Pokazywanie postów oznaczonych etykietą X-men. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą X-men. Pokaż wszystkie posty

X - men: Przeszłość, która nadejdzie (2014)

USA, WIELKA BRYTANIA | 2014
AKCJA, SCI - FI
REŻYSERIA: BRYAN SINGER
SCENARIUSZ: SIMON KINBERG
NA PODSTAWIE KOMIKSU MARVELA


Filmy o mutantach są jednymi z moich ulubionych. Uwielbiam seriale animowane o X – menach, komiksy, a początkowe filmy znam niemal na pamięć. „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” była filmem na, który czekałam w tym roku. Miałam wielkie oczekiwania co do niego i byłam go bardzo ciekawa. Kilka dni temu, w końcu udało mi się ową produkcję obejrzeć.


„X – men: Przeszłość, która nadejdzie” zaczyna się w czasach, kiedy światem rządzi wojna, której ofiarą padli mutanci. Stworzono w tym celu specjalne roboty, które mają zdolność wykrywania genu X, odpowiedzialnego za super moce. Ginie coraz więcej mutantów, ale i ludzi, którzy zdecydowali się im pomóc. Sytuacja jest coraz bardziej beznadziejna i  potrzeba odwrócenia biegu czasu, aby do wojny nie doszło. Do lat 70. XX wieku wysłany jest Wolverine, który jako jedyny jest w stanie przetrwać podróż w czasie. Musi on odnaleźć Charlesa Xaviera, ale i Magneto i wspólnie muszą oni powstrzymać Raven przed zabójstwem dr Bolivera Traska i złapania się w sidła pracowników Traska. Misja Wolverine’a jest bardzo trudna, bo od jego powodzenia w przeszłości zależą losy przyszłości.


Film już od samego początku wciągał i nie sposób się było od niego oderwać. Historia, która została nam przekazana w „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” jest historią mi znaną (po części), gdyż spotkałam się z takim naprawianiem przyszłości w przeszłości już w serialu „Wolverine and The X – men”. Twórcy zapewnili fanom naprawdę przyjemnie spędzone dwie godziny, bo nawet ich się nie odczuło, jednak parę elementów rzuciło mi się w oczy i trochę ubodło, ale może to fakt mojego nie zrozumienia niektórych wątków. Ubolewałam na faktem mało rozwiniętej postaci Bishopa, którego trochę polubiłam w jednej z odsłon kreskówkowych. Z kolei bardzo podobały mi sentinele, które robiły wrażenie i widać, że były one dopracowane.

Quicksilver, nie wiem mam sympatię do tego mutanta

Na uwagę w „X- men: Przeszłość, która nadejdzie” zasługują efekty specjalne, które robią wrażenie, co jest ogromnym plusem i atutem całego filmu. Warto było na tym film czekać i obejrzeć. Dla mnie mogło by się więcej dziać także w przyszłości, ale to pewnie rozłożyło by film na kolejne dwie godziny. Dla mnie fana X – menów produkcja wyszła na plus, choć z pewnością po kilkunastu obejrzeniach mój entuzjazm opadnie.

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego: UMRĘ JAK NIE ZOBACZĘ

X - men: Pierwsza klasa (2011)


Gatunek: Akcja, Sci - fi
Produkcja: USA
Reżyseria: Matthew Vaughn
Scenariusz:  Jane Goldman, Ashley Miller, Zack Stentz, Matthew Vaughn
Na podstawie: Stan Lee, Jack Kirby  i inni - komiks

Filmy o X – menach znam niemal na pamięć (głównie te starsze), gdyż powiedzieć to trzeba z przyjemnością oglądam wszelakie produkcje o mutantach. Już niedługo premiera kolejnej odsłony o mutantach, więc dobrą okazją odświeżenie sobie części o tytule X – men: First Class, który przed trzema laty wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie.


Lata 60. XX wieku Charles Xavier broni właśnie pracę na temat mutacji, czym zdobywa tytuł profesora. Erik Lensher to pałający rządzą zemsty mężczyzna, który nie potrafi poradzić sobie ze swoją mocą, poszukuje on mężczyzny, którego zna pod nazwiskiem Schmidt. Spotyka na swojej drodze Charlesa i oboje zbierają grupę mutantów, którzy stawią czoła Sebastianowi Shaw, który chce wywołać wojnę nuklearną pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim.

X – men: Pierwsza klasa to produkcja o mutantach, która przypadnie do gustu nie tylko tym, którzy orientują się i lubią świat mutantów i ogólnie mówiąc świat Marvela, ale także osobom, które oczekują filmu nakręconego z rozmachem, łączącego historię z fikcją. Do tego w produkcji mamy do czynienia z naprawdę dobrymi efektami specjalnymi, które nie wydawały się być sztuczne. X – men: Pierwsza klasa ogląda się z ogromną przyjemnością. Akcja filmu jest wartka, szybka i nie można było się nudzić, a kiedy zaczęło się oglądać produkcję nie można było już się od niej oderwać. Przy moim pierwszym oglądaniu tego filmu moja uwaga skupiła się głównie na dwóch postaciach. Pierwszą z nich był Magneto, czyli Erik Lensher grany przez Michaela Fassbendera, głównie, dlatego że poznajemy tutaj jego osobisty dramat i widzimy jak rodzi się potęga. Aktor grający młodego Magneto, który jeszcze nie przybrał tego imienia naprawdę świetnie odnalazł się w roli mutanta z tak potężną mocą. Drugą postacią jest Hank McCoy, czyli mówiąc krótko Bestia. W produkcji starał on  się zahamować proces rozwoju jego mutacji, nie chce on przyjąć do wiadomości tego, że jest inny. Bestia to może nie moja ulubiona postać, jednak zawsze wzbudza we mnie pozytywne emocje, tak też i było w tej produkcji. Jeśli chodzi o grę aktorską, to uwagę należy zwrócić również na Jennifer Lawrance (znaną z Igrzysk Śmierci), która wcieliła się w postać Raven, czyli zjawiskowej kobiety, która potrafi przybierać różne formy. Film ten bez wątpienia zasługuje na miano najlepszego z serii o X – menach.


Oglądając go po raz drugi, oglądałam go tak, jakbym widziała go po raz pierwszy, bo sporo już z seansu zapomniałam. Takie odświeżenie przed X – men: Days of the future past było naprawdę dobrym pomysłem. Jak już mówiłam na początku to film, który przypadnie do gustu nie tylko fanom serii o X – menach, ale także tym, którzy lubią filmy akcji, w których przewija się historia.

Oglądane seriale: X-men Evolution

Gatunek: Animacja, Sci-fi, Dla młodzieży
Czas emisji: 2000 - 2003
Czas trwania odcinka: 22 minuty
Sezonów/Odcinków: IV/52

Oglądanie przez mnie X-men: Evolution to było moje cofnięcie się w czasie. I tutaj powiem, że ten serial oglądałam codziennie na kanale Cartoon Network, jednakże i tak parę odcinków mi gdzieś umknęło, no i oczywiście nie oglądałam czwartego sezonu, który w Polsce nie był emitowany. Po obejrzeniu wszystkich odcinków X-men: Ewolucji towarzyszą mi trzy stany: złość, nostalgia i zawiedzenie. Dlaczego tak? Już wyjaśniam.

Przede wszystkim z i X-men: Evolution pamiętałam urywki i tak jakoś zapamiętało mi się, że był to znakomity serial o moich ulubionych superbohaterach, jednak po obejrzeniu wszystkich odcinków takiego przekonania nie mam. Brakowało mi tutaj tak strasznie paru wątków, które według mnie powinny się znaleźć: Gambit w X-menach, jego niespełniona miłość do Rogue, Apocalypse w jakimś szerszym kontekście. Przede wszystkim zawiodło mnie zakończenie, które zapowiadało ciekawy dalszy ciąg, którego nie było i nie będzie. A nostalgia to już dlatego, że powróciłam do czegoś co było mi bardzo bliskie w przeszłości.


W X – men Ewolucji dobrze znane nam postacie takie jak Jean Grey, Cyklop, Rogue, Shadowcat, Nightcrawler są uczniami, którzy dopiero co odkrywają swoje niezwykłe moce, jedynie Wolerine, Storm i Beast to dorośli mutanci, którzy stanowią kadrę nauczycielską. Chodzą oni do szkoły w Bayville, a na co dzień mieszkają w Instytucie Xaviera w którym uczą się panowania nad swoją mocą, a także współpracy w boju. Po drugiej stronie mamy zaś Bractwo dowodzone przez Mystique w którym skład wchodzą Avalanche, Toad, Bloop, Quicksilver i później także Scarlett Witch. Mamy także Magneto, który występuje początkowo bardzo zagadkowo, a później poznajemy jego drużynę. X- meni muszą stawiać tutaj czoła realnym niebezpieczeństwom, jakoby np.: walki z Magneto, czy Apocalypsem lub po prostu zaczepkami ze strony Bractwa.

Odcinki X – men Ewolucji raz były ciekawsze, raz gorsze. Mi niewątpliwie oglądało się ostatni sezon w którym X – meni walczyli już z ogromnym problemem jakim był Apocalypse. Nie mówię, że odcinki poprzednich sezonów były nudne, ale po obejrzeniu X – men TAS  oraz Wolverine and The X – men  tej odsłonie przygód o mutantach czegoś brakowało, choć oglądając go dobrze spędzałam czas i nie czułam, aby był to czas zmarnowany.

Oczywiście w tej kreskówce jak i w innych z tej serii miałam swoich ulubionych bohaterów. Jednak tutaj odchodzę od moich znanych już „ulubionych”, bowiem wyróżniam oczywiście Rogue, która tutaj była zamkniętą i trochę niezrozumianą przez świat dziewczyną, Nightcrawlera, który swoim zachowaniem zawsze wyzwalał uśmiech na mojej twarzy (wiadomo taki był cel twórców) oraz Avalanche, który zdobył moje serce swoją walką o Kitty. Tutaj Jean Grey dla mnie była zbyt ważna i jakoś nie zyskała mojej sympatii, a Wolverine, jakoś mi nie odpowiada w tej odsłonie. Jest jeszcze i Gambit, który pojawił się w kilku odcinkach, ale nie po stronie X – menów, więc tak jakoś nie umiem go pozytywnie ocenić.

Nie zmarnowałam czasu na oglądanie X – men Evolution, ale też nie polecę tej serii, choć ostatnie odcinki były naprawdę ciekawe, aż z przyjemnością obejrzałoby się kolejny sezon. Może także kwestia mojego wieku, że wtedy byłam zaledwie czternastolatką, a teraz mam już tych lat więcej i dlatego wcześniej ten serial był dla mnie tak atrakcyjny? Tak mi się nasunęło w trakcie oglądania tego serialu, że Wolverine and The X – men zgodnie oddaje to co mamy tutaj i w sumie mogłoby tego kontynuacją.

Ocena całego serialu: 7,5/10

Oglądane seriale: Wolverine and The X - Men

Gatunek: Animacja, Akcja, Sci - fi
Czas emisji/Data emisji: 2008
Czas trwania odcinka: 23 minuty
Sezonów/Odcinków: I/26
Ten serial animowany opowiadający o mojej ulubionej grupie superbohaterów, a tym samym ulubionych bohaterów komiksowych został mi polecony przez mojego kolegę z uczelni. Zaczęłam oglądać z nieufnością i niezbyt pozytywnym nastawieniem, ale szybko przekonałam się do tej animacji, a ostatnie odcinki tak mnie zafascynowały, że ze smutkiem uświadomiłam sobie, że to już koniec.

Serial zaczyna się w momencie, kiedy Wolverine opuszcza szeregi X - menów, aby uporządkować swoją przeszłość, w momencie jego wyjazdu na terenie Instytutu dochodzi do wybuchu podczas, którego zostaje on poważnie zniszczony, Profesor Charles Xavier zapada w śpiączkę, a Jean Grey gdzieś przepada. Logan po kilku latach tułaczki i uciekania przed MRD postanawia przywrócić drużynę do dawnego składu. Wkrótce do szeregów X - menów dołącza Emma Frost - telepatka, mogąca również przybierać formę diamentu. Odnajduje ona Profesora, który znalazł się na Genoshy - państwa rządzonego przez Magneto, które to zamieszkują tylko mutanci, a także później Jean Grey. Wolverine, który poprzez Cerebro porozumiewa się z Charlesem Xavierem pomiędzy latami wie, że musi uratować Ziemię przed grożącą jej wojną pomiędzy mutantami a ludźmi, której nikt nie wygra, dlatego też Logan zbiera X - menów, co przychodzi mu z niewielkim trudem i walczy, aby na Ziemi nie doszło do wojny.

Bywały odcinki nudne, ale również były i takie, które oglądało się praktycznie z zapartym tchem i czekało na dalszy ciąg lub włączało kolejny odcinek. Trochę szkoda, że nie powstał kolejny sezon tegoż serialu, bo był on naprawdę obiecujący i zakończenie ostatniego odcinka, aż domaga się dalszego ciągu.

Oceniając tą animację jest w pozytywnym szoku, że tak dobrze się ją oglądało, dużo dała tutaj animacja, czy inaczej rysunek, który bardzo mi się podobał, choć niektóre postacie "spasowały" mi bardziej w rysunku z serialu X - men: The Animated Series, doszłam do wniosku, że rysunek z Wolverine and The X - men był zbliżony do X - men: Ewolucja, którą mam zamiar obejrzeć ponownie. Na pewno czas poświęcony na ten serial nie został zmarnowany, bardzo dobrze się stało, że "odkryłam" go dopiero teraz.
Moja ocena: 9/10


Oglądane seriale: X - men The Animated Series

Pisałam już jakiś czas temu o pewnym odświeżanym po latach serialu, jest to właśnie serial animowany o nazwie X - men zwany też X - men The Animated Series. Od tego serialu rozpoczęła się przygoda z komiksami 7 lat temu.

X - men Animated to animowany serial o grupie mutantów pod kierownictwem Charlesa Xaviera, którzy starają się pomagać ludzkości, a także walczyć ze złem, które pragnie zniszczyć ziemię np. Apocalypsem czy Sinistrem.

Wydawać by się mogło, że to bajeczka dla dzieci, ale ja po obejrzeniu trzech pełnych sezonów i kilku odcinków sezonu 4 nie jestem przekonana, czy jest to dobra pozycja dla dziecka. Wiele w X - menach pojawia się brutalności, choć polski dubbing, z którym serial oglądam - ale o nim nieco później - ogranicza przynajmniej słowną wulgarność, choć nie mam porównania z wersją oryginalną. W X - men The Animated Series znajdzie się również miejsce na romanse, ale one pojawiają się już w komiksach, oczywiście jest tutaj wątek pięknej miłości Jean Grey i Scotta Summersa, zakochanego w Jean Logana, ale także innych, wątkiem, który warto wyróżnić to niespełniona miłość Rogue i Gambita, szczerze mówiąc ja bardzo lubię tę parę.


Zaczynając oglądać ten serial ponownie wiedziałam, że oglądałam odcinki bardzo nie po kolei, co wtedy było dla mnie rzeczą uciążliwą, pierwszy sezon był dla mnie swoistym uporządkowaniem serii, przypomniałam sobie również dzięki temu zapomniane postacie. Choć wiele przez te 7 lat się zmieniło to nadal czerpię radość z oglądania X - men The Animated Series, jestem już osobą dorosłą i do całej produkcji podchodzę inaczej, niż te 7 lat temu. Nie zmienił się mój stosunek do Cyklopa, który wciąż mnie drażni, ale to postać czołowa, więc trzeba to przeboleć.



Ciekawym doświadczeniem było obejrzenie "filmowej" wersji Opowieści o Czarnym Feniksie, który nie dawno czytałam, zauważyłam jak wiele jest tutaj różnic i powiedzieć mogę z pełną świadomością, że bardziej wolę komiksową bardziej dramatyczną wersję zakończenia.

Jak już wspomniałam oglądam X - men TAS w polskiej wersji językowej, do której nie można się doczepić, jest po prostu wspaniała i mówiąc szczerze nie wyobrażam oglądanie tej animacji w innym języku. Dialogi, są takie niesamowicie napisane, że czasami można się porządnie uśmiać, najciekawszymi są te pomiędzy Rouge (Rudą) a Gambitem, także dobór głosów do postaci jest idealny, oddaje ich charakter doskonale.

Nie mogę znaleźć złego słowa na ten serial, według mnie jest najlepszy. Brakuje dla mnie kilku postaci, to znaczy pojawiają się oni, ale gościnnie, są to na przykład Nightcrawler (Nocny Łowca) - Kurt Wagner - i Colossus - Peter (Piotr) Rasputin. W planach mam jeszcze obejrzenie X - men Ewolucji, ale to w przyszłości.

Pisząc te kilka słów na temat X - men TAS uświadomiłam sobie, że warto to napisać również kilka słów o ulubionych odcinkach, nie będzie dla nikogo niespodzianką, kiedy powiem, że moimi ulubionymi są: Saga Feniksa, Opowieść o Czarnym Feniksie, wszystkie odcinki w których pojawia się Sinister, szczególnie te z szalonym Morfem, który udzielił fikcyjnego ślubu Jean i Scottowi.

X - men TAS to obowiązkowa pozycja dla fana marvelowskich komiksów, ale może też dla osób lubiących po prostu seriale animowane. Moja przygoda z komiksami zaczęła się właśnie od tego serialu, ale to już opowieść na inny post.



New X -men: Odwszawione pokolenie/Telepatyczna akcja ratunkowa


Odwszawione pokolenie (numer 3 i 4)


W tej części New X - men Emma, Scott i Jean próbują pokojowo odpędzić protestujących ludzi spod bram Instytutu. Właśnie w tej części dowiadujemy się, że Jean Grey jest już żoną Scotta. Kiedy okazuje się, że grupa U - Men zagrażająca mutantom i silnie nawiązująca do agresji przeciwko nim zaczyna "zbrojenie". Emma i Scott wysłani zostają do porozumienia się z przywódcą U - Men. Ekspedycja nie kończy się zbyt dobrze. Jean zaś próbuje odeprzeć atak, który szykowany jest na Instytut.

Telepatyczna Akcja Ratunkowa (numer 4)

Kiedy udało się odeprzeć atak "wroga" X - meni odkrywają, że Kasandra weszła w posiadanie umysłu Profesora Xaviera Jean i Emma przeprowadzają akcję ratunkową w umyśle Profesora/Kasandry. To co w nim odkryją wzbudzi w nich niezwykłe zaskoczenie. Na szczęście akcja się wiedzie i umysł Xaviera jest ocalony.

Czytając ten komiks naprawdę dobrze spędziłam czas i trochę się zawiodłam, kiedy dobrnęłam do końca numeru 4, który obwieszczał mi koniec, więcej nie będzie. Nie będę się powtarzała na temat rysunków w komiksie, który nie zmieniły się w dwóch kolejnych numerach. Należy dodać, że zaprezentowane tutaj historie mają ścisły związek z tymi z wcześniejszych numerów. Przy opinii na temat dwóch poprzednich numerów napisałam o pewnej jednej sytuacji, którą zapamiętałam z całego komiksu New X - men, jest to rozmowa Jean Grey ze swoim mężem - Scottem w której Jean wprost pyta Cyklopa o to, czy podczas misji w Hongkongu spał z Emmą, odpowiedź Scotta jest bardzo intrygująca i dwuznaczna. Głupia rzecz do zapamiętania, ale ten jeden obrazek najbardziej zapadła mi w pamięć i to ją pamiętałam przez 7 lat. Nie żałuję, że ponownie sięgnęłam po ten komiks, ponieważ z przyjemnością odświeżyłam sobie swoją "dawną miłość", ale podeszłam do niej już nieco bardziej dojrzalej i więcej wyciągnęłam z całej serii New X - men. Bardzo polecam ten komiks osobom lubiącym marvelowskie komiksy, a szczególnie te o X - menach.

New X - men: W jak Wymarcie/Sale Ćwiczeń

Po lekturze Astonishing X - men postanowiłam przypomnieć sobie komiks czytany przed laty (dokładniej 7 lat temu) o tytule New X - men, wydawany on był w roku 2004 przez wydawnictwo Dobry Komiks, które w tym samym roku podupadło i tym samym z zaplanowanych 7 numerów New X - men wydane zostały tylko 4.



W jak Wymarcie (Numer 1 i 2)

Kasandra Nova pragnie zniszczenia/wymarcia wszystkich mutantów, wykorzystuje do tego celu stientele - roboty, które zostały stworzone by chwytać mutantów. Oczywiście zjawia się ona w Instytucie Profesora Xaviera, aby zgładzić również X - menów. Zaatakowana zostaje również Genosha, która jest siedliskiem milionów mutantów, praktycznie przestaje ona istnieć. Profesor Xavier po ataku na Genoshę, który był doradzcą/ekspertem do spraw mutantów, przyznaje, że sam jest mutantem.

Sale Ćwiczeń
Historia ściśle łączy się tutaj z częścią poprzednią, Beast próbuje przygotować do bycia X - menem, pewnego młodego mutanta imieniem Bohusk - Beak. Pod murami Instytutu zbiera się grupa osób, które obrzucają mutantów obraźliwymi stwierdzeniami, a Profesor X postanawia opuścić na jakiś czas galaktykę i udać się na spotkanie z Lilandrą.

Przyznam szczerze, że z całego komiksu pamiętałam niewiele, ale przynajmniej czytając go po raz drugi nie wiedziałam czego się spodziewać. Parokrotnie uśmiechnęłam się czytając go, bo obrót wydarzeń mnie całkowicie zaskoczył. W tym komiksie w skład X - menów wchodzą: Beast - Hank McCoy, Cyklop - Scott Summers, Wolverine - Logan, Jean Grey - Summers (w tym komiksie Jean jest już żoną Cyklopa), Emma Frost oraz Profesor X - Charles Xavier. W New X - men są zupełnie inne rysunki, o wiele bardziej różnią się od klasycznych, czytając Astonishing X - men wydawały mi się właśnie podobne, ale te w New X - men były po prostu jeszcze inne, choć widać podobieństwo pomiędzy nimi. Numery są króciutkie i czyta się ja bardzo szybko, na cały jeden numer wystarczyła mi niecała godzina.
Pomimo innych rysunków, bardzo mi się ten komiks podoba, może właśnie przede wszystkim z tego powodu, że historia, która tutaj się rozgrywa, pomimo wielu podobieństw (do czego można się już przyzwyczaić) pokazuje X - menów pod innym kątem. Co ciekawe, a o czym nie pamiętałam wcześniej z tego komiksu (właściwie nie pamiętałam nic poza pewnym mało znaczącym faktem z numeru 4, o czym jeszcze wspomnę, apropo tamtego numeru), ale to właśnie Jean Grey została wytypowana przez Profesora do objęcia rządów nad szkołą podczas  jego nieobecności, nie Scott, ale własnie Jean.
New X -men jest naprawdę dobrze narysowany, choć początkowo te inne rysunki mogą drażnić, szczególnie postać Profesora czy wychudzone Jean i Emma, to jednak można się przyzwyczaić i delektować niesamowitą, choć mimo wszystko momentami nudną historią, obfitującą w wiele zabawnych momentów, za co ten komiks lubię.

Astonishing X-men: Obdarowani


Miałam okazję przeczytać kolejny komiks o X-menach, tym razem nosił nazwę Astonishing X-men: Obdarowani. Nie spotkałam się z nim wcześniej, ale 7 lat temu, gdy zaczęłam czytać komiksy czytałam podobny komiks o nazwie: New X-men. Historia zawarta w tym albumie WKKM podobała mi się średnio, czegoś w niej dla mnie brakowało.

Jean Grey nie żyje. Scott Summers zostaje przywódcą X - menów, w których skład wchodzą teraz: Wolverine, Beast, Kitty Pryde oraz White Queen - Emma Frost (która przeszła na stronę X - menów po pokonaniu Hellfire Clubu). Pomiędzy Emmą a Scottem nawiązuje się silna więź (patrz obrazek poniżej). Okazuje się, że znaleziono serum umożliwiające "wyleczenie" z bycia mutantem. X - meni chcą dowiedzieć się co nie co na ten temat, ale równocześnie Scott pragnie, by ludzie myśleli o mutantach, o grupie X - men, jako superbohaterach ratujących z opresji, których się uwielbia, a nie obawia.


Oceniając ten komiks biorę pod uwagę również rysunki, są one zbliżone do New X - men, które czytałam w przeszłości, wtedy mi się podobały, a teraz nie zbyt, choć widać w nich było inne ujęcie. Historia zawarta w tym albumie, jak dla mnie zbyt szybko się skończyła, nie była nudna, ale czegoś w niej brakowało, dla mnie była niedopowiedziana. Nie jestem jednak w stanie obiektywnie spojrzeć na ten komiks, bo X - meni (o czym już wielokrotnie wspominałam) to mój ulubiony marvelowski wytwór. Plusem jak dla mnie jest pojawienie się po stronie X - menów Emmy Frost, który zyskała moja sympatię lekturze komiksu New X - men, choć według mnie nie jest ona postacią wiarygodną.

Po lekturze tego albumu chciałabym zapoznać się z resztą numerów Astoishing X - men i dowiedzieć się co będzie później, czy Jean Grey powróci, bo pojawiła się o niej dość intrygująca wzmianka. Co stanie się dalej z serum przeciwko mutacji itd. Jest to jednak pragnienie, które będzie ciężkie do zrealizowania. Dla każdego fana komiksów, a w szczególności X - menów ten komiks będzie atrakcyjny, ze względu na swoją inność.

Uncanny X-men: Mroczna Phoenix


Nie tylko książki, ale i komiksy czytam i właśnie dzięki uprzejmości mojego kolegi, mogłam przeczytać komiks wydany w ramach serii Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, która aktualnie pojawia się w kioskach. Ja posiadam jeden numer tej kolekcji, o czym  nadmieniłam w poście Komiksy. Przechodzę jednak do swoich wrażeń po lekturze Uncanny X-men: Mroczna Phoenix.



X-men to moja ulubiona grupa superbohaterów, to właśnie z powodu tych postaci zakochałam się w Marvelu, a co za tym poszło w komiksach. Album, który miałam okazję przeczytać zawierał  8 numerów(#129 - 137) serii komiksów: Uncanny X-men, które opowiadały historię Jean Grey, która po uratowaniu wszechświata zdobyła moce Phoenixa (ang. Feniks), które dla młodej mutantki była mocą silną i destrukcyjną. Jean Grey została wprowadzona w świat iluzji przez niejakiego Mastermida, który doprowadził, że stała się ona Czarną Królową elitarnej grupy Hellfire Club, a tym samym stała się Mrocznym Phoenix (Feniksem). Aniołem śmierci, siłą niszczącą. Jej przyjaciele z X-men, muszą stawić czoła kobiecie, którą kochają i uratować ją przed samą sobą.

Ostatni komiks, który czytałam z takim zapartym tchem i przewracałam kartki z wypiekami na twarzy i byłam ciekawa co będzie dalej byli Watchmen: Strażnicy, a było to dosyć dawno. Pomimo tego, że historię Czarnego, Mrocznego Phoenixa znałam i wiedziałam jak się kończy czytało mi się ją naprawdę niesamowicie dobrze. Oczywiście komiks to nie lektura dla każdego, komiksy trzeba lubić, by je docenić. Na lekturę Uncanny X-men: Mroczna Phoenix spędziłam praktycznie cały dzień, ale nie żałuję poświęconego czasu, ba, uważam nawet, że była to idealna lektura na odpoczynek od codzienności. Komiksy czytam bardzo rzadko, bo niestety nie mam do nich dostępu, co prawda wychodzi teraz seria Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, ale niestety nie mam funduszy, by je sobie kupić, posiadam wyłącznie numer pierwszy. Ten numer, już szósty pożyczył mi kolega.

Czytając komiks, trzeba skupić maksymalnie swoje receptory wzrokowe, bo czasami okienka są małe, bez tekstu, a zawierają szczegóły, które pomogą zrozumieć akcję. Nie można pominąć okienka, nawet jeśli nie ma w nich tekstu. Można by pomyśleć, że w takich komiksach jak właśnie X-men jest tylko brutalność, walki itp., ale jest tu również miejsce na miłość ponad wszystko, która potrafi czynić cuda:
Osobiście nie lubię pary Jean Grey - Scott Summers, ale Jean to moja ulubiona bohaterka, a Cyklop po prostu od samego początku mnie drażni, ale ta scena tak bardzo mi się podobała, że postanowiłam ją tu umieścić. Cóż, przyznać trzeba, że po przeczytaniu tego komiksu mam chrapkę na inne, może to właśnie szansa dla Spidermana (jedynego numeru WKKM, który kupiłam). Dla mnie komiks to dobra alternatywa, gdy chce coś przeczytać, a nie mam siły na książkę.

Jak można zauważyć zmienił się wygląd bloga. Burgund i czerwień nieco już mi się znudziły, postawiałam, więc na zieleń i żółć. Jak długo tu zostanie się okaże, ale aktualnie podoba mi się niezwykle.