Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie miesiąca 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowanie miesiąca 2017. Pokaż wszystkie posty

Panie Kwietniu panu już podziękujemy, zapraszamy Maj!

Ten kwiecień wcale taki dobry nie był jakby się wydawało. Nie chcemy go już, więc pora go podsumować. Jak wypadły moje plany? I jakie są na nowy miesiąc? Tego oczywiście dowiecie się z lektury tego oto postu. To jak ciekawi jak wypadł u mnie kwiecień?

Kwietniowe podsumowanie:

Choć czytelniczy wynik jest mniejszy, niż ostatnich dwóch miesięcy to jednak wciąż nie mogę narzekać. Przeczytałam pięć książek, co daje mi już w tym roku dziewiętnaście książek. Nie mogę zdecydować się, co Doskonała pomyłka, która nie zapowiadała się na książkę jaką się okazała. Z drugiej Złota godzina i Spódniczka ze starej podszewki. To był naprawdę udany pod względem doboru lektur miesiąc. W kwietniu nie znajdę swojego numeru jeden, gdyż wszystkie trzy wymienione przez mnie książki mnie oczarowały. Oprócz nich był jeszcze Czas burzy, który ani mnie nie zawiódł, ani nie zachwycił, ale o tym opowiem Wam w najbliższych dniach. I numer pięć to audiobook, który słuchałam sobie w domowych obowiązkach, czyli Niesamowite przygody 10 skarpetek. Pozycja tak ciekawa i pełna humoru, że na pewno coś Wam o niej opowiem.

Mogliście przeczytać o moich czytelniczych nawykach, ale nie pojawił się wpis z serii Obiektywnie i nie wiem, kiedy uraczę Was nowym tego typu. Nie zrealizowałam pełni swoich planów, ale ogólnie jestem zadowolona z tego, co pojawiło się na blogu w tym miesiącu. Spotkała mnie jednak w kwietniu smutna niespodzianka, końcem marca zmieniłam wygląd bloga, z którego jestem bardzo zadowolona. Od dwóch lat korzystałam z systemu komentarzy Disqus, po zmianie szablonu zniknęły mi wszystkie dotychczasowe komentarze, nie tylko te napisane poprzez platformę, ale także standardowy system komentowania Bloggera. Próbuje to naprawić, ale do tej pory wybrałam mniejsze zło i na bloga wrócił standardowy system komentowania (i chyba taki zostanie). Och! Był też konkurs, jednak nie cieszył się on dużym powodzeniem, a osoba, która jako jedyna się zgłosiła swój udział, nie odpowiedziała na moją wiadomość.

Co w maju:


W Maju, o ile wszystkie moje plany się udadzą, w końcu pokaże Wam moje książkowe półki. Jeśli nie to opowiem Wam o czymś innym w ramach wpisów z serii Czytelniczy kącik. W kwietniu się jakoś nie złożyło, ale niebawem chciałabym napisać coś nieco na temat albumu mojego ulubionego wykonawcy ostatnich miesięcy Anatoma, kto śledzi świat hip - hopowy mógł coś usłyszeć na temat tego rapera, gdyż robi on niezły "bałagan" w tym gatunku. W szkicach czeka już post na temat gry komputerowej, w którą gram naprawdę dużo, a mianowicie The Sims 4, więc już za jakiś czas będziecie mogli trochę na temat poczytać. Co jeszcze się szykuje? Tego nawet sama nie wiem. W kwestii do przeczytania mam na pewno trzy książki, o których mówiłam Wam tutaj. Mam ochotę przeczytać jeszcze Zakazane życzenie. Zobaczymy co z tego będzie.

A jak Wasz kwiecień, jesteście zadowoleni? I jak prezentują się Wasze plany?

Żegnamy marzec i witamy kwiecień

Czas pędzi. Rok temu 1 kwietnia przypominał mi, że to nie żart do mojego ślubu pozostało 6 miesięcy, a tu już po ślubie jestem pół roku! Tak trochę prywaty, a co z moimi blogowymi marcowymi planami i ich realizacją? Zobaczcie sami, ja jestem zadowolona!

Marcowe podsumowanie:

Mogę być zadowolona z ilości przeczytanych książek, nie mam tendencji spadkowej. Przeczytałam ponownie 6 książek, a byłoby 7 tylko brakło mi jeszcze jednego dnia. Jak planowałam rozpoczęłam lekturę po angielsku, ale do tego potrzebuję dużo skupienia, więc czytam powoli, zaczęłam także Emmę Jane Austen, lecz po początkowym zachwycie, teraz utknęłam w martwym punkcie, może w kwietniu skończę? Marzec to także miesiąc spotkania po latach! Spotkałam się z Klaudią z Herbatka z książką, z którą chodziłam do liceum, to było naprawdę miłe spotkanie. Zaniosłam do biblioteki książki do których już nie wrócę.

Czytałam bardzo różne lektury, ale moim numerem jeden chyba stała się Dziewczyna z daleka, ale po piętach depcze jej Jak cię zabić kochanie. Nie mogę także zapomnieć o wspaniałym Słowiku, który przeniósł mnie do nieco mroczniejszych czasów. Zapoznałam się również z Baśniami barda Beedle'a, o których już niebawem Wam opowiem, próbowałam również dowiedzieć się co się stało z detektywem Pozytywką w najnowszej książce autorstwa Grzegorza Kasdepke. Szukałam również swojej drogi do kreatywności z Mindfulness. Droga do kreatywności

Poza czytaniem oczywiście było granie, w planszówki i The Sims 4, zastanawiałam się nad powrotem do świata Wiedźmina, ale zaniechałam pomysłu, ale kto wie, co przyniesie kwiecień? Na blogu oprócz recenzji mogliście przeczytać o moich dwóch miesiącach z abonamentem Legimi, a także standardowo dzieliłam się z Wami moim światem widzianym za obiektywem. Ładna pogoda zachęcała mnie do wyjść na zewnątrz, stąd też wpisów na blogu pojawiło się mniej. Zapomniałabym o wpisie o planszówkach, gdzie dzieliłam się tym co mamy i w co gramy.

Co na kwiecień:


Wpis o abonamencie Legimi był pierwszym z serii Czytelniczy kącik, gdzie będę Wam chciała pokazać trochę mojego czytelniczego światka. Wpis o planszówkach także nie był jednorazowym wybrykiem, analogicznie pojawi się moja opowieść o grach komputerowych i nie tylko! Chodzi mi po głowie parę słów na temat moich muzycznych upodobań, a także bardzo chciałam Wam opowiedzieć co nie co na temat Atomistyki, więc może właśnie w kwietniu to nastąpi? Będzie też konkurs z niespodzianką. Oczywiście to wszystko plany, a jak będzie okaże się w kwietniu!

A Wam kochani jak minął marzec?

Luty nas pożegnał, ale już witamy się z marcem

W okamgnieniu przeleciał mi luty, ale jak to z tym krótkim miesiącem bywa, ja przeczytałam dużo książek. Duża zasługa tutaj czytnika, który sprawił, że czytanie stało się dla mnie dużo wygodniejsze. Co mnie smuci nie sięgnęłam po książki z listy do przeczytania w lutym, ale jedną zaczęłam i nie mogę przez nią przebrnąć, no nie potrafię i już. 


Podsumowanie lutego:

Nie mogę narzekać, ba nawet narzekanie nie przechodzi mi przez myśl. Luty był dla mnie bardzo łaskawy pod względem czytelniczym. Przeczytałam dużo i to samych dobrych [no prawie] powieści. Sześć książek, niewiele brakowało do siedmiu. Nie mogę znaleźć tej ulubionej miesiąca, bo każda była inna. Oszpicyn zmroził mi krew w żyłach i nie pozwalał spać po nocach, Baśnie braci Grimm bez cenzury trochę mnie zawiodły, ale w końcu pokonałam ciekawość. Wotum nieufności wciągnęło bez reszty, to była niesamowita powieść. Przyszła pora także na Dziewczynę z pociągu, która ani mnie nie rozczarowała, ani nie oczarowała, po prostu była. Poznałam też swój chronotyp, przekonując się, że funkcjonuje zgodnie z nim(!), to za sprawą książki Potęga kiedy.

Luty to prywatnie jest dla mnie wyjątkowym miesiącem, bo w końcu wiem na kogo czekam. Bardzo dobrze wypadł mi ten miesiąc pod względem nie kupowania książek, poza standardowym zakupem dwóch pozycji z Kolekcji Romantycznej i sagi kryminalnej Charllotte Link na mojej półce nie pojawiło się nic innego. Chyba, że mówimy o półce wirtualnej na czytniku, bo tu trochę poszalałam z nowościami (no nie tylko), które chłonęłam niczym gąbka. Już wiem, że zdecydowanie się na abonament Legimi w moim przypadku było strzałem w dziesiątkę (musi pojawić się na ten temat "mały" post). W lutym intensywnie grałam w The Sims 4, wzbogaciłam swoją rozgrywkę o kolejny już dodatek, więc znów trochę "świeżości" pojawiło się w mojej rozgrywce. Może macie ochotę poznać moje rodzinki? Niedawno stworzyłam nową, a poznać miasto, które zyskałam wraz z dodatkiem, a nie chciałam przeprowadzać swojej standardowej rodziny, który wybudowanym domu mieszka od początku.


Na blogu poza recenzjami książek, mogliście przeczytać o moich pierwszych wrażeniach po zakupie czytnika e-booków, pojawił się także standardowo wpis z cyklu Obiektywnie i podzieliłam się z Wami moją walentynkową historią sprzed dwóch lat [czy Wy też uważacie, że czas pędzi niemiłosiernie?]. No i oczywiście recenzja książki ze stycznia, czyli Dzień dobry północy


Plany Marcowe:

Niezwykle podoba mi się marcowa grafika z mojego kalendarza. 

Nie zaplanowałam sobie marca tak jak lutego, choć zamierzam sięgnąć w tym miesiącu po literaturę w oryginale, bo trochę tych anglojęzycznych powieści zebrało mi się na półce. Chciałabym też przeczytać kolejną książkę ze zbieranej przez mnie Kolekcji Romantycznej. Najlepiej jednak, kiedy nic nie planuje skrupulatnie, bo moje plany lubią się zmieniać. Na pewno pojawi się kolejny wpis z serii Obiektywnie, podzielę się z Wami zdjęciami z Zamościa, no i mam nadzieję, że nie zapomnę, jak to zrobiłam w lutym o cyklu planszówkowym i filmowym. Nie mogę zapomnieć także o bookshelf tour, które powstało, ale nie jestem zadowolona z efektu, stąd też nie ujrzało światła blogowego, więc muszę "nagrać nowy materiał.

A Wam jak minął luty? Ile przeczytaliście?

Do zobaczenia Styczniu, witam Cię Luty!

Pisanie podsumowań to nie moja mocna strona, ale co roku skutecznie próbuję. Wymyślając co raz to nowsze formy i w tym roku jest podobnie. Postanowiłam zrezygnować z tradycyjnego comiesięcznego stosika (co jakiś czas jednak jakiś będzie), którego przygotowanie zawsze zajmowało mi sporo czasu, a zamiast niego postawiłam właśnie na post lekko podsumowujący ubiegły miesiąc i prezentujący plany na nadchodzący.

Podsumowanie Stycznia


Hm... styczeń to miesiąc, który w całości przesiedziałam w domu. Nie przeniosło się to jednak na czytanie, bo dzieliłam je pół na pół z graniem w Wiedźmina, który absorbował dużo mojej uwagi. Przeczytałam trzy książki, co i tak jest dosyć dobrym wynikiem, ostatnio czytam wolno, jednak dzięki temu więcej wynoszę z czytanych lektur. Postawiłam na jakość, a nie ilość. 


Rok zaczęłam od Andrzeja Pilipiuka i jego Litra ciekłego ołowiu, który mnie wciągnął bez reszty, następnie zaczytywałam się w Stulatku, który wyskoczył przez okno i zniknął, który mocno mnie zaciekawił i zaintrygował (recenzja powinna pojawić się na dniach - małe kłopoty z koncepcją zdjęcia), skończyłam niesamowitą, pełną emocji książką autorstwa Lily Brooks - Davis Dzień dobry, północy. Każda z nich, a szczególnie ta ostatnia sprawiły, że mój styczeń to był dobry miesiąc. Wiecie Dzień dobry, północy to taka książka nad którą można się długo rozwodzić...(więcej na pewno w recenzji, która pewnie będzie i nawet przed Stulatkiem...)
Szczerze mówiąc w styczniu nie kupiłam żadnej książki, która nie była planowana - poza kolekcjonowanymi przez mnie seriami wydawniczymi tudzież, Kolekcją Romantyczną i serią kryminalną Charllotte Link. Kupiłam też, odłożoną dla mnie książkę Tess Gerritsen z nowej wydawniczej serii. Nie mogę też zapomnieć o dwóch tytułach kupionych dla męża, z których jednak oboje będziemy mieć korzyści.

Dużo było też grania w planszówki i nie tylko, na święta bowiem doszły mi, aż trzy i jeszcze jedną kupiłam w styczniu. Najczęściej wybieraną przez nas grą planszową był Eurobiznes, ta stara gra, od zawsze była naszą ulubioną. Mocno też uplasował się Dixit i Biznes po polsku. Wspomniałam już, że zagrywałam się w Wiedźmina 3: Dziki Gon, ostatnio jednak trochę zwolniłam i spędzam sporo czasu na The Sims 4, od zawsze lubiłam tę symulację życia. Czwarta cześć bardzo mi się podoba, a odkąd twórcy wprowadzili małe dzieci i odkąd kupiłam dodatek Witaj w pracy rozgrywka stała się bardzo emocjonująca (jest umiejętność fotografowania!)

Na blogu mogliście przeczytać także o fotoksiążce (zachęcam do zajrzenia do wpisu, a także do fanpage'a na Facebooku: Foxgrafia), którą zamówiłam za pośrednictwem firmy Saal Digital Polska, o książkach po angielsku od wydawnictwa ZeSłownikiem oraz pojawił się 7 wpis z cyklu Obiektywnie, który kontynuowany będzie dalej.

Co planuję w Lutym?

Nigdy nie planowałam co przeczytam, w tym roku jednak postanowiłam to zmienić i zrobiłam sobie małą listę do przeczytania. Małą, bo liczącą tylko dwie pozycje, są to: Wszyscy w górę i anglojęzyczna wersja Frankensteina. Oczywiście zamierzać czytać i inne książki. 

Chciałabym też, aby pojawiały się cykliczne wpisy o filmach, jak za dawnych lat. Tym razem nie zamierzam opisywać każdego filmu, jak było to dotychczas, tylko zestawić trzy filmy i krótko je przedstawić. Mam nadzieję, iż się uda! Koniecznie muszę też zrobić cykl o planszówkach, tyle ich się nazbierało, a i gramy chętnie i często.

Jak i Luty, tak i Walentynki. Święto(?), do którego od zawsze miałam mieszane uczucia. Nie zmieniło się odkąd poznałam mojego obecnego męża. Z tego powodu nie tylko przypomnę Wam wpis sprzed kilku lat (5?), ale także pojawi się trochę prywaty o tym, jak wyglądają moje Walentynki. 
A tak na zakończenie chcę Wam zdradzić, że bardzo bym chciała, aby wpisy pojawiały się codziennie lub chociaż co dwa dni. Siedzenie w domu, może mi w tym pomóc.