Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sierpień 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sierpień 2015. Pokaż wszystkie posty

KREATYWNOŚĆ I MINDFULNESS. 100 inspirujących wzorów do kolorowania


Kolorowanie zawsze sprawiało mi wiele przyjemności, ale kolorowanki dedykowane dzieciom szybko mi się nudziły. Aż tu nagle na rynku wydawniczym pojawił się wysyp kolorowanek dla dorosłych. W moich rękach pojawiły się dwie, pierwsza z nich to „Kolorowy trening antystresowy. Esy floresy” wyd  Buchmann Sp. z o.o. (o której opowiem już niebawem) oraz właśnie „Kreatywność i mindfulness. 100 inspirujących wzorów do kolorowania” wyd. Czarna Owca, o której dzisiaj chciałabym powiedzieć kilka słów.


Już pierwszy rzut oka na kolorowankę sprawił, że chciało się otworzyć i zobaczyć, jakie to niesamowite wzory kryją się w środku. Już pierwsze przejrzenie sprawiło, że sięgnęłam po kredki i pozwoliłam się ponieść wyobraźni i kreatywności ograniczonej tylko ilością odcieni moich kredek. Bardzo szybko polubiłam zaprezentowane wzory i chętnie siadam do tej niesamowitej książki.

Bardzo podoba mi się, że kartki są grube i trudno o ich zagięcie, także oprawa jest twarda, jednak nie ciężka i chętnie zabrałabym ją ze sobą w trasę bez obawy o to, że kartki mi się pogniotą, choć ostatnimi czasy rzadko podróżuje. Kolejny plus tej oprawy to to, że mogę kolorować siedząc wygodnie na łóżku, a nie przy stole czy biurku. Wzory są piękne i przy odrobinie wyobraźni można je przeobrazić w niesamowite obrazy. Są takie motywy, które koloruje tak długo, aż ich nie skończę, a są i takie, które dokładnie obmyślam i ich wykończenie zajmuje mi trochę więcej czasu. Są wzory łatwiejsze, które wykonać można bezproblemowo, ale są i takie, które wymagają większej precyzji, a przy tym należy poświecić im trochę więcej godzin. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.


Całość publikacji jest dopracowana w najmniejszych szczegółach, co tylko i wyłącznie zachęca do tego, aby wziąć kredki i kolorować. Bez wątpienia to moja ulubiona kolorowanka, wykańczanie wzorów sprawia mi wiele radości i chętnie siadam, aby rozbudzić swoją kreatywność, czy też odprężyć się po niezbyt przyjemnym dniu. Jeśli jeszcze się zastanawiasz czy wybrać kolorowankę od wydawnictwa Czarna Owca to chciałabym Ci powiedzieć, że naprawdę warto się w nią zaopatrzyć. Dostarcza zabawy na długie godziny, a przy tym wzmaga cierpliwość i kreatywność. A tego jakby nam brakuje, nie uważasz?

Za możliwość kolorowania dziękuję Wydanictwu Czarna Owca

Stosik lipcowo- sierpniowy #27 (#5/2015)


Witajcie!
Szybko minęły dla mnie dwa miesiące wakacji, dla mnie pracowite, ale nie narzekam. Dzisiaj krótko zaprezentuję stosik wakacyjny. Krótko, bo boli mnie głowa [przeklęta migrena] i mam do opracowania konspekty [coś nowego :D]. Co nowego pojawiło się na moich półkach w okresie wakacyjnym?

Od Wydawnictwa Czarna Owca:

Sierpień to okres, kiedy nawiązałam nową współpracę z czego bardzo się cieszę i dziękuję Wydawnictwu za obdarzenie mnie zaufaniem.


Zacznę od lewej:
Marc Pastor - Cienie Barcelony 
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w zeszłym piątek dostałam wiadomość o przesyłce dla mnie, w której znajdowała się ta pozycja. Bardzo ciekawa, którą czyta się doskonale.

Kate Atkinson - Kiedy nadejdą dobre wieści?
Ciekawa jestem jak pani Atkinson zaprezentuje się w powieści kryminalnej. Na razie zwyciężyła moja ciekawość do Cieni Barcelony i Kiedy nadejdą dobre wieści poczeka.

Potrzebowałam książki lekkiej i zabawnej. I taka właśnie jest ta zaprezentowana powyżej. Recenzje już mogliście przeczytać.

Kreatywność i Mindfulness. 100 inspirujących wzorów do kolorowania.
Co tu dużo mówić...magia kolorów. Recenzja w najbliższych dniach.

Zakupy własne i niewłasne:

Nie mogło zabraknąć moich [no prawie] zakupów.

Virgnia C. Andrews - Płatki na wietrze, A jeśli ciernie
Moje kompletowanie serii idzie mi całkiem nieźle. Szkoda tylko, że A jeśli ciernie w miękkiej oprawie.

Kolorowy trening antystresowy esy floresy
To nie do końca mój zakup, ale taki prawie. Zakupiona przez Narzeczonego do wspólnego kolorowania, koloruję tylko ja. 

Zainteresowało Was coś w moim stosiku? A może już coś czytaliście?

Melissa Pimentel - Jak znaleźć faceta w wielkim mieście

Mężczyznę swoich marzeń znaleźć trudno, jednak jedno jest pewne pojawia sie on w momencie, gdy najmniej tego oczekujemy. Próbujemy niejednokrotnie różnych metod, a zapominamy o tej najstarszej, czyli byciu sobą. Dlaczego o tym piszę? Bo dzisiaj pragnę Wam przedstawić książkę Melissy Pimentel „Jak znaleźć faceta w wielkim mieście”.


Przychodzi taki moment, że potrzeba sięgnąć po coś niewymagającego, ale równocześnie bliskiego życiu. Choć etap poszukiwań mężczyzny swojego życia mam już za sobą to jednak książka Melissy Pimentel mocno mnie zaintrygowała. Nie oczekiwałam literatury wysokich lotów, co jednak otrzymałam?

Lauren jest Amerykanką, wywodząca się z Portland, która jednak postanowiła spróbować swojego szczęścia w Londynie. Tam podjęła pracę w Muzeum Nauki i tu też poszukuje miłości, nie stałej tylko takiej dla zabawy, erotycznej. Postanawia ona ze swojego życia zrobić eksperyment i zobaczyć jak na mężczyzn działają zapisane w różnych poradnikach miłosnych rady i zasady.

Nie mogę powiedzieć, że książkę czytało mi się źle, bowiem fabuła, choć prosta nie nudziła, a wręcz przeciwnie wzbudzała ciekawość. Może i książka nie była tym, czego wobec niej oczekiwałam, ale nie oszukujmy się mam zupełnie inne poglądy niż bohaterka „Jak znaleźć faceta...”. Była to książka lekka, od której nie można wymagać nie wiadomo czego. Dla mnie sporym plusem było to, iż autorka oszczędziła szerokich opisów scen erotycznych (wystarczyła mi jedna książka ze szczegółami).

Co może wydawać się ciekawe autorka w pewny sposób opisuje własne przeżycia, gdyż jako młoda kobieta szukając tego jedynego posługiwała się różnymi poradniki i swoje spostrzeżenia spisywała na blogu.

Podsumowując, jeżeli od czasu do czasu lubicie sięgnąć po mniej ambitną literaturę to „Jak znaleźć faceta...” może Wam się spodobać, jednak w odwrotnym przypadku zupełnie nie polecam tej książki. Dla mnie była momentami zabawna, choć postępowanie Lauren mocno mnie drażniło i czasami po prostu gubiłam się w jej myślach i postępowaniu. I jak to zwykle w tego typu książkach przewidziałam finał.  Napiszę to jeszcze raz, jeżeli to literatura jaką lubisz spodoba Ci się, w przeciwnym wypadku odradzam.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

William Wharton - Stado


Każdy z nas posiada kogoś, kogo uważamy za element swojego życia i razem tworzymy coś w rodzaju stada. Każdy, choć raz musiał spotkać osobę, która próbowała dołączyć się do grupy, ale nie bardzo część nie chce jej zaakceptować. Przypominacie sobie takie sytuacje? Dzisiaj będzie o książce pod tytułem „Stado” Williama Whartona, książka którą przyniosłam z półki „Podaj dalej” miejscowej biblioteki, czy żałuję?

„W sercach niektórych ludzi można znaleźć i rekiny, i lwy, i trygony. Musisz nauczyć się ich rozpoznawać i trzymać się od nich z daleka, bo inaczej mogą cię skrzywdzić.”/str.214/


Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością Williama Whartona, ale z chęcią nadrobię swoje braki. „Stado” wzięłam bez zawahania, czy było tej decyzji żałuję czy może jednak nie, dowiecie się w dalszej części recenzji. Bardzo żałuję, że nie miałam okazji wcześniej zapoznać się z twórczością tego autora, jednakże lepiej późno niż wcale, prawda?

Historia przedstawiona w „Stadzie”prowadzona jest dwutorowo – a ja bardzo to lubię – z jednej strony poznajemy wydarzenia oczami chłopca Dickiego żyjącego skromnie z rodzicami i młodszą siostrą Laurie. Z tej narracji zauważamy, jakie wartości niesie dla siebie samej, ale i dla innych rodzina. Jak ważne są poprawne stosunki pomiędzy mężem i żoną, ale także rodzicami i dziećmi. Druga narracja opisuje najpierw życie chłopaka, który od wczesnych lat musiał pracować na utrzymanie farmy rodziców, potem dorosłego mężczyzny, który szukając swojej drogi w życiu imał się różnych zajęć. Tu z kolei ważna jest odpowiedzialność, której nie brakowało również i w pierwszej narracji, ale tutaj zauważyłam ją bardziej oraz oddanie.

Wiem o tym doskonale, że gdyby tylko pozwolił mi na to czas i moje lepsze zorganizowanie potrafiłbym przeczytać tę książkę w jeden wieczór. Ukazana fabuła zachęciła mnie z kolei powodów, przede wszystkim, że prowadzona była dwutorowo i czytelnik nie wiedział, kiedy te dwa światy się ze sobą zderzą, a przecież miały. Po drugie bohaterowie byli dla mnie wiarygodni, szczególnie, odczuwałam to w trakcie narracji Dickiego. Całość czytało się lekko, choć nie była to łatwa do „ugryzienia” powieść. Przypadł mi do gustu także język, jakim posługiwał się autor, co zachęca mnie do sięgnięcia po inne tytuły.


Ze swojej strony mogę polecić „Stado”, bo według mnie, każdy znajdzie w niej coś dla siebie, w zależności od tego co w nim siedzi i o czym marzy, czy myśli. Wiem, że mogę to śmiało powiedzieć, że było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Williama Whartona, ale na pewno nie ostatnie. Spędziłam przy tej książce naprawdę dobrze czas i wierzę, że Tobie również się spodoba, więc życzę przyjemnej lektury.

Marzenia są dla wszystkich, czyli o tym, co chciałabym osiągnąć przed śmiercią

Kto z nas nie marzy, kto nie ma swoich celów w swoim życiu. Ja je mam, a teraz chciałabym Wam opowiedzieć o moich kilku marzeniach. Kto czyta mojego bloga, mógł już parę wyłapać, ale dzisiaj postanowiłam zebrać razem wszystkie te sprawy, które są moimi marzeniami. Ciekawi?

Po pierwsze: fotografia zawodowo

Niejeden posiadacz aparatu marzy o tym, aby nie tylko robić zdjęcia hobbyistycznie i u cioci na imieniach, ale także dla zarobku. I takie też jest moje marzenie numer jeden. Choć wciąż się rozwijam, bo przecież uczymy się całe życie i wciąż gromadzę i udoskonalam sprzęt jestem gotowa, aby moja fotografia nie była tylko przykładem robienia zdjęć, bo to kocham, ale chciałabym moją miłość przelać na pracę. Kroki ku temu są, a oto właśnie chodzi, prawda?

Po drugie: wydać książkę

Choć od ponad roku nie napisałam ani pół zdania w zaczętych przez siebie opowiadaniach/powieściach* i nie zaczęłam niczego nowego, to jednak marzenie o tym, aby zobaczyć swoje nazwisko wśród książek w księgarni wciąż we mnie żyje. W mojej głowie wciąż kotłują się pomysły, jednak czasu na ich spisanie brakuje, ale może one czekają na dobry moment i dojrzewają jak wino. A może kiedyś usiądę do swoich ukończonych rzeczy i je zmodyfikuje, nie wiem. Wiem tylko, że zostanie pisarką, a nawet wydanie choćby jednej książki to moje marzenie, które chciałabym, aby się spełniło przed śmiercią.

Po trzecie: ciemnia fotograficzna

Kto czytał mój post o fotografii analogowej ten już wie jak bardzo marzy mi się takie miejsce w moim domu/mieszkaniu*, w którym będzie się mogła dokonywać magia fotograficzna z użyciem paru ciekawych przedmiotów. Nie chcę, żeby była to łazienka, marzę o miejscu specjalnie do tego przygotowanym, w którym nikt mi nie przeszkodzi.

Po czwarte: mini biblioteka w domu

Dwie półki, no dobra trzy i kilka regałów w pokoju siostry to za mało – zdecydowanie. Marzy mi się posiadać nie zbyt skromną ilość książek, bo wierzę, że nastąpi taki dzień, kiedy będę wracała do dawnych powieści lub też moje dzieci albo i wnuki będą zaczytywały się w powieściach sprzed lat, a mnie będą nie tylko bawić, ale i cieszyć oko.

Po piąte: odwiedzić Paryż, Londyn, Rzym i kilka innych miejsc europejskich

Tak. W Paryżu mogłabym nawet zamieszkać, ale mam nadzieję, że przed śmiercią uda mi się odwiedzić, choć jedno z tych miast, a najlepiej wszystkie. Jestem ciekawa świata i chętnie bym wiele miejsc pozwiedzała, a chodzić lubię, więc całodzienne wędrówki po np. Rzymie na pewno by mnie nie zmęczyły, a wręcz ucieszyły. Tak więc do dzieła, czyż nie?

Po szóste: nauczyć się francuskiego

Marzę o tym od dawna, ale jakoś nigdy nie było okazji. Ciężko mi się samej zmotywować i uczyć równocześnie, a z drugiej strony trudno mi przeznaczyć pieniądze na naukę w jakieś prywatnej szkole językowej.

Po siódme: nauczyć się grać na gitarze

Mam gitarę, mam samouczek, ale brakuje mi czasu i kogoś kto mógłby mną pokierować, bo choć potrafię samemu przyswajać wiedzę to jednak potrzebuję kogoś w rodzaju mentora. Jednak wierzę, że pewnego dnia zagrać ulubione piosenki na gitarze.

Wybrałam najważniejsze spośród wielu, a może te największe. Wiele z tego, co kiedyś zapisałam już się spełniło, nieświadomie, szybko. Niektóre po prostu z wiekiem przekształciły się w coś innego.