Moje hobby #1 – Tam, gdzie mogę być kimś innym


Pasje trzeba pielęgnować do tego chyba nikt z nas nie ma złudzeń. Każdy z nas ma swoje hobby, które sprawia mu satysfakcję i radość. Niekiedy zdarza się, że z różnych względów na jakiś czas musimy zrezygnować z pewnych pasji. Jednak miłość do pewnych spraw pozostaje. Tak właśnie było u mnie. Zrezygnowałam ze swych marzeń w drugiej klasie liceum, czyli jakieś 9 lat temu [o zgrozo!], później na momencik lampka się zapaliła. Wątek ten przewinął się raz na studiach i częściowo związany był z moją pracą licencjacką. Dziś porozmawiamy o...

Ile przeczytałam książek w 2017 roku i dlaczego tak mało?

Co roku spotykamy się z wszelakiej maści wyzwaniami czytelniczymi. Nie ukrywajmy czytelnictwo w Polsce leży i kwiczy. Niestety. Należę do tej mniejszości osób, które książki czytają i wręcz uwielbiają taki sposób spędzania wolnego czasu. Odkąd prowadziłam bloga wyznaczałam sobie cele ilości przeczytanych na dany rok. Po co? Czy czytamy dla liczb?

Słów kilka na dzień dobry


Witajcie moi drodzy!
Każdy nowy rok to często snucie planów i postanowień. Ile z nas co roku obiecuje sobie zmiany w swoim życiu. Ilu z nas w swoich postanowieniach jest w stanie wytrwać przynajmniej do połowy roku? Czasami bywa ciężko, znam to. Od dobrych kilku lat nie snuję długiej listy noworocznych postanowień, bo zmianę mogę zacząć w każdej chwili i nie potrzebuję na to nowego roku. W tym roku było podobnie, z jednym małym wyjątkiem.

Malin Persson Giolito - „Ruchome piaski”.


Gdzie leży granica pomiędzy obroną własną, a zabójstwem z premedytacją? Do czego mogą doprowadzić problemy młodzieży? Do czego zdolni są młodzi ludzie? Dzisiaj chciałabym opowiedzieć kilka słów na temat książki autorstwa Malin Persson Giolito pod tytułem „Ruchome piaski”.


Na okładce książki czytamy, iż jest to powieść wciągająca i brutalnie szczera oraz, że zapada w pamięci na długo po ogłoszeniu wyroku. Czy rzeczywiście tak było? O tym dowiecie się trochę później. Z twórczością Malin Persson Giolito zetknęłam się po raz pierwszy, co ciekawe autorka prowadziła praktykę adwokacką oraz pracowała w Komisji Europejskiej w Brukseli. Jej ostatnia książka „Ruchome piaski” mocno mnie zaintrygowała, jednak czy sprostała moim oczekiwaniom?
Maja jako jedna z dwóch osób ocalała ze strzelaniny, do której doszło w liceum w Djursholmie. Pytanie, czy Maja rzeczywiście szczęśliwie ocalała z tragedii, czy też winna była rozgranemu dramatowi? Jaka jest prawda? Maja spędziła prawie rok w więziennym areszcie, na Sali sądowej może opowiedzieć swoją wersję wydarzeń.

Oczekiwania wobec lektury kontra rzeczywistość mocno się u mnie tym razem rozbiegły. Nie potrafiłam się wciągnąć w „Ruchome piaski”, choć cała sprawa intrygowała. Czekałam na finał. Ba! Byłam bardzo ciekawa jaki zapadnie wyrok, ale lektura bardzo mnie męczyła. Nie wciągnęłam się, momentami męczyłam się w trakcie czytania, ale dzielnie brnęłam do końca. Właściwie ostatnie 100 stron mnie wciągnęło i czytałam ją z zapartym tchem, stąd też nie do końca jednak uważam, że „Ruchome piaski” to lektura kiepska, dla mnie zabrakło tego czegoś. Niesamowicie interesująca okazała się być relacja pomiędzy Mają a Sebastianem, okoliczności w jakich doszło do tragedii. Pomysł jaki autorka miała na tę powieść także nie należy do banalnych, bowiem całą historię poznajemy już „po fakcie”, kiedy główna bohaterka jest sądzona za swój czyn. W trakcie jej wspomnień w areszcie, czy zeznań na rozprawie poznajemy przyczyny strzelaniny za którą jest sądzona oraz jej relacje z bliskimi.

„Ruchome piaski” to niezwykle trudna do oceny powieść. Z jednej strony niezwykle ciekawa historia młodej dziewczyny, która zastanawia i wciąga jak ruchome piaski, z drugiej na to wciągnięcie trzeba trochę poczekać, co może nieco znudzić niejednego czytelnika. Z okładki dowiadujemy się również, że to najlepsza powieść kryminalna 2016 roku w Szwecji. Czy zasługuję na to miano? Powtórzę po raz kolejny, że mam co do niej mieszane uczucia. Po zakończeniu bywałam rozczarowana, że to już koniec, choć początkowo nic tego nie zapowiadało. Dawno nie czytałam książki, która wzbudziłaby u mnie tyle skrajnych emocji.

Podsumowując „Ruchome piaski” to niezwykle ciekawa historia, która wciąga nas powoli (jak tytułowe ruchome piaski – jakoś nie mogę się wyzbyć tego porównania). Jeżeli szukamy nieco inaczej podanego kryminału, który nas zaskoczy to powieść pani Giolito świetnie sprawdzi się w tej roli. Mnie osobiście bardzo ciężko jest ją jednostronnie ocenić, nie spełniła moich oczekiwań i trochę się zawiodłam w trakcie czytania. Niemniej jednak, uważam że warto zainteresować się tym tytułem.


Za udostępnienie egzemplarz książki i możliwość przeczytania  bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca

Kiedy życie robi obrót o 180 stopni

To cud, że udaje mi się napisać ten post (kończę go, gdy moje kochane maleństwo śpi). Moje życie odwróciło się o 180 stopni, ale to bardzo pozytywny obrót. Wszystko się zmieniło, doba kurczy się kuriozalnie, a każdy dzień to niesamowita radość.
Narodziny dziecka to zawsze wyjątkowy czas w życiu rodzica. Trzy miesiące temu pojawił się w moim życiu nowy mężczyzna, który od pierwszej swojej minuty na tym naszym świecie sprawił, iż straciłam dla niego głowę. Choć obiecywałam sobie, że blog będzie dalej działał tak jak dawniej, dziś wiem, że to niemożliwe. Chciałabym jednak to zmienić. Zaplanowałam już sobie kilka postów, które będą traktowały o książkach, a w zasadzie o pierwszych książeczkach mojego F. Niedawno też zakupiłam nową grę planszową, bo to wciąż nasz ulubiony sposób spędzania wolnego czasu (a go jak na lekarstwo).


Powróciłam także do oglądania seriali. Razem z mężem oglądamy dwa: Grimm, o którym Wam już kiedyś wspominałam. To mój ulubiony serial sprzed lat, a jako odgrzewany kotlet smakuje wciąż wspaniale. Drugi to Stranger things i tu nie możemy się doczekać na drugi sezon, bo pierwszy pochłonął nas bez reszty. O nich także chciałabym Wam coś nieco opowiedzieć, o moich odczuciach i wrażeniach. O Grimmie na blogu mogliście przeczytać dwukrotnie i . Jak to się stało, że powróciłam do oglądania serialu, który zaczęłam 6 lat temu dowiecie się już niebawem. Tymczasem ja korzystając z okazji, iż mój maluszek śpi zabieram się za lekturę, by mieć dla Was nową recenzję.

Zapraszam na swój Instagram, znajdziecie tam częstsze aktualizacje (@mrsfoxypikuss)
Pozdrawiam Was serdecznie, wybaczcie mi moją nieobecność!






J.P. Monninger - „Droga do ciebie”


Miłość potrafi zapukać do naszych bram niespodziewanie. Najczęściej pojawia się wtedy, kiedy najmniej tego oczekujemy, kiedy idealnie rozplanujemy sobie życie. Wielka miłość potrafi wywrócić życie do góry nogami. Taka historia spotkała Heather w książce autorstwa J.P. Monninger pod tytułem „Droga do ciebie”.


Zanim opowiem wam o moich wrażeniach z lektury „Drogi do ciebie” pozwólcie, że napiszę wam kilka słów o autorze powieści. J. P. Monninger wykłada na wydziale anglistyki uniwersytetu Playmouth State, co ciekawe mieszka w przebudowanej stodole w pobliżu rzeki Baker. Zasadniczo nie czytuję książek z gatunku romansu, głównie dlatego, że finał mnie nie zaskakuje. Coś jednak przyciągnęło mnie do „Drogi do ciebie”, czy słusznie?

„Jeśli chcesz odejść, odejdź. Nie wyciągaj szuflad, jeżeli nie zamierzasz ich opróżnić.”
Heather Mulgrew właśnie skończyła studia i razem z przyjaciółkami wybrała się w podróż po Europie. Wszystko co chciała zobaczyć i zamierza zrobić skrupulatnie sobie zaplanowała. Nie przewidziała jednak tego, że się zakocha. W pociągu do Amsterdamu spotyka chłopaka, który szybko zawraca jej w głowie. Jaki rozwinie się romans Jacka i Heather? Czy ta miłość zdoła przetrwać?

Cóż to była za książka. „Droga do ciebie” wciągnęła mnie od pierwszego zdania i do samego końca czytałam ją z wypiekami na twarzy. To opowieść miłosna, która wyciśnie z nas łzy. Romantyczna, nieprzewidywalna (na swój sposób) historia miłości dwójki osób, która zmierzyć musi się z niemałą trudnością. Muszę przyznać, że „Droga do ciebie” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Rzadko sięgam po literaturę romantyczną, ale powieść J. P. Monningera okazała się być doskonałą pozycją na letnie dni, niekoniecznie wieczory.

Wykreowani przez J.P. Monningera bohaterowie mogą wzbudzić od razu sympatię, albo wręcz odwrotnie. Przyznać muszę, że postać Heather ciężko było mi polubić od pierwszych stron, czego nie mogę powiedzieć o Jacku. Autor stworzył takich bohaterów, którzy w swoich zachowaniach są prawdziwi i auntentyczni, nie widać w nich sztuczności. Akcja powieści toczy się w zawrotnym tempie, a język sprawia, że czyta się ją lekko i przyjemnie. Z wielkim bólem serca odrywałam się od lektury „Drogi do ciebie”, co w przypadku powieści z tego gatunku zdarza mi się niezwykle rzadko. Narracja w książce prowadzona jest pierwszoosobowo oczami Heather, co również sprawia, że całość odbiera się jako przyjemną i lekką książkę. Cóż, nie oszukujmy się spodziewałam się, że dostanę kiepską historię miłosną, przewidywalną jak zwykle i tyle będzie z mojej lektury. Okazało się jednak, że owszem „Droga do ciebie” była dla mnie odrobinę przewidywalna, ale na pewno nie mogę powiedzieć, iż była to kiepska historia miłosna. Sam romans Heather i Jacka przebiegał naturalnie, tak jak rozpoczyna się 90% związków.

Bezapelacyjnie mogę polecić książkę J.P. Monningera „Droga do ciebie”, gdyż jedno jest pewne dostarczy nam ona wielu wrażeń. Od rozbawienia po wzruszenie. To nie tylko lektura idealna na letnie dni, świetnie sprawdzi się również w czasie zimowych wieczorów, kiedy będziemy chcieli sobie przypomnieć wakacyjne dni.


Za możliwość przeczytania bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca

Kathryn Ormsbee - „Milion odsłon Tash” [PRZEDPREMIEROWO]


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: PREMIERA 17.08.2017r.
Sława, popularność. Zdobyć je można w różny sposób, w krótkim czasie, bądź budowaną latami. Internet sprzyja zdobywaniu popularności, dziś sława mierzona jest w liczbie lajków i obserwujących. Książka o której dzisiaj chcę trochę powiedzieć to opowieść o zwykłej dziewczynie, która nagle stała się popularna, przed Wami „Milion odsłon Tash” Kathryn Ormsbee.

Nie czytałam książek takich jak „Fangril” czy „Girl online”, jakoś omijałam te książki o internetowej sławie. Powieść Kathryn Ormsbee jednak mocno mnie zaintrygowała, stąd też postanowiłam sięgnąć po „Milion odsłon Tash”. Spodziewałam się lekkiej i przyjemnej lektury, a co otrzymałam? O tym zaraz się dowiecie. Zanim jednak opowiem o moich wrażeniach z lektury trochę słów o autorce, która wydaje się być niezwykle barwną postacią. Wchodząc na jej stronę internetową już się uśmiechamy (keormsbee.com), Kathryn Ormsbee mówi o sobie, że jest dziewczyną, która pisze historie o magicznych światach i nastolatkach, a inspiruje się serialami internetowymi zainspirowanych twórczością Tołstoja, a także uwielbia ubrania z lat 60., muzykę z lat 70., filmy z lat 80., a sama urodziła się w latach 90.

Tash Zelenka wraz z przyjaciółmi realizuje serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”, który luźno opiera się na „Annie Kareninie” Lwa Tołstoja. Pewnego dnia liczba oglądających i obserwujących kanał drastycznie idzie w górę. Jak ta nagła popularność wpłynie na Tash i jej przyjaciół?

Bałam się, że „Milion odsłon Tash” mnie zawiedzie, że mocno odczuję fakt, iż to pozycja kierowana do młodzieży, a ja już te lata mam dawno za sobą. Nic bardziej mylnego. Kathryn Ormsbee w swojej powieści oprócz wątku nagłej popularności poruszyła także inne, takie jak m.in. zmaganie z chorobą, czy relacje rodzinne. Książka nie jest nudna, cały czas dowiadujemy się czegoś nowego o bohaterach, a czyta się ją lekko i szybko. To świetna pozycja na upalne dni, ale nie tylko. Z Tash i jej przyjaciółmi łatwo się utożsamić (choć ja nie należę do osób, które gonią za lajkami), gdyż wielu nastolatków dąży do popularności, czy to na YouTube, czy na Instagramie. Kathryn Ormsbee w swojej książce ukazała cenę popularności, a także to jak wpływa ona na relacje pomiędzy nami a przyjaciółmi.

Nie spodziewałam się po „Milion odsłon Tash” tego co otrzymałam na jej kartach. Choć wykraczam już poza wiek, dla którego kierowana jest ta książka, mimo wszystko czytało mi się ją niezwykle przyjemnie. To naprawdę dobra pozycja na odsapnięcie od codziennych obowiązków, jest lekka i nie wymagająca. Co najważniejsze bohaterowie nie są płytcy, ale każdego z nich wyraża coś innego, co różnorodni, a co za tym idzie sama fabuła także taka nie jest. Z ogromną przyjemnością przeczytałabym kontynuację „Milion odsłon Tash”, gdyż ciekawa jestem dalszych losów Tash i jej przyjaciół, a także przyszłości kanału bohaterki.

Z czystym sumieniem polecam książkę Kathryn Ormsbee nie tylko młodzieży, ale także tym, którzy szukają ciekawej i lekkiej lektury na wakacyjne wyjazdy. „Milion odsłon Tash” można polubić za jej nieprzewidywalność i sposób snucia akcji. Z przyjemnością kiedyś powrócę do tej powieści.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive