Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grudzień 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grudzień 2015. Pokaż wszystkie posty

Marta Zaborowska - Gwiazdozbior


Talent. Bywa różny, czasami to niesamowity słuch muzyczny, a kiedy indziej umiejętność poruszania pędzlami w taki sposób, że powstają arcydzieła. Niestety nie wszystkie dzieci będące wirtuozami zostaną w przyszłości zwycięzcą konkursu chopinowskiego, a także mistrz pędzla nie będzie wystawiał swoich prac na całym świecie. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o książce Marty Zaborowskiej o intrygującym tytule „Gwiazdozbiór”. Czytanej jeszcze w roku ubiegłym, ale recenzja pojawia się dopiero dzisiaj.


Moja miłość do polskich kryminałów rozkwita w najlepsze. Tym razem sięgnęłam po twórczość Marty Zaborowskiej, nigdy wcześniej nie miałam styczności z autorką, ale po „Gwiazdozbiorze” z pewnością się to zmieni. Duże miałam oczekiwania wobec tej książki i nie mogłam doczekać momentu, kiedy w końcu po nią sięgnę. Jak było jednak ze mną i „Gwiazdozbiorem”?

Pewnego dnia w lesie zostaje odnalezione ciało chłopca. Jak się okazuje był on uczniem podwarszawskiej szkoły dla dzieci z talentami. Sprawę prowadzi Julia Krawiec, która do spraw zabójstwa podchodzi osobiście, jakiś czas później znalezione zostają kolejne zwłoki ucznia owej fabryki talentów – jak mówi o niej dyrektor placówki. Kto pragnie śmierci młodych geniuszów, tego nie zdradzę.

Ja już wspomniałam „Gwiazdozbiór” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Marty Zaborowskiej i przyznać szczerze muszę, że było to spotkanie bardzo udane. Razem z bohaterką przeżywałam śledztwo i jej sprawy rodzinne, nie mogłam oderwać się od lektury, gdy tylko brałam książkę do ręki. Już tak ze mną jest, gdy czytam o zabójstwach na dzieciach moim ciałem wstrząsa dreszcz. Nieważne czy czytane przez mnie opisy dotyczą prawdziwych mordów czy tych fikcyjnych sprawa ma się niemal podobnie. Tak i było w trakcie czytania „Gwiazdozbioru”, razem z Julią próbowałam wytropić sprawcę i mówiąc szczerze miałam dobre tropy.

Książka Marty Zaborowskiej przypadła mi do gustu, jednak oczekiwałam od niej chyba nie co więcej, co nie oznacza, że „Gwiazdozbiór”mi się nie podobał. Zainteresowała mnie fabuła, która nie była prosta, zaciekawiła zagadka kryminalna, która wcale nie była tak prosta do odgadnięcia. Podobało mi się to, że oprócz standardowego opisu akcji, co jakiś czas pojawiały fragmenty widziane oczami sprawcy.

Reasumując Gwiazdozbiór okazał się ciekawym i zaskakującym kryminałem, o którym nie prędko zapomnę. Jeśli kryminał to Twój gatunek ta książka przypadnie Ci do gustu, jest na pewno warta uwagi.

Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.


Steve Johnson - Małe wielkie odkrycia


Wynalazki. Bez wielu z nich nie wyobrażamy sobie naszego codziennego życia. Tak naprawdę czy zastanawiałeś się kiedyś jak jedno odkrycie wpłynęło na następne? W historii musi występować cykl przyczynowo - skutkowy, z wynalazkami jest podobnie, a jak to było z niektórymi dowiecie się z książki „Małe wielkie odkrycia”.


Jestem użytkownikiem wielu wynalazków bez których moje życie nie byłoby takie jak jest teraz. Dlatego też z chęcią postanowiłam sięgnąć po „Małe wielkie odkrycia”. Trzeba przyznać, że książka bardzo mnie nurtowała i z ogromną ciekawością po nią sięgałam. Co mogę jednak powiedzieć o tej publikacji?

Rozdziały zostały podzielone na sześć rozdziałów, które nie wskazują na to z jakimi wynalazkami możemy mieć do czynienia, co tylko i wyłącznie zmaga nasze zainteresowana pozycją Stevena Johnsona. A są to rozdziały takie jak: Szkło, Zimno, Dźwięk, Czystość, Czas, Światło. Interesujący jest także wstęp w jaki książka została opatrzona, który pozwala nam rzucić na odkrycia nieco inne światło, zaś na zakończenie autor zafundował nam niespodziewaną opowieść, która zainteresuje niejednego.

Czas spędzony na „Małe wielkie odkrycia” to na pewno nie jest czas zmarnowany, gdyż można dowiedzieć się z tej niegrubej książki wielu niespodziewanych faktów, zauważyć ciągi przyczynowo – skutkowego, których byśmy nie przypuszczali albo przynajmniej ja nigdy wcześniej nie zdołałam połączyć. Całość czytało się niezwykle przyjemnie i osobiście żałuję, że miałam tak niewiele czasu na lekturę. Książka nie jest napisana skomplikowanym językiem i świetnie sprawdzi się także dla nieco starszych dzieci. Wszystkie zawarte w „Małych wielkich odkryciach” historie (bo chyba możemy tak o nich mówić) opatrzone są zdjęciami, które tylko i wyłącznie nadają atrakcyjności całej książce.

Zmierzając ku końcowi tej recenzji chciałabym powiedzieć Wam, że prezentowana dzisiaj książka może i nie trafi w gusta każdego, ale na pewno jest to pozycja z której dowiedzieć się można dowiedzieć kilku ciekawostek z dziedziny technologii. „Małe wielkie odkrycia” to lektura dla małych i dużych, bo oboje znajdą tu to „coś”. Tak mówiąc w skrócie to jest zgrabnie podana historia rozwoju technologicznego człowieka. Pewnych faktów tu może i zabrakło, ale nie wymagajmy od takiej małej gabarytowo książki zbyt wielu. Śmiało polecam i życzę przyjemnej lektury.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non