Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klucznik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klucznik. Pokaż wszystkie posty

V.C. Andrews - Kwiaty na poddaszu

"Dlaczego? To najtrudniejsze pytanie, jakie można tylko wymyślić." /str.338/
Do czego może zmusić się człowiek, aby przetrwać? Co jest w stanie zrobić, aby zdobyć miliony? Do jakiego okrucieństwa jest w stanie się posunąć, aby osiągnąć sukces? Czy jest jakaś granica, której nie można przekroczyć? „Kwiaty na poddaszu” Virginii Cleo Andrews o której dzisiaj chcę opowiedzieć, to historia, która w pewnym stopniu odpowiada na wszystkie zawarte wcześniej pytania i dogłębnie porusza wszystkie emocje.


Rodzina Dollangangerów wiedzie spokojne i szczęśliwe życie dopóki nie dowiadują się o tym, że ukochany tatuś zginął w wypadku samochodowym. Matka zabiera czwórkę swoich dzieci – Cathy, Christophera i dwójkę najmłodszych bliżniaków, Carrie i Cory’ego – do swojego rodzinnego domu, z którego niegdyś musiała uciekać. Jednak dzieci nie czeka tam wspaniały los, zostają umieszczone na poddaszu, którego nigdy nie wolno im opuszczać. Dzieci starają się przertwać w takich warunkach, żywiąc się nie tylko przynoszonym jedzeniem, ale nadzieją, że wkrótce nadejdzie dla nich lepsze jutro.
"Prawda bowiem jest taka, że to nie miłość rządzi światem, lecz pieniądz." /str.33/
„Kwiaty na poddaszu” to powieść, która od samego początku ma w sobie coś, co sprawia, że nie sposób się od niej oderwać, a z każdą stroną słowa w niej zawarte wprawiają czytelnika w coraz większe osłupienie, jak bardzo można być okrutnym i do czego można się posunąć. Książka wyzwoliła we mnie wiele emocji, które towarzyszą mi, aż do teraz. Czytając „Kwiaty na poddaszu” niemal czułam to wszystko, czego doświadczały dzieci, czułam ich ból i cierpienie, zadając sobie pytanie: „Jak można?”.


Ciekawa jestem dalszych losów rodzeństwa Dollangangerów, jednocześnie obawiając się tego co może im się jeszcze w życiu przytrafić w dalszych tomach. Słyszałam o całej serii o rodzinie Dollangangerów wiele, ale dopiero po przeczytaniu pierwszego tomu przekonałam się co potrafi zrobić  z czytelnikiem ta książka. Skończyłam ją czytać dwa dni temu, a wciąż nie mogę otrząsnąć się po tym co przeczytałam. 

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

oraz jest to książka, którą postanowiłam przeczytać w wakacje.

E.D. Biggers - Charlie Chan prowadzi śledźtwo


Siegając po dosyć zniszczoną powieść (pod koniec wypadały mi kartki) Earla Derr Biggersa, wiedziałam o niej tylko tyle, iż mam do czynienia z kryminałem. Autor był dla mnie zagadką, tak samo zresztą jak to, co znalazłam w książce. Stary kryminał, którego akcja rozgrywała się w czasach przedwojennych, a współczesnych pisarzowi, który zmarł w roku 1933.


Tytuł mówił, że będziemy mieli do czynienia ze śledztwem prowadzonym przez Charlie’go Chana („Charlie Chan prowadzi śledztwo”). Owszem inspektor Chan śledztwo prowadził i znalazł sprawcę, ale nie od razu. W Londynie w hotelu Bromme’a dochodzi do morderstwa, którego ofiarą pada, staruszek pan Drake. Wszystkie dowody wskazują, że został on uduszony. Przez kogo i dlaczego? Oczywiście nie zdradzę. Do sprawy zostaje przydzielony inspektor Duff ze Scotland Yardu. Ustala on, że ofiara była uczestnikiem wycieczki dookoła świata pod przewodnictwem doktora Loftona. Znalezienie sprawcy graniczy jednak z cudem, gdyż z męskiej części grupy jest podejrzany i na każdym z nich ciąży jakiś zarzut. Kiedy podróżnicy dojeżdżają do kolejnego punktu – Nicei – ginie kolejna osoba. Tym razem jest pan Honeywood, wszystko wskazuje na to, iż popełnił on samobójstwo, Duff jednak próbuje dociec czy Honeywood także jest ofiarą mordercy, którego próbuje znaleźć i zatrzymać, za zabójstwo popełnione w Londynie, czy po prostu targnął się na swoje życie. Kiedy nieoczekiwanie musi on przerwać swoje śledztwo, wtedy sprawę przejmuje Charlie Chan, który rozwiązuje zagadkę morderstwa na panu Drake’u.

 „Charlie Chan prowadzi śledztwo” to kryminał trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Earl Derr Biggers zmyślnie prowadził akcję powieści, a zagadka kryminalna, którą stworzył była naprawdę przemyślana. Pomimo tego, iż próbowałam rozwikłać, kto stoi za zabójstwem, nie udało mi się to. Wszyscy moi domniemani sprawcy, okazali się niewinni. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, gdyż podczas lektury nie można było narzekać na nudę. Podobało mi się to, że bohaterowie powieści byli globtroterami, a każdy z nich był tak różnorodny i to też ogromny plus dla autora, którzy oprócz pięknych wspomnień i wrażeń, przywieźli również te nieprzyjemne, wręcz tragiczne dla niektórych wspomnienia.

Ta wzięta impulsywnie książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Z przyjemnością śledziłam i próbowałam rozwikłać zagadkę kryminalną oraz akcję powieści. Nie spodziewałam się, że mocno zniszczona książka przyniesiona z półki „Podaj dalej” przyniesie mi tyle wrażeń i emocji. Na długo pozostanie ona w mojej pamięci.

Książka przeczytana w ramach wyzwań:

A. Dahl - Msza żałobna


Kiedy zobaczyłam na półce w bibliotece tytuł „Msza żałobna” i nieznanego mi jak dotąd autora Arne Dahla postanowiłam zaryzykować i wziąć tę pozycję. Uwagę przykuła również tajemnicza i trochę mroczna okładka. I dopiero po przyniesieniu jej do domu przeczytałam, że to siódma cześć cyklu, ale skoro już wypożyczyłam to przecież nie oddam nieprzeczytanej. Ten szwedzki autor był mi do tej pory nie znany, ale po lekturze „Mszy żałobnej” wiem, że po inne jego książki, a w szczególności poprzednie części o Drużynie A sięgnę.


Rozpoczyna się wojna z Irakiem, Stany Zjednoczone wraz z kilkoma sojusznikami wchodzą zbrojnie na teren Iraku. W Sztokholmie jednak nie wojna na Bliskim Wschodzie jest tematem numer jeden, a napad na siedzibę internetowego banku, gdzie napastnicy wzięli kilkunastu zakładników, wśród nich byłą żoną funkcjonariusza Policji i członka Drużyny A. Żądania napastników są dosyć zaskakujące, a cała sprawa ma coś wspólnego z przeszłością.

Jak powiedziałam na samym początku było to zetknięcie się z twórczością Arne Dahla. Książka ta wciągnęła mnie do reszty, choć czytałam ją dosyć długo, ale po prostu musiałam sobie dozować otrzymywane treści. „Msza żałobna” to naprawdę inteligentny kryminał, którego finału nie sposób przewidzieć. Autor na każdy kroku nas zaskakuje i zmyślnie prowadzi akcję powieści. Nie przypuszczałam, rozpoczynając tę książkę, że będzie ona dla mnie tak pełna wrażeń i niezapomniana. Nie pamiętam, kiedy jakiś kryminał dostarczył mi takiej dawki intelektualnego wysiłku, a nie samego rozwiązania zagadki.

Bohaterowie, byli postaciami wyraźnymi, choć ciężko mi o nich opowiadać, z powodu, że zaczęłam od siódmej części cyklu i o Drużynie A dowiedziałam się niewiele. Jednakże każdy członek Drużyny A posiadał swoje indywidualne cechy charakteru, których nie posiadał jego kolega, co sprawiało, że była to grupa niezawodna i idealnie dopracowana.


Polecam tę książkę miłośnikom kryminałów, gdyż na pewno się nie zawiedziecie. W powieści pojawia się co jakiś czas motyw z „Requiem” Mozarta, które ja podczas lektury książki sobie włączyłam. Słuchanie utworu genialnego kompozytora podczas czytania powieści Dahla sprawiało, że głębiej wchodziło się w przekazywane treści. Nie zawiodłam się na „Mszy żałobnej” i z pewnością poznam wcześniejsze jak i pewnie kiedyś dalsze akcje Drużyny A. 


Przeczytana w ramach wyzwań: