowy z przyjemnością obejrzę  po raz kolejny, gdy tylko będę miała okazję.






Filmowy zawrót głowy

Z wczoraj na dzisiaj zrobiłam sobie wieczór filmowy, w planach miałam cztery filmy (ale nadrobię to dzisiaj z nawiązką), a obejrzałam tylko dwa, ale miałam tak zjechaną psychikę, po obejrzeniu tych dwóch filmów, więc postanowiłam pozostać na tych dwóch filmach.





1. The Fountain (Źródło) - reż. Darren Aronofsky
Reżyser znanego chyba każdemu Requiem for a Dream (Requiem dla snu) i Black Swan (Czarny Łabędź), o ile ten pierwszy film widziałam, do tego drugiego wciąż się przymierzam. Może przy kolejnej sesji z dramatami sobie obejrzę. Nie jestem jakąś szczególną fanką tego reżysera. Requiem dla snu obejrzałam zupełnym przypadkiem, bo chciałam obejrzeć film z Jaredem Leto. W przypadku Źródła również pokierowałam się aktorem. Jakiś czas temu stwierdziłam, że z przyjemnością obejrzę wszystkie filmy z ulubionym aktorem (Hugh Jackman), Źródło czekało w kolejce do obejrzenia już jakiś czas, ale to chyba jednak dobrze się stało, że to właśnie z wczoraj postanowiłam go obejrzeć. To był dobry moment na tego typu film.

Opowiada on trzy historie jedną dziejącą się w XVI w. w Hiszpanii, w czasie podbojów konkwistadorów, w drugiej mamy do czynienia z czasami współczesnymi, a w trzeciej akcja rozgrywa się w wieku XXVI. W każdej z tych historii występuje ta sama Tomas Creo (Hugh Jackman). W opowieści z XVI w. poszukuje Drzewa Życia, gdyż o to prosi go królowa (Rachel Weisz), którą skrycie kocha. W czasach współczesnych Tommy poszukuje lekarstwa dla umierającej żony (Rachel Weisz), a w trzeciej z przyszłości zastanawia się nad życiem wiecznym i tym jak to jest kochać jedną kobietę przez całą wieczność. Film ciężki i początkowo dla mnie niezrozumiały, ale szczerze mówiąc nawet nie zauważyłam, że film zmierza do końca, tak bardzo mnie pochłonął.








2. Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street (Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street) - reż. Tim Burton
Tim Burton jest jednym z moich ulubionych reżyserów, więc przyszła i pora na Sweeney Todd wreszcie przyszła. Oglądałam go po obejrzeniu Źródła, zestawienie tych dwóch filmów, raczej nie należało do udanych i mądrych, mimo wszystko bardzo mi się ten film spodobał i cieszę się, że w końcu go obejrzałam.

Film ten jest musicalem i opowiada historię golibrody Benjamina Barkera, który podstępem zostaje odsunięty od swojej żony i córki, gdy wraca pragnie zemsty, przyjmuje imię Sweeney Todd (Johnny Depp) i otwiera zakład. W wykonaniu zemsty pomaga mu ciastkarka pani Lovett (Helena Bohnam Carter). Akcja rozgrywa się w XIX wiecznym Londynie.Zakończenie niesamowicie mnie zaskoczyło, nie spodziewałam się czegoś takiego.