Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-Fi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sci-Fi. Pokaż wszystkie posty

Pandorum (2009)

PANDORUM
NIEMCY, USA | 2009
HORROR | AKCJA | SCI - FI
REŻYSERIA: CHRISTIAN ALVART
SCENARIUSZ: TRAVIS MILLOY

Dawno mi się nie zdarzyło, zupełnym przypadkiem obejrzeć film w telewizji. Oczekując, aż ciasto się wyrobi, włączyłam telewizor i pozostawiłam na tym kanale, co był. Rozpoczął się film, którego tytuł nic mi nie mówił, choć gdzieś coś dzwoniło – „Pandorum”. Przypuszczam, że film był dobrze reklamowany, albo gdzieś o nim czytałam. Postanowiłam obejrzeć.


Ziemia dogorywa. Ludzkość poszukuje nowej planety, na której mogłaby osiąść. Po latach poszukiwaniach sonda ląduje na planecie Tanis, gdzie odnajduje formy życia. Na planetę wyrusza statek Elysium z kolonią ludzi, którzy postanowili zasiedlić Tanis. Brzmi niewinnie, ale tak nie jest. Dwóch astronautów budzi się z hibernacji, nie wiedzą kim są, ani jaka jest ich misja. Bower wyrusza do reaktora, aby naprawić zasilanie i tym samym dowiedzieć się dokąd lecą i po co. Elysium skrywa jednak mroczną tajemnicę.

Podobno to horror sci – fi, jednak niezbyt przerażał mnie ten film. Oglądało się go dosyć przyjemnie, choć brała mnie już mała senność (z powodu godziny, a nie nudnej fabuły). W „Pandorum” cały czas coś się działo, tu coś wyskoczyło, tu pojawił się jakiś trup. Nie można było narzekać na nudę. Dawno nie oglądałam filmu science fiction, a na ten natrafiłam przypadkowo. Efekty nie były zbyt przerysowane, co lubię, trochę szerokiego kadru, niebieskie światła i muzyka potęgująca napięcie. Może nie jest to zbyt wyszukany i ambitny film, ale warty uwagi, choć nie do końca spodoba się wszystkim.


Co dla mnie było ciekawym zabiegiem, to tajemnica, która opiewała cały film. Co się stało i dlaczego tak jest? To pytania, na które poszukuje się odpowiedzi podczas oglądania filmu. Lubię, kiedy w filmach nie od razu jest wszystko wiadomo, a i na sam koniec, także nie dostajemy pełnej odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Podczas oglądania Pandorum” nasuwało mi się podobieństwo do serii o Obcym, czy do Prometeusza”, tajemnica, dziwne wydarzenia i coś niepokojącego.


Oczywiście Pandorum” nie jest filmem, który spodoba się każdemu. Nie oszukujmy się, nie każdy gustuje w filmach sci – fi, bo choć filmweb mówi, że to horror, ja na nim nie bałam się w ogóle. Warty uwagi, jeżeli nie oczekujemy zbyt wiele. Po prostu dobry film science – fiction nic więcej.

______________________________________________________
Zapraszam do udziału w konkursie:

X - men: Przeszłość, która nadejdzie (2014)

USA, WIELKA BRYTANIA | 2014
AKCJA, SCI - FI
REŻYSERIA: BRYAN SINGER
SCENARIUSZ: SIMON KINBERG
NA PODSTAWIE KOMIKSU MARVELA


Filmy o mutantach są jednymi z moich ulubionych. Uwielbiam seriale animowane o X – menach, komiksy, a początkowe filmy znam niemal na pamięć. „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” była filmem na, który czekałam w tym roku. Miałam wielkie oczekiwania co do niego i byłam go bardzo ciekawa. Kilka dni temu, w końcu udało mi się ową produkcję obejrzeć.


„X – men: Przeszłość, która nadejdzie” zaczyna się w czasach, kiedy światem rządzi wojna, której ofiarą padli mutanci. Stworzono w tym celu specjalne roboty, które mają zdolność wykrywania genu X, odpowiedzialnego za super moce. Ginie coraz więcej mutantów, ale i ludzi, którzy zdecydowali się im pomóc. Sytuacja jest coraz bardziej beznadziejna i  potrzeba odwrócenia biegu czasu, aby do wojny nie doszło. Do lat 70. XX wieku wysłany jest Wolverine, który jako jedyny jest w stanie przetrwać podróż w czasie. Musi on odnaleźć Charlesa Xaviera, ale i Magneto i wspólnie muszą oni powstrzymać Raven przed zabójstwem dr Bolivera Traska i złapania się w sidła pracowników Traska. Misja Wolverine’a jest bardzo trudna, bo od jego powodzenia w przeszłości zależą losy przyszłości.


Film już od samego początku wciągał i nie sposób się było od niego oderwać. Historia, która została nam przekazana w „X – men: Przeszłość, która nadejdzie” jest historią mi znaną (po części), gdyż spotkałam się z takim naprawianiem przyszłości w przeszłości już w serialu „Wolverine and The X – men”. Twórcy zapewnili fanom naprawdę przyjemnie spędzone dwie godziny, bo nawet ich się nie odczuło, jednak parę elementów rzuciło mi się w oczy i trochę ubodło, ale może to fakt mojego nie zrozumienia niektórych wątków. Ubolewałam na faktem mało rozwiniętej postaci Bishopa, którego trochę polubiłam w jednej z odsłon kreskówkowych. Z kolei bardzo podobały mi sentinele, które robiły wrażenie i widać, że były one dopracowane.

Quicksilver, nie wiem mam sympatię do tego mutanta

Na uwagę w „X- men: Przeszłość, która nadejdzie” zasługują efekty specjalne, które robią wrażenie, co jest ogromnym plusem i atutem całego filmu. Warto było na tym film czekać i obejrzeć. Dla mnie mogło by się więcej dziać także w przyszłości, ale to pewnie rozłożyło by film na kolejne dwie godziny. Dla mnie fana X – menów produkcja wyszła na plus, choć z pewnością po kilkunastu obejrzeniach mój entuzjazm opadnie.

Film obejrzany w ramach wyzwania własnego: UMRĘ JAK NIE ZOBACZĘ

X - men: Pierwsza klasa (2011)


Gatunek: Akcja, Sci - fi
Produkcja: USA
Reżyseria: Matthew Vaughn
Scenariusz:  Jane Goldman, Ashley Miller, Zack Stentz, Matthew Vaughn
Na podstawie: Stan Lee, Jack Kirby  i inni - komiks

Filmy o X – menach znam niemal na pamięć (głównie te starsze), gdyż powiedzieć to trzeba z przyjemnością oglądam wszelakie produkcje o mutantach. Już niedługo premiera kolejnej odsłony o mutantach, więc dobrą okazją odświeżenie sobie części o tytule X – men: First Class, który przed trzema laty wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie.


Lata 60. XX wieku Charles Xavier broni właśnie pracę na temat mutacji, czym zdobywa tytuł profesora. Erik Lensher to pałający rządzą zemsty mężczyzna, który nie potrafi poradzić sobie ze swoją mocą, poszukuje on mężczyzny, którego zna pod nazwiskiem Schmidt. Spotyka na swojej drodze Charlesa i oboje zbierają grupę mutantów, którzy stawią czoła Sebastianowi Shaw, który chce wywołać wojnę nuklearną pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim.

X – men: Pierwsza klasa to produkcja o mutantach, która przypadnie do gustu nie tylko tym, którzy orientują się i lubią świat mutantów i ogólnie mówiąc świat Marvela, ale także osobom, które oczekują filmu nakręconego z rozmachem, łączącego historię z fikcją. Do tego w produkcji mamy do czynienia z naprawdę dobrymi efektami specjalnymi, które nie wydawały się być sztuczne. X – men: Pierwsza klasa ogląda się z ogromną przyjemnością. Akcja filmu jest wartka, szybka i nie można było się nudzić, a kiedy zaczęło się oglądać produkcję nie można było już się od niej oderwać. Przy moim pierwszym oglądaniu tego filmu moja uwaga skupiła się głównie na dwóch postaciach. Pierwszą z nich był Magneto, czyli Erik Lensher grany przez Michaela Fassbendera, głównie, dlatego że poznajemy tutaj jego osobisty dramat i widzimy jak rodzi się potęga. Aktor grający młodego Magneto, który jeszcze nie przybrał tego imienia naprawdę świetnie odnalazł się w roli mutanta z tak potężną mocą. Drugą postacią jest Hank McCoy, czyli mówiąc krótko Bestia. W produkcji starał on  się zahamować proces rozwoju jego mutacji, nie chce on przyjąć do wiadomości tego, że jest inny. Bestia to może nie moja ulubiona postać, jednak zawsze wzbudza we mnie pozytywne emocje, tak też i było w tej produkcji. Jeśli chodzi o grę aktorską, to uwagę należy zwrócić również na Jennifer Lawrance (znaną z Igrzysk Śmierci), która wcieliła się w postać Raven, czyli zjawiskowej kobiety, która potrafi przybierać różne formy. Film ten bez wątpienia zasługuje na miano najlepszego z serii o X – menach.


Oglądając go po raz drugi, oglądałam go tak, jakbym widziała go po raz pierwszy, bo sporo już z seansu zapomniałam. Takie odświeżenie przed X – men: Days of the future past było naprawdę dobrym pomysłem. Jak już mówiłam na początku to film, który przypadnie do gustu nie tylko fanom serii o X – menach, ale także tym, którzy lubią filmy akcji, w których przewija się historia.

Przerwa sezonowa w oglądanych serialach, a tutaj mała aktualizacja co oglądam

Przychodzi taki czas, kiedy następuje sezonowa przerwa w serialach i co wtedy? Na pewno można zaoszczędzić trochę czasu, bo nie ma co oglądać, można też zacząć oglądać nowe seriale. Ja postanowiłam opowiedzieć kilka słów o tych serialach, które aktualnie oglądam, o dużej liczbie pisałam tutaj na blogu, a ile z nich wciąż oglądam?




Grimm - aktualnie emitowany jest trzeci sezon, a serial wciąż mi się nie znudził. Może to kwestia tego, że w każdym odcinku prezentowany jest inny biont, choć te które pojawiły się wcześniej też się przewijają przez odcinki. Jest to serial, który oglądam najdłużej. Rozpoczęłam jego oglądanie na 1 roku studiów, w 2011 roku. Co mnie w nim zafascynowało? Do dzisiaj tego nie wiem, może właśnie to połączenie wątku kryminalnego z irracjonalnością? O czym jest Grimm? To opowieść o detektywie z policji w Portland - Nicku Buckhartdzie - który dowiaduje się, że posiada niezwykłą zdolność, jest Grimmem, czyli osobą, która potrafi rozpoznawać bionty, nawet kiedy nie są przeistoczone, ma on wiele ciekawych urządzeń, którymi może pokonać tych niebezpiecznych biontów.

Arrow - serial, który zaczęłam oglądać w minione wakacje. Wciągnęłam się za sprawą kolegi z uczelni. I choć pierwszy sezon podobał mi się bardziej, aniżeli drugi, jednak coś sprawia, że czekam na kolejny odcinek. Może to fakt, że jest to coś na podstawie komiksów? A może jednak, że postać Olivera Queena bardzo mnie fascynuje? Arrow opowiada historię miliardera Olivera, który w wyniku katastrofy wylądował na pewnej wyspie, gdzie nabył pewnych umiejętności, między innymi strzelania z łuku. Kiedy został odnaleziony i powrócił do swojego miasta - Starling City. Postanowił je oczyścić z tych, którzy mu zagrażają, stał się jego strażnikiem - Strzałą.

Dracula - to "świeżynka" w oglądanych przez mnie serialach. Zaczęłam oglądać bardzo spontanicznie, bowiem po pierwszym odcinku trzeciego sezonu Grimma była zapowiedź serialu Dracula, zafascynowało mnie to, że akcja osadzona jest w czasach steampunku. A Dracula nie jest tylko zamkniętym w zamczysku krwiopijcą, a przebiegłym biznesmanem. Wspomnieć też muszę, że przyciągnął mnie aktor, odgrywający rolę Nosferatu, a mianowicie Jonhanntan Rhys - Meyers. Podoba mi się tutaj, że Dracula naprawdę nie może wychodzić na słońce, a drobne wyjście na nie od razu go spala. W serialu występuje też niebanalny wątek miłosny i akcja jest naprawdę prędka i żywiołowa, nie można się nudzić oglądając Draculę. 





I to w zasadzie jedyne trzy seriale, które oglądam i na których nowe odcinki czekam, które już w styczniu. Nie oglądam już The Walking Dead, bo akcja mnie jednak nie porwała, może i zamysł mi się podobał, ale podanie już nie. Nie oglądam The White Collar, bo nawet czarujący Matt Bomer nie sprawił, żebym choćby dla niego oglądała ten serial, fałszerstwa już mi się znudziły. Nie spoglądam już od czasu do czasu na Simponsonów, ale może to jeszcze nadrobię. Przymierzam się do kilku serialów i może w tej przerwie obejrzę dotychczasowe odcinki, zobaczymy.

A Wy oglądacie/oglądaliście któryś z tych seriali? A może macie któryś w planach?

Czas na miłość (About time)

Tytuł oryginalny: About time
Gatunek: Dramat, Komedia, Romans, Sci - fi
Premiera: 20 września 2013 (Polska), 27 czerwca 2013 (świat)
Scenariusz: Richard Curtis
Reżyseria: Richard Curtis

Jeśli miałabym polecić komuś komedię romantyczną, która nie jest ckliwym romansidłem to powiedziałabym właśnie Czas na miłość. I muszę powiedzieć, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego filmu i na zobaczenie go zachęciła mnie moja siostra. Sceptycznie, bowiem filmy z motywem on poznaje ją, zakochują się w sobie i przeciwności umożliwiają im bycie razem, a na końcu i tak są razem to nie produkcje dla mnie. Ale Czas na miłość to zupełnie coś innego.

Tim (Domnhall Gleeson) w wieku dwudziestu jeden lat dowiaduje się, że mężczyźni w jego rodzinie potrafią podróżować w czasie, ale tylko wstecz i mogą zmienić tylko swoje życie. Młody chłopak nie do końca wierzy w to co mówi jego ojciec, ale kiedy przekonuje się na własnej skórze, że naprawdę to potrafi wszystko się zmienia. Opuszcza on też swoją rodziną Kornwalię i rusza do Londynu, gdzie poznaje prześliczną Mary (Rachel McAddams). Jednak zdobycie dziewczyny, która tak bardzo oczarowała Tima nie należy do łatwych, w tym celu postanawia on wykorzystać swoją umiejętność. Jednak chłopak nie wykorzystuje swojego daru wyłącznie do pomagania sobie, ale więcej zdradzać nie będę.
Rachel McAddams, Domnhall Glesson


Czas na miłość to produkcja dla wymagających, ale i nie tylko. Historia jest prosta, więc każdy się w niej łatwo odnajdzie, ale z drugiej strony pomysł jest niebanalny. Choć w naszej codzienności taka sytuacja się nie przydarzy, to jednak ten film ten pokazuje, że na przeżycie konkretnej chwili mamy tylko jedną szansę i to od nas zależy czy ją wykorzystamy czy nie. Tylko od nas zależy, czy w naszym życiu będziemy szczęśliwi, czy też nie.

Jeżeli więc chcesz obejrzeć film: lekki, przyjemny i niewymagający wielkiego wkładu intelektualnego, a przy tym spędzić dobrze czas, uśmiać się i wzruszyć, to Czas na miłość jest właśnie taką produkcją.


Moja ocena: 8/10

Oglądane seriale: X-men Evolution

Gatunek: Animacja, Sci-fi, Dla młodzieży
Czas emisji: 2000 - 2003
Czas trwania odcinka: 22 minuty
Sezonów/Odcinków: IV/52

Oglądanie przez mnie X-men: Evolution to było moje cofnięcie się w czasie. I tutaj powiem, że ten serial oglądałam codziennie na kanale Cartoon Network, jednakże i tak parę odcinków mi gdzieś umknęło, no i oczywiście nie oglądałam czwartego sezonu, który w Polsce nie był emitowany. Po obejrzeniu wszystkich odcinków X-men: Ewolucji towarzyszą mi trzy stany: złość, nostalgia i zawiedzenie. Dlaczego tak? Już wyjaśniam.

Przede wszystkim z i X-men: Evolution pamiętałam urywki i tak jakoś zapamiętało mi się, że był to znakomity serial o moich ulubionych superbohaterach, jednak po obejrzeniu wszystkich odcinków takiego przekonania nie mam. Brakowało mi tutaj tak strasznie paru wątków, które według mnie powinny się znaleźć: Gambit w X-menach, jego niespełniona miłość do Rogue, Apocalypse w jakimś szerszym kontekście. Przede wszystkim zawiodło mnie zakończenie, które zapowiadało ciekawy dalszy ciąg, którego nie było i nie będzie. A nostalgia to już dlatego, że powróciłam do czegoś co było mi bardzo bliskie w przeszłości.


W X – men Ewolucji dobrze znane nam postacie takie jak Jean Grey, Cyklop, Rogue, Shadowcat, Nightcrawler są uczniami, którzy dopiero co odkrywają swoje niezwykłe moce, jedynie Wolerine, Storm i Beast to dorośli mutanci, którzy stanowią kadrę nauczycielską. Chodzą oni do szkoły w Bayville, a na co dzień mieszkają w Instytucie Xaviera w którym uczą się panowania nad swoją mocą, a także współpracy w boju. Po drugiej stronie mamy zaś Bractwo dowodzone przez Mystique w którym skład wchodzą Avalanche, Toad, Bloop, Quicksilver i później także Scarlett Witch. Mamy także Magneto, który występuje początkowo bardzo zagadkowo, a później poznajemy jego drużynę. X- meni muszą stawiać tutaj czoła realnym niebezpieczeństwom, jakoby np.: walki z Magneto, czy Apocalypsem lub po prostu zaczepkami ze strony Bractwa.

Odcinki X – men Ewolucji raz były ciekawsze, raz gorsze. Mi niewątpliwie oglądało się ostatni sezon w którym X – meni walczyli już z ogromnym problemem jakim był Apocalypse. Nie mówię, że odcinki poprzednich sezonów były nudne, ale po obejrzeniu X – men TAS  oraz Wolverine and The X – men  tej odsłonie przygód o mutantach czegoś brakowało, choć oglądając go dobrze spędzałam czas i nie czułam, aby był to czas zmarnowany.

Oczywiście w tej kreskówce jak i w innych z tej serii miałam swoich ulubionych bohaterów. Jednak tutaj odchodzę od moich znanych już „ulubionych”, bowiem wyróżniam oczywiście Rogue, która tutaj była zamkniętą i trochę niezrozumianą przez świat dziewczyną, Nightcrawlera, który swoim zachowaniem zawsze wyzwalał uśmiech na mojej twarzy (wiadomo taki był cel twórców) oraz Avalanche, który zdobył moje serce swoją walką o Kitty. Tutaj Jean Grey dla mnie była zbyt ważna i jakoś nie zyskała mojej sympatii, a Wolverine, jakoś mi nie odpowiada w tej odsłonie. Jest jeszcze i Gambit, który pojawił się w kilku odcinkach, ale nie po stronie X – menów, więc tak jakoś nie umiem go pozytywnie ocenić.

Nie zmarnowałam czasu na oglądanie X – men Evolution, ale też nie polecę tej serii, choć ostatnie odcinki były naprawdę ciekawe, aż z przyjemnością obejrzałoby się kolejny sezon. Może także kwestia mojego wieku, że wtedy byłam zaledwie czternastolatką, a teraz mam już tych lat więcej i dlatego wcześniej ten serial był dla mnie tak atrakcyjny? Tak mi się nasunęło w trakcie oglądania tego serialu, że Wolverine and The X – men zgodnie oddaje to co mamy tutaj i w sumie mogłoby tego kontynuacją.

Ocena całego serialu: 7,5/10

Oglądane seriale: Arrow

Gatunek: Dramat, Akcja, Sci - Fi
Czas emisji: 2012 - ...
Czas trwania odcinka: 43 minuty
Premiera 2 sezonu: 9 października 2013

Gdy na przełomie maja i czerwca zaczęłam oglądać polecony mi przez kolegę serial Arrow nie sądziłam, że ten tak przypadnie mi do gustu. Pierwsze odcinki oglądałam z pewnym dystansem, ale kierowanym niesamowitą ciekawością. Muszę jednak napisać, że miałam w planach rozpoczęcie oglądania Arrow, gdy ten dopiero się rozpoczynał, ale jakoś zabrakło do tego czasu. Zdanie kolegi mówiące mniej więcej: „Obejrzyj sobie Arrow, on jest na podstawie komiksu, spodoba ci się” poskutkowało i sprawiło, że mam kolejny ulubiony serial.





Arrow to serial oparty na komiksie DC o tytule Zielona Strzała, który z ciekawości z chęcią bym przeczytała. Opowiada on historię mężczyzny, który spędził pięć lat na bezludnej wyspie. Wraca z niej z pewną powinnością, którą powierzył mu jego ojciec. Oliver Queen – bo takie imię nosi nasz bohater – aby uratować swoje miasto - Starling City – przed zatruciem, musi stać się kimś, czymś innym. Dlatego też Oliver przyodziewa zielony kaptur i walczy z osobami, które znalazły się na liście pozostawionej przez ojca.

Po tym opisie można by się spodziewać, że będzie to ciągła walka i nic więcej, a jednak nic bardziej mylnego. W Arrow spotykamy się z szeregiem ludzkich dramatów. Wystarczy popatrzeć na postać głównego bohatera, który przez pięć lat walczył na wyspie o przetrwanie (a wcale nie miał na niej łatwo, jak możemy się dowiedzieć), na jego rodzinę, która przez te lata żyła w poczuciu, że nie żyje. Kłamstwami, które pojawiają się w niemal każdym odcinku. Oliver vel Zakapturzony/Mściciel będzie musiał wielokrotnie stawać przed trudnymi dla siebie wyborami, które nie zawsze będą rozumiane. Wszystko to dodaje atrakcyjności serialowi i sprawia, że nie sposób zakończyć oglądanie.

Jedni bohaterowie automatycznie zyskują naszą sympatię, inni zdobywają ją z czasem, a jeszcze inni wcale. Mamy tutaj ogromną różnorodność temperamentów, a to naprawdę dobrze wróży w przeszłość serialu.
Arrow był pierwszym serialem, który wycisnął ze mnie łzy, wzruszyłam się podczas ostatnich dwóch odcinków, a to w produkcjach tego typu nigdy mi się nie zdarzało. Z niecierpliwością czekam na drugi sezon, gdyż jestem ciekawa, co teraz się wydarzy. 
Moja ocena sezonu 1: 8/10

(źródło zdjęć: filmweb.pl)

Iron Man 3

Gatunek: Sci-fi, Akcja
Produkcja: Chiny, USA
Premiera: 9 maja 2013 (Polska), 18 kwietnia 2013 (świat)
Reżyseria: Shane Black
Scenariusz: Drew Pearce, Shane Black
Muzyka: Brian Tyler
Dystrubcja: Disney
Na podstawie: komiks Stan Lee, Jack Kirby, Don Heck, Larry Lieber - Marvel

Iron Man 3 to film, który bardzo chciałam obejrzeć w kinie, jednak z różnych powodów mi się to nie udało. Jest to oczywiście produkcja oparta na komiksach Marvela. Po poprzedniej części tego filmu byłam bardzo ciekawa, co też twórcy pokażą w kolejnej odsłonie. Niestety trzeba to powiedzieć już na wstępie, że jest to film przygotowany dla dzieci i to widać na każdym kroku.

Tony Stark próbuje się „pozbierać” po walce z kosmitami w Nowym Jorku (nawiązanie do The Avengers) konstruuje on wiele nowych modeli kostimów Iron Mana. Pewnego dnia dowiaduje się o dziwnych zamachach za którymi  stoi niejaki Mandaryn. Iron Man początkowo nie ma zamiaru włączyć się walkę z tym złym, jednak kiedy zostaje zaatakowany jego dom postanawia zmierzyć się z Mandarynem. Okazuje się, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż się wydawało, w zamachy wmieszani są super-ludzie, którym wszczepiono substancję o nazwie extremis, która ma dość nieprzewidywalne działanie.
Robert Downey Jr, Gwyneth Patrol


Wszystko mogłoby być dobrze, jednak ja mam małe „ale”. Moim pierwszym zarzutem, a może nie tak powinnam to nazwać, że jest to film przeznaczony strikte dla młodszego odbiorcy, co dla mnie fana komiksów i uniwersum Marvel jest rzeczą dosyć nieprzyjemną. Nie to, że Iron Man 3 mi się nie podobał, bo oglądając go zrelaksowałam się i odpoczęłam po ciężkim tygodniu, a taki był mój cel. Po obejrzeniu Iron Mana 3 polubiłam jeszcze bardziej tę postać, która bardzo długo dla mnie była postacią nieznaną.

Akcja filmu była zbyt prosta i oczywista, od samego początku wiedziałam kto stoi za całym zamieszaniem jakie powstało, a także jak skończy się ta historia, choć w jednej kwestii, której nie zdradzę, twórcy mnie zaskoczyli. Po raz kolejny Robert Downey Jr. Świetnie odnalazł się w roli Iron Mana i mogę śmiało powiedzieć, że na jego miejscu nie wyobrażam sobie innego aktora. W filmie bardzo łatwo było zobaczyć granicę pomiędzy dobrem, a złem i praktycznie nie było niespodzianek, jeśli chodzi o postacie. Nie widziałam [wciąż!] pierwszej części Iron Mana, ale porównując tę z drugą uważam, iż ta była bardziej wyrazista od swojej poprzedniczki(,którą miałam okazję oglądać w kinie). Oczywiście oglądałam Iron Mana 3 w wersji z napisami, gdyż jedyna wersja polska, która znajdowała się na płycie DVD był polski dubbing, a ja o czym pisałam już wiele razy nie toleruje dubbingu w filmach aktorskich.

Iron Man 3 co przyznaje z bólem jest bardziej odpowiedni dla młodszego widza, choć ten starszy, jednak mniej wymagający może również coś dla siebie znaleźć. Ogólnie mam duży problem z ocenieniem tego filmu, jednak polecam go obejrzeć fanom Iron Mana i uniwersum Marvela, a także tym dzieciakom, które lubią tego typu filmy.
Moja ocena: 7,5/10
(źródło zdjęć: filmweb.pl)