Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

Chcieliśmy Koleje Śląskie, a mamy czeski cug...

...czyli o rewolucji w śląskiej kolei.

Teraz tak dużo i często pociągami nie podróżuje jak rok temu o tym czasie, ale mimo wszystko czasem jednak tak jak dziś tym środkiem lokomocji podróżuje. Tak było i dziś. Na Górnym Śląsku z przewozu pasażerów wycofała się spółka Przewozów Regionalnych, a jej połączenia przejęły Koleje Śląskie. Miało być szybciej, wygodniej...a okazało się być tak samo, a nawet gorzej. Część pociągów nie wyjechała w ogóle, inne miały ogromne opóźnienia. "Poleciały głowy", aby doprowadzić śląską kolej do porządku.

Gdyby nie fakt, że na dworcu kolejowym nie ogłoszono, że pociąg relacji Bielsko Biała Główna - Katowice wiedzie na tor 1 przy peronie 2, pewnie bym do niego nie wsiadła, widząc wagony z napisem TLK lub InterCity, ale to był mój pociąg Kolei Śląskich, którym zamierzałam dojechać do Katowic. Zamiast wygodnych, nowoczesnych pociągów jechałam starym przedziałowym pociągiem pożyczonym od spółki InterCity, z lokomotywą z napisem LOTOS, widziałam ten pociąg jadący w stronę Bielska, gdy dochodziłam do stacji, ale nie przypuszczałam, że to pociąg Kolei Śląskich. Miałam nadzieję, że przynajmniej wrócę ładnym, nowoczesnym pociągiem do Pszczyny, a jednak się zawiodłam. Na peronie 1 pięknego nowego dworca w Katowicach czekał na mnie czeski pociąg i tutaj ponownie, gdyby nie fakt, że wyraźnie słyszałam, że to mój pociąg jadący do Wisły Głębce bym do niego nie wsiadła.

Każdy codzienny użytkownik pociągów na pewno oczekiwał zmiany, która przecież miała wyjść wszystkim na dobre, a jednak znów wszystko potoczyło się nie tak jak miało. Koleje Śląskie nie dały rady podołać tak wielu odcinkom, zabrakło... pociągów i rozsądku (?). Dzisiaj czekając na opóźniony pociąg pewien miły starszy pan powiedział, że uważa całą tą nagonkę i pociągi, które nie wyjechały za sabotaż mający na celu zniszczyć młodą w zasadzie spółkę Kolei Śląskich. Ja swojego zdania w tej sprawie do końca nie mam, wiem, że jest źle, ale przecież to również od nas zależy by było lepiej (w jakimś stopniu). Według mnie jednak rozdrobnienie PKP na około 75 spółek to niezbyt dobre rozwiązanie, bo prowadzi to do wielu nieprzyjemności i trudności dla pasażerów, a przecież ma/miało to być lepsze rozwiązanie, które miało poprawić jakość przejazdów. Stojąc w kolejce po bilet byłam świadkiem jak pewna kobieta chciała kupić bilet na pociąg relacji Pszczyna - Katowice - Warszawa, bileterka powiedziała jej, że sprzedać jej może wyłącznie bilet do Katowic, a bilet z Katowic do Warszawy musi sobie kupić w Katowicach, gdyż to jest inny przewoźnik. Czy jest wygodniej? Nie sądzę...

Ostatnio bardzo często spotykam się z twierdzeniem u starszych ludzi: "za komuny było lepiej!", takich samych słów użyła również owa wspomniana wyżej kobieta wyrażając swoją dezaprobatę na to, że nie mogła w jednej kasie kupić biletu na interesujący ją pociąg. Wszystko co miało prowadzić do wygody, prowadzi do niewygody pasażerów, ale za to niesamowitej wygody prezesów, wiceprezesów wszystkich spółek. A jeśli chodzi o wycofanie się Przewozów Regionalnych i przejęcie ich połączeń przez Koleje Śląskie, to uważam, że trzeba dać trochę czasu nowemu przewoźnikowi, który cóż nie przygotował się zbyt dobrze na czekające go zadanie. Może jeszcze w śląskiej, ale i polskiej kolei będzie dobrze?

cug - w języku śląskim pociąg

Pierwsza w życiu wygrana:)

Pamiętam to wszystko idealnie. Środek października, potwornie zły humor i znalazłam konkurs na lubimyczytać.pl . Przeczytałam co trzeba i napisałam krótki tekst, a raczej zasady pewnego tajnego stowarzyszenia. Miałam bardzo zły humor i ogromną ochotę na czekoladę, więc powstał tekst o Stowarzyszeniu Anonimowych Czekoladoholików, wysłałam i zapomniałam o tym, że brałam udział w jakimkolwiek konkursie.

3 listopada. Sobota. Załączyłam komputer (i pocztę), aby włączyć sobie muzykę do sprzątania. Na poczcie znalazłam informację o tym, że na portalu lubimyczytać.pl znajduje się dla mnie prywatna wiadomość.Weszłam od razu na stronę, aby przeczytać jaka to wiadomość na mnie czeka. Zaniemówiłam, zobaczyłam oto taki komunikat:
 Nie uwierzyłam, bo przecież ja nigdy nic nie wygrałam, ale weszłam w stronę konkursu, odnalazłam listę zwycięzców i zobaczyłam tam swój nick (MsPikuss):
Na książkę czekałam prawie miesiąc, ale właśnie dzisiaj dotarła. Towarzyszy mi ogromna radość, bowiem po raz pierwszy w swoim życiu coś wygrałam i wygrałam właśnie za swój tekst. Niesamowicie mnie to podbudowało jeśli chodzi o moją własną twórczość, zaczęłam inaczej do niej podchodzić i więcej w nią wierzyć, a to wszystko za sprawą jednej wygranej książki.

Moja wygraną jest książka Krąg autorstwa Matsa Strandberga i Sary Bergmark Elfgren, jest to thriller dla młodzieży:
Sześć dziewcząt właśnie rozpoczęło naukę w liceum. Nic ich ze sobą nie łączy, każda z nich jest inna. Na początku semestru w szkolnej toalecie znaleziony zostaje martwy uczeń. Wszyscy podejrzewają samobójstwo, wszyscy z wyjątkiem tych, którzy znają prawdę...
Pewnej nocy, gdy na niebie pojawia się czerwony księżyc, dziewczyny spotykają się w parku. Nie wiedzą jak, ani dlaczego się tu znalazły. Odkrywają, że drzemią w nich tajemne moce, a ich życiu zagraża niebezpieczeństwo...
Aby przeżyć, muszą działać wspólnie, tworząc magiczny krąg. Od tej chwili szkoła staje się dla nich sprawą życia i śmierci…
Pierwsza część znakomitej szwedzkiej trylogii.


Źródło opisu:  http://www.czarnaowca.pl

Już nie mogę się doczekać, kiedy zagłębię się w lekturę książki ;)
Do książki została załączona taka broszurka - zawierająca fragment książki.

11 listopada inaczej...

Nie w manifestacji, ale na koncercie. Na koncercie Czesława, pisząc o Męskim Graniu, mówiłam, że z przyjemnością bym wybrała się na koncert Czesława i tak się stało. Koncert odbył się w Pszczyńskim Centrum Kultury w ramach właśnie 11 listopada, od dwóch lat miasto organizuje w tym dniu właśnie widowisko muzyczne, ja uczestniczyłam w nim po raz pierwszy.


Brakuje mi słów by opisać ten koncert, nie spodziewałam się, aż tyle.
Koncert rozpoczął się o godzinie 19:00 (no trochę później na scenę wyszedł Czesław i jego zespół) od krótkiego powitania dyrektora PCKulu oraz kilku słów o 11 listopada z ust burmistrza Pszczyny. Czesław wraz z zespołem i Hansem wyszedł na scenę i zaczął grać. Nie musiałam długo czekać na pierwszą z moich ulubionych piosenek Wesoły kapelusz, nie usłyszałam jednak na żywo Fishikelli, ale inne zaśpiewane piosenki ten brak rekompensują, w szczególności fakt, że na piosence Caesia&Ruben Hans (wraz ze Susan) stał parę metrów ode mnie, gdzie dzwonił (-ili) dzwoneczkami oraz grał na flecie. Cud, miód i orzeszki... Nie wspomnę już o tańcu Czesława, który jest genialny, ale równocześnie śmieszny. Bardzo podobało mi się wykonanie piosenki When the boys meet the girls, które miałam już okazję usłyszeć w Żywcu na Męskim Graniu, ale z ręką na sercu mówię, że to dzisiejsze pobiło tamto wykonanie. Były utwory bardziej żywe i mniej żwawe, spokojne, nie zabrakło utworów z płyty na której Czesław Śpiewa wiersze Miłosza, akurat zagrane zostały te utwory, które mi się podobają. Ciekawa też była Maszynka do świerkania, tej piosenki zabrakło na Męskim, ale teraz wynagrodzone miałam z nawiązką. Czesław Śpiewa wraz ze swoim zespołem zagrał również cover zespołu Happysad Zanim pójdę, co ciekawe odkryłam tę piosenkę (w wykonaniu Czesława oczywiście) jakiś czas temu i bardzo chciałam usłyszeć ją na koncercie i oto proszę ta - dam! Śmieszna była sytuacja, kiedy Czesław wziął IPada i śpiewał z niego piosenkę, gdyż nie pamiętał tekstu, śpiewał więc z IPadem w ręku i dodał:"Nie wypada śpiewać z kartki, więc ja będę z IPada",

Jak pisałam nie mogę znaleźć słów, więc fotorelacja (przepraszam za jakoś zdjęć, ale są to kadry z nagranych filmów):
Zanim pójdę - cover zespołu Happysad

Wesoły Kapelusz
Wesoły Kapelusz raz jeszcze

Czesław i jego iPad, no i Hans na kontrabasie

Czesław, Hans, Susan i reszta rozdający autografy

Moja największa pamiątka!






9 września 2012: Marsz dla Życia i Rodziny

Rodzinę i Życie trzeba pielęgnować i propagować, nie można tego przemilczeć! Życie - to to od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci i Rodzinę, kobieta + mężczyzna + dzieci. Nie jesteśmy bogami, by decydować o losie zarodków i wybierać sobie z spośród powiedzmy 10 zapłodnionych komórek tą jedną, nie jesteśmy bogami by decydować czy dziecko w łonie matki powinno żyć, nie jesteśmy bogami, by decydować, że osoba w śpiączce już się nie wybudzi i poddać ją eutanazji. WYBIERAM ŻYCIE. Rodzina powinna być odpowiedzią na wszystkie słowa, które teraz każdego dnia uderzają nas od mediów.


Rodzina. Podstawowa wartość, która w dzisiejszych czasach zostaje albo sprowadzana do nieważnej i niepotrzebnej, a rodzina jest receptą na kryzys. Tak zacznę swój artykuł na temat Marszu dla Życia i Rodziny, który odbył się w moim mieście. Wzięłam w nim udział i z uśmiechem na twarzy maszerowałam przez ulice mojej miejscowości, trzymając w rękach tablicę z napisem: "Wybieram życie". Czemu wzięłam w nim udział?
Źródło:  http://www.marsz.org/
Uważam, że czas przerwać zmowę milczenia i przestać udawać, że nie nic się nie dzieje, że wszystko to co coraz częściej pojawia się w mediach na temat współczesnych związków, które ciężko nazwać rodziną. Nie mówię, że jestem nie tolerancja, bo staram się tolerować naprawdę wiele rzeczy. Współczesna rodzina to coraz częściej 2 + pies lub kot. - usłyszałam dzisiaj takie słowa od jednej rodziny, którą okazję miałam pytać co sądzi o Marszu dla Życia i Rodziny. I cóż ciężko się z tym nie zgodzić, a przecież tak nie musi być, a nawet nie może. Rodzinę i Życie trzeba pielęgnować i propagować, nie można tego przemilczeć! Życie - to to od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci i Rodzinę, kobieta + mężczyzna + dzieci. Nie jesteśmy bogami, by decydować o losie zarodków i wybierać sobie z spośród powiedzmy 10 zapłodnionych komórek tą jedną, nie jesteśmy bogami by decydować czy dziecko w łonie matki powinno żyć, nie jesteśmy bogami, by decydować, że osoba w śpiączce już się nie wybudzi i poddać ją eutanazji. WYBIERAM ŻYCIE. Rodzina powinna być odpowiedzią na wszystkie słowa, które teraz każdego dnia uderzają od mediów.Ludzie świadczyli o tym, że istnieją jeszcze rodziny, które żyją i wzajemnie się wspierają i pokazują, że rodzina wciąż jest i zawsze będzie, ale media i tak propagować będą to co nowe i niekoniecznie dobre, bo jakie wartości wyniosą dzieci wychowane przez dwóch mężczyzn, będzie ono tak jak jego "rodzice". Związek, przypieczętowany sakramentem jest podwaliną do prawdziwej rodziny, która pokaże jak żyć. Rodzina jest wartością, jest receptą na kryzys! Wystarczy tylko spojrzeć, ile nieszczęść powstaje w dzisiejszych czasach, jak wiele małżeństw nie może mieć dzieci, bo w przeszłości kobieta zażywała tabletki antykoncepcyjne, byleby tylko za wcześnie na świecie nie pojawiło się niepotrzebne dziecko, a DZIECKO jest darem, który Ten Z Góry daje nam w tym momencie, który on uważa za słuszny i to nie my, ludzie, powinniśmy o tym decydować. Wystarczy spojrzeć jak wiele rozwodów, które nie zawsze są słuszne. Propagowanie rodziny w tym momencie, jest szczególnie ważne, gdy świat nastawiony jest na konsumpcjonizm, a podstawową dewizą jest: "Zdobyć, najlepiej po trupach do celu.", a przecież istnieją wartości, które należy pielęgnować. Na Marszu spotkałam ludzi, którzy cieszyli się, że mogą brać udział w czymś takim i pokazywać swoją postawą, że istnieje jeszcze prawdziwa rodzina. Maszerowały całe rodziny, małe dzieci w wózkach, kobiety w ciąży. Uśmiech na twarzy pojawiał się, gdy kolejne pytane osoby mówiły, że na pikniku po marszu panuje prawdziwa rodzinna atmosfera i czują się jak w domu.

Takich inicjatyw, takich Marszów dla Życia i Rodziny powinno być więcej, by pokazywać światu, że są jeszcze ludzie, którzy żyją i propagują rodzinę, a nie konkubinat, czy związek partnerski oraz, aby pokazywać, że życie jest najważniejsze i że życie rozpoczyna się od chwili poczęcia, a nie od narodzenia, a kończy w momencie naturalnej śmierci. Na blogu wspominałam już kiedyś o aborcji - delikatna nazwa na karę śmierci przed narodzeniem. (Zabójstwo jeszcze przed narodzeniem). Na Marszu byłam wolontariuszem, dostałam koszulkę z napisem: Marsz dla Życia i Rodziny, a po Mszy Świętej, która ten Marsz rozpoczynała rozdawałam dzieciom balony, a ich rodzicom plansze propagujące rodzinę i życie, aby razem z nimi przemaszerowały przez miasto, a później parę rodzin pytałam co sadzą o tym wydarzeniu. Człowiek, aż czuje się umocniony tym co usłyszał od tych małżeństw.
Źródło:  http://www.facebook.com/facebogpl
Zapraszam do wzięcia do udziału w anonimowej ankiecie, którą znajdziecie po lewej stronie bloga pod Wtyczką Facebooka. Ankieta dotyczy aborcji, in - vitro i eutanazji.










5 a Paris

Plakat skopiowany ze oficjalnej strony NKT take tam na  Facebooku.
Pamiętam jak dziś jak oglądałam pierwszą 5, nie przypuszczałam, że ten musical doczeka się kontynuacji, a to proszę niespodziewana niespodzianka.

W 5 a Paris poznajemy losy Francesek, które po spotkaniu we Włoszech pewnego faceta, zmieniły swoje życie. Postanawiają, więc wybrać się na wakacje do Paryża - miasta miłości, a tam spotykają dawnego znajomego który teraz pracuje w małym podupadającym teatrze. W tej części oprócz 5 Francesek (przepraszam czterech) poznajemy również kuzynkę jednej z nich - Emo Franceski - Nelly, szefowej faceta - Marie oraz barmana Pierre'a. W tej części na Franceski czekają nowe przygody i wyzwania, a także zaczynają spełniać się marzenia każdego z bohaterów.

Bardzo podobała mi się kolejna cześć musicalu Pięć, który miałam okazję oglądać przed dwoma laty. Nie wiem czy podobała mi się bardziej, wiem, jednak, że bardzo dobrze się bawiłam i odprężyłam podczas tego musicalu,a dzisiaj było mi to szczególnie potrzebne. Piosenki dobrane były fantastycznie, czuło się klimat. Także scenografia była wspaniała, która oddawała w namiastce piękno Paryża, warto o niej wspomnieć, gdyż wykonywana była przez występujących aktorów. Jeśli już jestem przy aktorach, to trzeba przyznać, że spisali się na medal, choć może to złe słowo. Ich gra była wspaniała, jak i w tańcach, jak i w piosenkach. Brawa należą się również do autora scenariusza i reżysera  - Jakuba Pieczki - który po raz kolejny stworzył niesamowite show. Ciekawie byłoby zobaczyć kolejną odsłonę Piątki w kolejnym mieście, które przyciąga spojrzenia. Może wspominany w piosence finałowej Nowy Jork?











Męskie Granie w Żywcu

1 września 2012 r., gdybym była uczniem, byłoby to cudowne zwieńczenie wakacji, ale i takkoncert Męskiego Grania w Żywcu, niesamowicie mi się podobał. Najbardziej czekałam na dwóch wykonawców, choć nie mówię, że nie byłam ciekawa innych. Acid Drinkers i Czesław Śpiewa, na tą dwójkę czekałam najbardziej, ale po kolei.

Nie będę się rozwijać na każdym wykonawcą Męskiego Grania, ale postaram się o każdym opowiedzieć, choć kilka słów. Koncert zaczął się o godzinie 18:00 od występu zespołu Bueno Bros grających muzykę elektroniczną, szczerze powiedziawszy nie przypadali mi do gustu. Podczas ich "grania" czekałam tylko jak skończą. Po nich przyszedł czas na ciekawie brzmiący zespół Jazzpospolita, w przeciwieństwie do poprzednika ich występ bardzo mi się podobał, a po zaprezentowane utwory na pewno sięgnę przy okazji pisania swoich opowiadań. A po nich Acid Drinkers, na których czekałam i się nie zawiodłam, grali krótko, za krótko, ale nasyciłam się głosem Titusa i brzmieniem gitar w zupełności - teraz tylko
marzę by pojechać na ich pełny koncert - gdy usłyszałam jak Titus zaczyna śpiewać/wrzeszczeć Hit the Road Jack po prostu zmiękły mi nogi, sto razy lepiej brzmi na żywo niż na płytach. Nie wszystkie piosenki, które chciałam usłyszeć usłyszałam, ale te, który były bardzo mi się podobały. Nie wspomnę już o wykonaniu piosenki Candy, którą zespół wykonał z Kasią Nosowską, która była N - I - E - S - A - M - O - W - I - T - A !
Podczas występu Acid Drinkers podobało mi się również jak pomimo tak krótkiego wystąpienia Titus złapał kontakt z publiką i praktycznie po każdej piosence pytał : "Pasuje?". ACID!!!
Po ostrych thrash - metalowych klimatach jakie zaserwował poznański zespół przyszła pora na klimaty nieco  odmienne - hip - hopowe -, a mianowicie na scenie Amfiteatru pod Grojcem wystąpił O.S.T.R. Tabasco, jednak o ich występie niewiele mogę powiedzieć. Po hip - hopowym odlocie zaprezentował sie Marek Dyjak, który miał ciekawy głos, jednakże nie do końca do gustu przypadły mi piosenki, które zaśpiewał. Następna była wywodząca się z Żywca - Monika Brodka, która pokazała nieco świeższe i żywsze spojrzenie na muzykę, jej kolorowy ubiór już sam wyzwał uśmiech na twarzy. Po Brodce na scenie pojawił się kolejny artysta, na którego czekałam - Czesław Śpiewa - i tu niestety trochę się zawiodłam, gdyż nie usłyszałam tych piosenek, które chciałam, choć pojawiła się jedna z moich ulubionych, czyli When The Boys meet the girls, wielki zawód sprawił mi głównie brak Fischikelli. Jednakże z miłą chęcią wybiorę się na koncert Czesława, żeby zobaczyć na co tak naprawdę go stać. Po Czesławie przyszedł czas na zespół Hey, który znam i nawet kilka piosenek lubię, ale nie tak, żeby być ich fanem. Ten występ rozpoczął się dość nietypowo, gdyż dwa dni wcześniej Kasia Nosowska obchodziła swoje urodziny, więc cały Amfiteatr zaśpiewał jej Sto lat, podczas występu nie zabrakło wzruszeń ze strony wokalistki, która nie mogła powstrzymać łez, gdy kolejni wykonawcy składali jej życzenia i cieszyli się, że mogą z nią śpiewać. Na zakończenie na scenie pojawili się wszyscy artyści i Kasia Nosowska wraz z Markiem Dyjakiem zaśpiewała piosenkę Ognia!

Wydanie tych 20 złoty + parę dodatkowych za bilet nie było zmarnowane i bardzo dobrze bawiłam się na koncercie w Żywcu, w głowie zostały wspomnienia. Miłe wspomnienia. 


31 sierpnia: Dzień bloga

W swoim kalendarzu wyczytałam, że dziś obchodzimy Dzień Bloga, z tej okazji postanowiłam napisać co nie co o samym blogu i nie tylko.

Powstał on 10 lutego 2011 roku jako miejsce spełniania mojej twórczości, czyli publikowania na nim wierszy - mojego autorstwa -, jeszcze w tym samym roku zdecydowałam się na publikowanie na nim wszelkiego typu przemyśleń, choć tak w dalszym ciągu dużo miejsca zajmowały na nim wiersze, a teraz... teraz ma on troszeczkę inne oblicze, powiedziałabym o nim, że jest to blog ogólno-tematyczny i znajdziemy na nim wszystkiego po trochu. Najbardziej jednak chciałabym tu publikować wzmianki o swojej twórczości, co często jednak robię, ale ileż można pisać o opowiadaniach.

Przełomem i prawdziwą rewolucją było opublikowanie na łamach bloga postów o 10 wybranych filmach spośród ulubionych, a także moja opinia na temat Intruza, choć wcześniej ukazała się również moja opinia na temat nowego albumu Red Hot Chili Peppers - I'm with you. Blog zmieniał się wraz ze mną, kiedy inspiracje do pisania wierszy ucichły, nie starałam się na siłę ich pisać, żeby "coś" opublikować, nie chciałam go porzucać, dlatego też przekształciłam jego tematykę i tak z bloga wyłącznie lirycznego, stał się ogólnym, którego nie da się zamknąć do żadnej konkretnej kategorii.

Wczoraj była pełnia. Nie działa ona na mnie w ten sposób, że nie mogę zasnąć, raczej bardziej nie odczuwam zmęczenia i nie chce mi się spać, choć pewnie gdybym się położyła i zamknęła oczy pewnie bym zasnęła, ale nie o tym chciałam pisać. Pełnia działa na mnie bardzo twórczo, podczas niej mam więcej pomysłów i słowa lepiej mi się układają, właśnie podczas wczorajszej pełni stworzyłam nowy wiersz, nie jestem z niego zadowolona jak z niektórych, które na łamach tego bloga były publikowane, ale patrząc jak długa była moja przerwana w pisaniu to nie jest źle. Oto i one:

***



Wędrowałam tam, gdzie Ty
i gdzie marzenia i sny.
Tam kolorami świeciło
i nigdy nic nikogo nie smuciło.

Po prostu sielankowo tam było!

Wędrowałam tam, gdzie Ty
i gdzie marzenia i sny.
Tam radośnie się żyło
i każdemu było miło.

Po prostu sielankowo tam było!

Wędrowałam tam, gdzie Ty
gdzie kończą się marzenia i sny.
Tam szarością przygnębiało
i nigdy się nie poprawiało.

Po prostu smutno tam było!

Wędrowałam tam, gdzie Ty
gdzie kończą się marzenia i sny.
Tam inaczej już było,
lecz przy Tobie się polepszyło.

Po prostu…

__________________________

Melodia deszczu

Melodia deszczu wygrywa melodię
„Puk puk puk puk…”
wiatr cichutko woła
„Szzzzzzz…”
a ty siedzisz nie dostrzegasz
tego co dokoła
Ciebie gra
Ta melodia
tak bliska dla ucha
i tak delikatna,
a Ty zagłuszasz ją swą „muzyką” bezlitosną

___________________________

Ławka na stacji kolejowej



Ciemny zaułek dosyć ciemnej stacji
On stoi i ona stoi
Patrzą sobie w oczy.

Zniszczona ławka dosyć ciemnej stacji
On stoi i ona stoi
Zbliżają do siebie swe usta.

Ciemny zaułek dosyć ciemnej stacji
On stoi i ona stoi
Ich usta się dotykają. Ławka symbolem miłości
się stała
To ona zbliżyła do siebie
tych dwoje kochanków,
spoglądających na siebie.
(ten wiersz napisany został 2 grudnia 2011 roku)

A i jeszcze chciałam dodać piosenki, które ostatnio szczególnie mi towarzyszą:


tego słucham (a właściwie całej tej płyty)pisząc ten post


Zakochałam się w tej piosence...



Nowości...

...książkowe...

W Krakowie natknęłam się zupełnym przypadkiem na księgarnię z bardzo tanimi książkami, nie wyszłam z niej z pustymi rękami, kupiłam książkę Dariusza Rekosza Zamach na Muzeum Hansa Klosa i dałam za nią naprawdę niewiele, żałuję tylko, że nie dane mi było kupić większej liczby książek, ale na rekolekcjach musiałam zrobić nieplanowany wydatek, ale niczego nie żałuję. Dokładnie wczoraj również nie planując zakupu książki, kupiłam kolejną powieść króla horrów Stephena Kinga, kolejną którą napisał pod pseudonimem Richard Bachman Ostatni bastion Barta Dawesa. Poczekają one jednak na swoją kolej czytania, gdyż w pierwszej kolejności chcę przeczytać pozycje z książek półkowych. Właśnie czytam Zaginiony symbol Dana Browna, nie mogę przejść przez P.S.Kocham Cię mimo że film oparty na tej książce bardzo mi się podobał.

...muzyczne...

Cóż na rekolekcjach został mi polecony zespół o nazwie Pillar, dopiero zaznajamiam się z ich twórczością, ale już dość konkretnie mi się podoba. Ma to coś co lubię pazur, a oprócz tego wychwala Boga. Zapraszam do posłuchania sobie: 




...wyglądowe...

Mimo że poprzedni wygląd bloga mi się podobał, to coś mi w nim nie pasowało i właśnie doszłam do tego, w jaki sposób mogę go odmienić. Zaczynam doceniać moją przeprowadzkę tutaj, bo mam przynajmniej możliwość stworzenia takiego wyglądu bloga, który mi odpowiada i nie muszę się dostosowywać się do tego co proponuje mi administracja strony.

... i jeszcze trochę o rekolekcjach.


Dopiero wróciłam, a już czuję się lepiej, taki czas 2 tygodni z dala od swojego rodzinnego miasteczka był mi bardzo potrzebny ;), a wiem, że to dopiero początek drogi, którą mam przebyć. Mam zapał do pracy, do pisania, fotografowania oraz czytania. Czuję się odmieniona... mam nadzieję, że tego nie zmarnuje.


15 (17) dni w Krakowie...

Nie byłam na wczasach, ani na wycieczce, żeby sobie pozwiedzać, byłam na rekolekcjach. Mocnych treściowo i "uderzeniowo".

Celem było poznanie Kościoła i uświadomienie sobie, że Kościół jest niezmiennym i trwa od lat, a także znalezienie swojego miejsca w Nim. Zacznę od tego, że jakiś czas temu zwątpiłam w to, że Kościół jest trwały i że "żyje", ale 15 dni w Krakowie i spotkania z różnymi ludźmi pokazały mi, że Kościół jest. Przyczyniły się głównie do tego spotkania w Nowej Hucie z panem Marianem, który pomimo swojego wieku z pasją opowiadał o kościele Matki Bożej Królowej Polski (Arka Pana) o którego walczyła Polska i cały świat, gdyż władze komunistyczne nie chciały zgodzić się na to, aby w Nowej Hucie stał kościół, drugim spotkaniem była Msza Święta w cerkwi greko - katolickiej, a po niej krótka opowieść o losach tej cerkwi i również Kościoła greko - katolickiego w PRL. To uświadomiło mi, że Kościół jest i trwa. Nie chciałam jechać na te rekolekcje, ostatnie formacyjne, ale po spędzeniu tych dni wiem, że było mi to niezwykle potrzebne. Dużo mi dał ten czas i uświadomił, nie zmieniłam jednak swojego zdania co do posługi animatora, ale zostanę i nie odejdę, przynajmniej na razie. Pierwszy raz, a były to moje czwarte rekolekcje letnie tak dobrze modliło mi się Liturgią Godzin, w śpiewanych psalmach, mimo że często się powtarzały znajdowałam słowa, które trafiały do mnie każdego dnia. Wszystkie wieczorne modlitwy, bardzo spokojne i bez zbędnych fajerwerków umacniały mnie każdego dnia, a pierwsza, czy tam druga pozwoliła oddać wszystko Chrystusowi i z radością przechodzić przez każdy kolejny dzień. Mocnym akcentem była jednak ostatnia modlitwa, która pokazała jak wielką moc i siłę ma Różaniec, a także umocniła w pewnej decyzji, o której jeszcze opowiem. Rekolekcje w zgiełku miasta przypomniały mi, że Jezusowi mogę oddać to wszystko co mnie dręczy i za to Chwała Panu!
Witraż Stanisława Wyspiańskiego w Bazylice św. Franciszka z Asyżu w Krakowie

1 sierpnia 1944 Powstanie Warszawskie


Dzisiaj mija 68 rocznica od rozpoczęcia ciężkich walk...dla wyzwolenia Polski.



Fragment z Pamiętniku z Powstania Warszawskiego Mirona Białoszewskiego:

W niedzielę tak pod wieczór [...] ze Świętojerskiej we Freta wykręcił puszczony przez Niemców taki mały czołg. Że puszczony, to z początku się nie wiedziało. Był raczej niby opuszczony. Czyli podpuszczony. I zdobyty przez Polaków. Natychmiast tłumy rzuciły się wiwatować. Prowadziły zdobycz. I szły koło niej. [...] I kiedy euforia dochodziła do szczytu, a balkony były oblepione ludźmi, nastąpiła katastrofa. Po prostu wybuchnął mechanizm zegarowy. Na balkonach zostało sporo postaci przechylonych przez żelazne sztachetki. Najwięcej trupów, kawałków nóg, rąk, wnętrzności, ubrań bylo na tych skwerach na środku. [...]
Moja znajoma nauczycielka miała dwóch braci, którzy brali udział w akcji. Jeden - doroślejszy - zginął w potyczce. Drugi, chłopczyk, przy czymś tam pomagał. Latał. Tak było i wtedy. One, to znaczy moja znajoma z matką (uciekły z Woli), siedziały w piwnicy, kiedy młodszy brat był na Długiej. Wyleciała jego siostra, ta moja znajoma. Szukała. Po wybuchu. Bo mówili jej, ktoś, że ten mały tu był. I na tym skwerku, bez trawy wtedy, na gołej ziemi znalazła jego kawałek nogi z bucikiem. Ktoś jednak mówił, że ten jej braciszek żyje i pewnie jest w tym szpitalu nowym. Chciała wejść. Ale nie puszczali. Bo dopiero się urządzali. Na drugi dzień szpitale były już zbombardowane. Irena P., kiedy ją spotkałem jeszcze w czasie powstania chyba tam na Starówce, mówiła (bo też tam była zaraz wtedy), że łopatami zbierali wnętrzności.
Powstanie Warszawskie miało być próbą odbicia Warszawy z rąk hitlerowców, wierzono w jego zwycięstwo i w to, że Warszawa zostanie wyzwolona. Oczekiwano również pomocy od strony Armii Czerwonej, która tylko czekała, aż powstańcy się wykrawią, ale Powstanie Warszawskie nie miało tylko znaczenia dla samej stolicy, ale gdyby zakończyło się sukcesem, mogło by być początkiem wyzwolenia dla całej Rzeczpospolitej. Godzina W. i rozpoczęcie nierównej walki, bo Niemcy zaopatrzeni w przeciwieństwie do Polaków w czołgi, kiedy powstańcy do dyspozycji mieli tylko pistolety. Wola walki była silniejsza niż nierówność. Ludzie, którzy ginęli dla dobra własnej ojczyzny byli w moim wieku (mniej więcej), a dzisiaj wielu moich rówieśników nie szanuje Ojczyzny, nasuwa mi się pytanie czy gdyby dziś trzeba było podjąć zryw dla ratowania Rzeczypospolitej czy młodzi ludzie, tacy jak ja, byliby zdolni do podjęcia walki i byliby gotowi oddać za nią życie?
Ku pamięci poległym... ku chwale Polsce!